• Wpisów:270
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:74 482 / 2523 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Powiedziałam mu. To już koniec. Jest mi tak pusto a jemu jeszcze gorzej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nadal zabiegana. Jestem pokłócona z D. Jutro mam zamiar powiedzieć mu, że chce zamieszkać sama...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Shit, miałam pisać czemu nie pisze ale ostatnio mam tak zawalony grafik, że usiąść przed kompem to rarytas... Niedługo się odezwę i zacznę dodawać zaległe wpisy. Kocham <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Obudziłam się o 8. Śniły mi się konkretne pierdoły, szkoda pisać. Czytałam coś na iPadzie, D spał obok - nawet nie spał w sumie. Przytuliłam się do niego. Proszę, żeby się odwrócił, bo chcę się przytulić i widzieć jego twarz a on do mnie "Po co?" z pretensjami. Powiedziałam, że nie ważne. Zaczęłam się ubierać i tylko oglądał.

Nakrarmiłam koty, wytuliłam Karolka. Wypiłam soki i zabrałam się za sprzątanie chaty. D też wyczuł o co chodzi i odkurzył. Wypiłam smoothie. Dzwoni telefon. Julia znowu na chorobowe przeszła i Diane się pyta czy przyjdę na weekend do pracy. No mówię, że tak mimo, że 30 na 31 i Sylwester. Ale podobno rodzice mają przyjechać po PP o 11 i mogę do domu wracać, ale i tak będę miała płacone do 16. I to jeszcze podwójnie dlatego, że to są specjalne holiday'e.

Jeszcze się mnie zapytała czy firma mi nie zalega z godzinami i powiedziałam, że sprawdzę. Okazało się, że menadżerka znowu mi zalega z godzinami. Tym razem 40 godzin za Listopad. Ahh... Wdech i wydech. Ugotowałam zupę z batatów. Posiedziałam na laptopie i potem jeszcze ugotowałam dwa ziemniaki.

Na koncie zostało mi trochę kasy i stwierdziłam, że je wypłacę i schowam do skarbonki. Poszłam do bankomatu. Mieszkam w trochę głupiej dzielnicy więc miałam stracha. Poszłam do TESCO bo tam bankomat jest cały czas. Zaczepia mnie bezdomny, że chce kilka groszy na herbatę. Mówię, że nie mam bo mam tylko kartę a kasy ze sobą nie noszę. Do tego na nodze miał wielką ranę od wstrzykiwania sobie narkotywków (tak, ja nazywam rzeczy po imieniu). Szkoda mi go było, bo na prawdę dzisiaj zimno było ale kurna już tyle razy pomogłam bezdomnym i nie nawidzę czuć się wykorzystywana, zwłaszcza że nie wiem na co je konkretnie wyda. Poszłam do TESCO, przeprosiłam ochroniarza, że nie chcę walić stereotypów i żeby miał na mnie oko przy bankomacie. Bankomat nie działa...

Wróciłam do domu (nie chciałam, żeby tamten szedł za mną) i miałam po rower iść ale stwierdziłam, że za szybko zmarznę. Rzadko chodzę na spacery, to poszłam na spacer. Nadal nie wiem jak udało mi się do domu wrócić bez rabunku, ale nawet policja koło mnie przejeżdżała (dziękuję Wszechświecie) i nawet zwolniła. Doszłam do domu, napisałam pingera i zaraz kładę się spać bo jutro do pracy od 9 do 16... <3

28.12.2017 _ czwartek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Okay, stwierdziłam że będę spisywała sny na pingerze. Jeśli Was nie interesuje to spoko - rozumiem. Zawsze możecie przeskoczyć do następnego akapitu. Spisuję sny dlatego, że od kiedy zaczęłam to robić sny stają się bardziej realne, mają więcej szczegółów. Myślę, że może być ciekawie.

Pierwszy był taki, że nagle siedzę w szkole podobnej do tej w naszym świecie. Siedzę koło kolegi i z tego co zrozumiałam dopiero się dostałam do tej klasy. Dostałam jakieś etui na małe urządzenie (coś w rodzaju małego komputerka), które miałam oderać po lekcji. To była lekcja była angielskiego. Miałam przed sobą ćwiczeniówkę - w połowie wypełnioną przez samą siebie. Okazało się, że kiedyś sama próbowałam prowadzić lekcję, ale mi się nie udało. Teraz sama miałam się uczyć. Jakimś cudem komputerek miałam już w etui i po wpisaniu informacji drukował przezroczyste naklejki z tekstem i autoamtycznie tłumaczył na inne języki. Po lekcji miałam zostać oprowadzona po całym "uniwersytecie/budynku". Lekcja się skończyła, weszłam na dziwną platformę która była antygrawitacyjna i spokojnie mnie wiozła przez budynek, przez recepcję aż na zewnątrz. Teraz focus przeszedł na jakiegoś kolesia ciemnej karnacji z dredami, który wyglądał trochę jak Heimdall z Thor'a (w sumie to możemy go tak nazwać na potrzeby snu). Miał w telefonie kamerę ustawioną na cały akademik i rozmawiał z kimś o mnie. Ktoś zapytał czy rozpoznałam się z miejscem. Heimdall odpowiedział, że właśnie platforma mnie wywiozła poza budynek i nagle spostrzegł mumię idącą w kierunku mojego pokoju w akademiku (chciałabym tylko zaznaczyć, że nigdy nie mieszkałam w akademikach, więc sen tym bardziej dziwny). Pobiegł w kierunku tego pokoju. Jakimś cudem ja wróciłam na plan i jedynym sposobem żeby zabić mumię, było wypuszczenie karaluchów/chrząszczy, które te mumie zamieniały w proch jednocześnie same ginęły. Przybiegłam do Heimdall'a, wypuściłam karaluchy, zjadły mumię i został tylko jeden chrząszcz. Heimdall się na mnie patrzy i za chwilę się okazuje, że nie ma już robali a skądś idzie cała grupa mumii. Jakimś sposobem się ich pozbyliśmy i skończyłam u niego w pokoju (wiem, dwuznaczne). Nie pamiętam dokładnie, ale on też chyba jakoś zginął. Więcej z tego snu nie pamiętam.

Potem był drugi. Była jakaś mała wyspa niedaleko poza stałym lądem. Była tam jakaś fabryka i dziewczyna miała wysłać wiadomość do swojej siostry która była na stałym lądzie. Ja również byłam na stałym lądzie, na plaży ze znajomymi i było ciepło. Był najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziałam i za każdym razem kiedy próbowałam zrobić zdjęcie, ktoś mnie tykał łokciem i wszystko wychodziło rozmazane. Siostra wysłała wiadomość w szklanej butelce ale wiadomość nie doszła na czas i przez to wybuchła bomba atomowa na tej wyspie. Wtedy zrobiło się ciemno, ja ze znajomymi w szoku ale z jakiegoś powodu chmura się zatrzymała, nie szła do góry jak po wybuchu tylko tak jakby ktoś ją zatrzymał. Nagle pojawiło się cudowne różowe światło koło chmury po wybuchu. Nikt nie wiedział o co chodzi. Wybuch praktycznie nie miał jakiegokolwiek wpływu na wyspę a różowe światło zaczęło się do nas przybliżać. Okazało się, że to statek kosmiczny i odleciał w niebo. Zadzwoniłam do mamy żeby jej o tym powiedzieć i niedługo potem się obudziłam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Okay, no więc wstałam rano, soki wypiłam ale nie chciało mi się smoothie robić i zjadłam musli (wiem nie powinnam, bo od tego psuje mi się skóra ale byłam na serio głodna). Ogółem wiele nie zrobiłam rano. Chciałam iść na solarium i pojechać po zakupy do Aldiego. Stwierdziłam, że obiecałam Karolkowi, że pojedziemy do jego lasu a była 14 (niedługo miało się ściemniać) więc spakowałam Karolka i pojechaliśmy.

Karolek zadowolony, udało mi się zrobić kilka zdjęć (nawet nagranie) ale tak mi zmarzł, że kiedy wskoczył na ręce to aż się trząsł. Zawinęłam go w kocyk, włożyłam do plecaka i wróciliśmy do domu. Jezu, jak ja zmarzłam! Karolek cały i zdrowy. Poczekałam aż mi zrobiło się cieplej i pojechałam na solarium na 3 min (tam to dopiero mnie rozgrzało!) a wracając zahaczyłam o Aldiego. Muszę się pochwalić bo kupiłam tylko to co potrzebne. Przechodziłam obok zamrarzarki z udawanymi nuggetsami i kiełbaskami i nie kupiłam!!! Jezu jaka jestem z siebie dumna! Wróciłam do domu i zjadłam ciastka od Babci D i trochę czekoladek wegańskich. Oj za słodko mi było...

A co potem? Nie za wiele. Kolega codziennie przychodzi więc nie ma już sensu nawet tego pisać bo to oczywista oczywistość. Poszłam do łóżka koło 20 ale znowu nie mogłam zasnąć. Byłam tak wkurzona na D za ten pseudo-związek w trójkącie, że nie mogłam spać. Na sam koniec zdjęcia Karolka z naszej krótkiej wycieczki. <3

27.12.2018 _ środa


  • awatar Bad Bunny: Jaki ten królik jest przepiękny!!! Nic tylko miziać, ściskać, tulić i całować :D
  • awatar ms moth: Ja właśnie też nie wiedziałam najpierw czy Karolek to człowiek czy zwierzątko. W jednym z ostatnich wpisów napisałaś: "Ba, nawet go wzięłam na ręce i przytulałam. Potem się rozwalił na podłodze jak bagietka. " i odrzuciłam opcję człowieka, ale na królika bym chyba nie wpadła :D Swoją drogą przeuroczy jest :) A co do snów to sama prowadzę dziennik snów, czasami śnią mi się takie chore akcje, że po prostu trzeba sobie to jakoś zapisać :D
  • awatar Ach2017: @hononey: Następnym razem skorzystam z Twojej podpowiedzi, by ominąć czytanie snu. Robaki brrr! :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
No więc poniedziałek. W poniedziałek wstałam w sam raz żeby zająć się PP. Zrobiłam śniadanie dla PP, zjadłam trochę zupy z selera i nerkowców, ogarnęłam dom i powiedziałam PP, żeby zabrała mnie gdzie chce sama iść (ona nie komunikuje się werbalnie, ale wszystko rozumie). Zabrała mnie na ciastko i kawę (czyt. ona jadła to ciastko i kawę), a ja w tym czasie próbowałam odpisywać komentarze na pingerze.

Po jakiejś godzinie, wróciłyśmy do domu, ogarnęłam chatę, przyprawiłam zupę z batatów i zjadłam. Przed 16 przyszła znajoma, wróciła z chorobowego, ale stwierdziła, że jeszcze będzie potrzebowała kilku dni (kurna, no...). Z jednej stronu super bo mogę za nią pracować (bo ktoś musi pokryć zmiany) ale z drugiej to cały czas zapierdzielam jak bury osioł.

Po drodze do domu zahaczyłam o sklepy spożywcze (zależało mi na przecenionych sałatkach dla Karolka). Kupiłam 3 pęki bazylii świeżej po 10 pensów (p) i główkę kapusty za 10p. Potem zajechałam do Tesco, dokupiłam co mogłam i były po przecenie moje ulubione wege kiełbaski (udajcie, że tego nie napisałam). I tak, zjadłam je w domu...

Po powrocie do domu zaczęło mi się strasznie nudzić. W sumie to nawet nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Większość by narzekała bo nudy, ale mi tak dobrze było. Praktycznie od czasu kiedy przyleciałam z Polski cały czas w pracy jestem (z wyjątkiem kiedy miałam urlop) i już czasami nie wyrabiałam. Także takie nudy dobrze mi zrobiły. Wytuliłam Karolka za wszystkie czasy. Koło 19 zrobiłam się senna, poszłam do łóżka. Karolek do mnie po raz pierwszy przyszedł do łóżka i położył się kołomnie. Do tego jeszcze przewrócił się na bok (flopped) zrelaksowany i po prostu myślałam że się rozryczę ze szczęścia.

Niestety przed spaniem wypiłam zieloną herbatę i za nic nie mogłam zasnąć... Może dopiero o 23 ale potem D wszedł do łóżka i znowu mnie obudził. <3

25.12.2017 _ wtorek
  • awatar absolutelynot: Wege kielbaski, doslownie uwielbiam, ze kielbaskami to one nie sa haha.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Znowu mam dziwne sny... Teraz mi się śniło że byłam w jakimś sanatorium (mniejsza o to co się działo). Potem z Mamą przeszłyśmy przez fabrykę na zewnątrz i była... (Zgadnijcie) tak. Stacja kolejowa [facepalm]. Stoimy z Mamą, zimno tak że tory zamarzły (centralnie lód na torach) i jedzie jakiś pociąg, rozwala lód na torach ale w końcu się wykoleił. Koniec snu... Zaczynają mnie wkurzać te sny.

Ogarnęłam się rano, nakarmiłam koty, sok potem smoothie (tylko połowa), podpompowałam opony w przyczepce do rowera i pojechałam do Taty odebrać rower. Opony w rowerze tez ogarnęłam i wróciłam do domu. Wypiłam resztę smoothie i wyczyściłam rower. Rower czysty no to na solarium. Dupa, zamknięte. Wróciłam, wypiłam resztę smoothie i wstawiłam obiad. Na obiad był Ryż brązowy z chilli z puszki. Popisałam na pingerze.

W międzyczasie D próbował żyć między jednym a drugim światem. Między chrapaniem a stękaniem w łóżku leciał do toalety puszczać pawie. W końcu wstał i poszedł do babci na święta. Nie wyglądał za dobrze ani się też z tego powodu nie cieszył (sama nie lubię świąt). Poszedł a ja niedługo potem pojechałam do pracy.

W pracy spokój i nawet trochę nudno. Zadzwoniłam do D żeby życzyć jego babci wesołych świąt ale chyba dawała dobra minę do złej gry bo jakoś nie czułam żeby specjalnie była miła. D już czuł się lepiej.

A propos, Diane znowu mi depła na odcisk, mimo że niczego nie zrobiłam - w sumie to sama sobie winna. Trudno się mówi. Ale jak słowo daję, wszystko się na niej zwróci. Tracey co prawda mówiła mnie że za jakiś czas czeka mnie zmiana pracy i sama czuje że praca już nie przynosi tyle radości co kiedyś ale myślę że dopiero sprawy się rozkręcają. Najpierw czeka mnie wyprowadzka od D.

PP poszła spać dość wcześnie, ja potem prysznic i w końcu zasnęłam. <3

25.12.2017 _ poniedziałek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
...Z góry przepraszam jeśli wpis nie ma sensu, ale pisze przy stole na phonie i wszyscy się przekrzykują więc nawet nie słyszę własnych myśli.

Miałam dzisiaj dziwny sen (możecie przeskoczyć do następnego paragrafu jeśli Was nie obchodzi). Podróżowałam i jakimś cudem udało mi się wejść przez pomnik do podziemia. Trafiłam do dziwnego miejsca które było prowadzone przez kolesia (nazwijmy go boss) który sterował wszystkimi którzy tam przebywali. To było w podziemiach i przez podziemia przechodziły tory. Zapytałam się o pociąg żeby z tamtąd wyjechać ale powiedział, że tory tylko tędy lecą i pociąg rozpędzony już się tu nie zatrzymuje. Pociąg jeździ tylko co 4 dni. Podobno miało tam być jakiś remont i po remoncie miał się zatrzymywać. Więc praktycznie tam utknęłam, próbuje szukać wyjścia, co jakiś czas pociąg przejeżdża. Przez pomnik przeszedł również mój przyjaciel przyprowadzony tam przez psa. Ucieszyłam się że go zobaczyłam, ale zaczęło nam coś śmierdzieć. Słychać po szynach jak pociąg jechał i ludzie zaczynają kłaść się na torach wzdłuż żeby popełnić samobójstwa. Ja nowa więc nie rozumiałam o co chodzić. Ludzi nie zabiło ale nagle całe podziemie ruszyło i się okazało że to środek wielkiego pociągu. Nikt się nie skapnął więc stwierdziłam że po cichu pójdę do toalety która miała przezroczyste drzwi. Chciałam po cichu ale boss mnie zauważył i nasłał na mnie swoich gogusiów. W ostatnim momencie zamknęły się drzwi i zaczęli we mnie strzelać z broni. Pociąg już w pełnym ruchu i próbuje się przez okno wygramolić na górę pociągu. Biegnę po dachu, za mną gogusie z bossem i jakimś cudem przed nami wielkie wzniesienie. Skaczę z pociągu do przodu i wyrzuca mnie (bardziej lecę niż spadam) na to wzgórze. Okazuje się że to jakieś obwody małego miasta, dzieci skończyły szkołę, idą razem z rodzicami. Uciekam przed gogusiami, razem ze mną ludzie z pociągu i biegniemy. Niektórzy postrzeleni, przede mną boss idzie, udaje że kuleje żeby uciec i się schować. Jakimś cudem ja miałam broń i postrzeliłam go w prawą łydkę żeby już kulał na prawdę. Nie chciałam go zastrzelić żeby nie odpowiadać za zabicie. Biegnę, ludzie ze mną biegną i dobiegliśmy do komisariatu policji. Wchodzimy do komisariatu, policja (wszyscy) mają lunch, wszyscy weseli, jedzą sobie. Próbuję jednego poprosić o pomoc. Koleś niechętnie podchodzi do stolika w kafetrii, mówię mu o sytuacji a on do mnie konkretnie że nic z tym nie zrobią. Ja w szok, wracam do grupy osób którzy przeżyli a policjant wzywa następnego świadka żeby powiedzieć mu to samo co mi. Wszyscy totalnie bezradni i wkurzeni. Wychodzę z komisariatu. Boss za mną idzie i mówi żebym wróciła. Ja mówię że nie chce i nie wrócę. Mówi do mnie przez przezroczyste drzwi od wejścia a ja próbuje z całej siły je przytrzymać zamknięte bo broniły mnie przed jego bronią. Mówi że zabije mojego przyjaciela. Mówię że i tak nie otworze drzwi. Wziął przyjaciela, zabił na moich oczach, odwróciłam wzrok. Dalej powiedziałam że nie otworze. On do mnie ze w takim razie że zabije recepcjonistę. Ja mówię do niego ze i tak nie otworze. Strzelił w recepcjonistę ale nie trafił, odbiło się od metalowego obicia i zabiło bossa rykoszetem. Uciekłam i się obudziłam. Chyba wiem o czym był ten sen... Wszechświat mnie popycha coraz mocniej żebym wyprowadziła się od D.

Wstałam po 7. Poszłam nakarmić koty, ogarnęłam się. Napiłam się soków i doszło do mnie olśnienie. Przecież jeśli najem się w domu, nie będę musiała dużo jeść na świętach. Czemu tego wcześniej nie pomyślałam... Zjadłam w domu ryż brązowy z jedzeniem z puszki - mniam. Ogarnęłam co mogłam, wycalowalam Karolka. Ba, nawet go wzięłam na ręce i przytulałam. Potem się rozwalił na podłodze jak bagietka.

Pojechałam na miasto bo mama mnie poprosiła żebym kupiła numerki na tort. Przed sklepem stał facet bezdomny sprzedający gazety z psem który spokojnie leżał na kocyku. Rozryczałam się jak bóbr. Weszłam do sklepu po numerki i próbowałam się powstrzymać. Pomyślałam o Buni i jak bardzo ją kochałam i nie mogłam się pogodzić że w święta ktoś z psem nie ma domu. Wyszłam i dałam mu wszystkie drobne z portfela. Jeszcze nie czułam że zrobiłam cokolwiek. Poszłam do sklepu, kupiłam karme dla psów i piłki do zabawy. Dałam mu, podziękował. Widzieli to inni ludzie i też dodali swoją kasę. Nie mówię tego żeby się pochwalić. Piszę żeby to z siebie wyrzucić i żeby pokazać że pomagając komuś, powielamy dobro. Gdybym nie dała karmy, inni ludzie by się się dorzucili. Nie bierzcie mi za złe, nie chodzę wszędzie i bezdomnym kasę rzucam, ale ten pies tak podobny był do Buni i po prostu mnie rozwaliło od środka.

Poszłam do sklepu, kupiłam dla D wycieraczkę z Rick And Morty "Get Shwifty". Poszłam kupić ściereczki antybakteryjne i pojechałam do domu rodziców. Siebie ogarnęłam, mamie włosy wyprostowałam i niedługo potem D przyszedł. Mama piła, D pił, Tata pił, Dziadek pił, Babcia piła. Tylko nie ja - nie lubię. Jak się skończyło? Mama z D przegadali całą wigilię. Dziadek z Tatą się pokłócili i pogodzili i wreszcie się przeprosili za te 25 lat (mniejszao to jaka sytuacja). A co ja robiłam? Zjadłam (o tym za chwilę) i pisałam pingera. Wypiłam trzy herbaty z pokrzywy, zjadłam sałatkę z kapusty pekińskiej, ziemniaki, trochę zupy z selera i może 15 pierogów (gotowanych - nie były smażone). To tej pory to były najzdrowsze święta jakie kiedykolwiek miałam.

Dobra, zaczęło się zbliżać do 21 i mówię do D że niedługo będziemy się zbierać. Do tej pory krzyczał a nie rozmawiał z moją Mamą, lol. Poszedł do toalety, wrócił przygaszony no i go wzięło... Tata powiedział, żebym pożyczyła samochód bo na piechotę nie dojdzie. Mama dała siatkę dla D na drogę no i się przydała bo D puścił takiego pawia w samochodzie, że musiałam okna otwierać. Miałam z niego bekę bo jedziemy i nie mógł zrozumieć dlaczego jedziemy samochodem rodziców do naszego domu a nie na odwrót. Potem przy wyjściu do naszego domu zaczął gadać że ciastka to jedna wielka ściema i kłamstwa. Nawet nie wiedziałam o co chodziło ale miałam ubaw.

Wieczór na prawdę był miły z rodzicami. Wreszcie czułam się jakbym była w związku ale wiecie co było najgorsze? Że on jeszcze z kolegą pisał o której będzie w domu żeby tamten przyszedł... Mimo że wieczór udany, to nie mogę zapominać o sobie w tym wszystkim. Przyszedł do domu, ostatkiem sił zadzwonił do kolegi że dzisiaj nie da rady bo jest za bardzo wstawiony. Poszedł na górę, rozebrał się i spać. Ja jeszcze koty nakarmiłam, zmieniłam Karolkowi toaletę. Poszłam do łóżka, posiedziałam na phonie, jeszcze Francuz próbował do mnie dzwonić. Potem D się obudził i zaczął coś mamrotać i znowu miałam ubaw. Nagrałam żeby nie było, lol. I tyle. Mam nadzieję że Wam święta się udały chociaż w Polsce chyba obchodzi się wszystkie dni? Mniejsza o to. Wesołych świąt Kochane. <3

24.12.2017 _ niedziela
 

 
Wczoraj położyłam się spać i nagle mnie wzięły myśli na temat Buni. Miałam wrażenie że jest przy mnie (to uczucie kiedy macie wrażenie że nie jesteście sami w pokoju). Już przysypiałam i coś ciężkiego jakby wskoczyło na łóżko? Pierwsza myśl, Karolek na łóżko wskoczył, ale przecież jestem w pracy... Więc na bank wiem, że to była Bunia.

Przed pójściem spać PP, powiedziałam jej że może wstawać do toalety na siku ile może i mnie nie obudzi. Tym razem dodałam tylko że jeśli poczułaby się źle, to może mnie obudzić. No i to był błąd... Obudziła mnie o 4 rano bo zmoczyła łóżko. A już tak ładnie jej szło. Pomogłam jej zmienić pościel, położyłam spać i sama wróciłam do pokoju. Stwierdziłam że skoro już przed 5tą to nie ma sensu zasypiać no ale mnie wzięło.

Obudziłam się w sam raz żeby wszystkimi się zająć. Czas w pracy trochę się ciągnął bo pod wieczór nie jadłam żadnych chipsów ale za to zjadłam zupę z batatów która miała zostać na dzisiaj. Na szczęście wzięłam jeszcze zwykłe ziemniaki. Dostałam do tego jeszcze okresu dzień przed. Bolał mnie brzuch, głowa i było mi trochę niedobrze. Zjadłam 2 paczki chipsów (tak, wiem...) ale potem mi już lepiej było. Skończyłam pracę i wróciłam do domu.

W domu D mnie przywitał, przytulił dał buzi. Mówię do niego żeby dzisiaj poszedł do sklepu kupić jedzenie dla kotów bo rano już nie będzie a on że kupi rano. Tłumaczę mu że mam dość kotów łażenia za mną dopraszając się o jedzenie bo on się kładzie o 3 nad ranem, wstaje przed 12 i ma wszystko w dupie. Powiedział że kupi dzisiaj, ale to raczej było na odwal się.

Wypiłam sok cytrusowy (wiecie, cytryna, Pomarańcze, herbata itd) i zebrałam się na solarium. Musiałam chwilę poczekać ale w końcu poszłam na 4 minuty. Myślę że następnym razem tylko 3 minuty wystarczą. W końcu i tak nie idę na opaleniznę tylko na skórę i witaminę D3.

Wyszłam z solarium i głos w głowie próbował mnie namówić na coś niezdrowego i tłustego z Aliego (po drodze do domu). Grzecznie odmówiłam i wróciłam do domu. Miałam taka ochotę na smoothie z mango i bananów... Prawie bym zrobiła ale stwierdziłam że za długo z tym zejdzie. Pisząc to zdałam sobie sprawę że mogłam zrobić mleko z bananów ale za późno. Zjadłam musli owocowe z mlekiem ryżowym. Zrobiło mi się tak słodko że juz nie mogłam. Stwierdziłam że jeszcze curry z puszki pójdzie z płatkami owsianymi. Dało radę. Głód zaspokojony.

Miałam zrobić scratch Book dla rodziców ale stwierdziłam że nie da się zrobić tego na szybko więc nici z prezentu. Przed spaniem Poprosiłam D żeby na pewno poszedł po karmę dla kotów. Powiedział że rano (znowu taka sama sytuacja). Mówię do niego ze to nie on musi się z nimi ujadać od samego rana (z resztą wiecie o której ja wstaję, a o której D) tylko ja i będą chciały żebym je nakramiła, na co D do mnie żebym je ignorowała. Ja mówię, że jakbym zaadoptowała psa i pies chciałby na dwór a ja byłabym w łóżku, to co, też mu łatwoby ingonorwac? Powiedział że to inna sytuacja. Poszłam do pokoju spać. D powiedział że chce mu się red bulla i dlatego idzie do sklepu a nie że go Poprosiłam (szkoda gadać...).

To na tyle Kochane. Jutro wigilia. Nie planuje się najeść jak to bywało co roku. Tym razem gotuje zupy - lepsze trawienie a Mama zrobi surówkę z warzyw i ot cała wigilia dla wegan. Buziaki. <3
  • awatar Ach2017: Jak to głos w głowie? Jesteś chora na schizofrenię?
  • awatar ms moth: Twój D. ma podobne zachowania do mojego D... Faceci, poprosić ich o coś :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W pracy jestem aktualnie i stwierdziłam że z ostatnio napiętym (znowu) grafikiem nie dam rady potem doganiać poprzednich wpisów. Z góry przepraszam za autokorektę, czasami wali błędy.

Obudziłam się o 5.30 ale przez to że zjadłam udawane nuggetsy przed spaniem, nie czułam się wyspana. Pospałam do 8, poleżałam chwilę w łóżku i poszłam siebie ogarniać. D nie kupił poprzedniego dnia jedzenia dla kotów więc od samego rana działały mi konkretnie na nerwy bo myślały że je nakarmię - tak powietrzem. Suchego nie chciały więc chyba nie takie głodne?

Zrobiłam sok z cytryny + 3 pomarańczy + herbata z dzikiej róży i hibiskusa. Wypiłam i stwierdziłam, że jednak muszę kupić babci D jakiś prezent na święta mimo że mnie nie będzie na imprezie (to jest najbliższa rodzina D). Spakowałam Karolka do plecaka - coraz łatwiej mi go schować do plecaka. Pojechaliśmy na miasto.

Kupiłam Babci ładnie zapakowane ciastka. Potem pojechałam do Body Shop i kupiłam mały zestaw pielęgnacyjny. Jeszcze okazało się że mam kupon do wykorzystania więc za prezent zapłaciłam tylko funta (dziękuję Wszechświecie). Wróciliśmy do domu, Karolek od razu toaletę zaliczył a jak się rozpakowałam. D dalej w łóżku, zacząl się zbierać wreszcie. Miałam zrobić smoothie na pierwszy posiłek ale blender był brudny a rękawiczki mokre i mnie ręce bolały więc odpuściłam. Ugotowałam ryż + chili z puszki.

Chciałam ogarnąć dom zanim musiałam iść do pracy. Zaczęłam D poganiać do roboty. Udało mi się wymyć podłogi w kuchni i łazience. Jeszcze tylko toaleta została ale nie wiem gdzie wsiąknelo husteczki antybakteryjne. D jeszcze udało mi się poprosić żeby wymienił toaletę kotom więc dom praktycznie lśni jak na warunki w których mieszkamy.

Udało mi się zjeść jeszcze curry warzywne + płatki owsiane przed wyjściem (nie miałam co ugotować na szybko do curry a płatki były bez glutenu). Spakowałam się do pracy i pojechałam.

Nie zrozumcie mnie źle. D to na prawdę fajny facet. Jest czuły ale tylko wtedy kiedy on ma humor i tylko wtedy kiedy ma dla mnie czas a zazwyczaj (zawsze) jest czymś zajęty. Przytulnie i buziaki są tylko jeśli mijamy się w przejściu bo on wraca do siebie do pokoju i to całe nasze spędzanie czasu. Kolega D też się przyczynia do niszczenia tego związku. Myślę że może gdyby tak codziennie nie przychodził to D więcej by się otworzył ale że wszystkie swoje potrzeby połączenia się z drugą osobą spełnia z kolegą, dla mnie zostają okruchy. Kolegi D nie było ostatnio wieczorem i myślałam że ktoś mi chłopaka podmienił. D nawet dał mi swoją kurtkę żebym nie marzła u siebie w pokoju. To było takie miłe... Ale przecież okruchami się nie najesz.

Przyjechałam do pracy wiedząc że Diane właśnie kończy zmianę. Powiem tak (omijając szczegóły) - niedługo wszystko się na niej cudownie odbije. I nawet nic nie powiem. Będziemy mieli niedługo nowego menadżera domu. Zapowiada się ciekawie.

Ogarnęłam wszystko w pracy, dostałam okresu (tak!) i jaki plan na jutro? Będę w pracy aż do 16. Po pracy do domu, ogarnąć się i idę na solarium na 4 minutki (skora wygląda trochę lepiej po solarium), a potem może uda mi się prezent na rocznicę rodziców zrobić ale jeszcze zobaczymy.

Na razie cieszę się że opuchlizna z palców mi zeszła i tylko rany zostały do zagojenia. Skóra się goi, dom sprzątnięty, Karolek szczęśliwy i wybiegany. Na dzisiaj tyle, kocham. <3

22.12.2017 _ piątek
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Nie wiem dlacZego dalej z nim jesteś... "okruchami" jak to nazwalas nie ma co sobie głowy zawracać, skoro On nie ma dla Ciebie czasu to co jest ważniejsze od osoby którą się kocha? Zastanów się nad tym "związkiem" ... Wesołych Świąt kochana! :*
  • awatar hononey: @Ach2017: oj Kochana, z tym karmieniem kotów to ile ja już mu truje. Już nawet przestało mi zależeć bo to jak grochem o ścianę. Jego mozg dosłownie nie pojmuje co to znaczy być przygotowanym. On do pracy potrafi iść spóźniony a co dopiero jedzenie dla kotów. Kocha je, one też go Kochaja ale całą sytuacją mnie męczy już.
  • awatar absolutelynot: Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumialam, ale macie osobne pokoje? Jesli tak to podejrzewam, ze to tez sie przyczynia do tego, ze sie od siebie oddalacie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dobre odżywianie zrobiło swoje. Obudziłam się dzisiaj sama, wyspana o 5 rano. Poleżałam w łóżku aż do 6. Przeglądałam internet na phonie, ale też nie mogłam odpuścić, żeby wyjść z łóżka. Wiem, to głupie... D sobie spał obok mnie. Mogłam go poprzytulać ile chciałam bez żadnych kłotni, bez jego gadania o procesorach i fizykach i równaniach. Po prostu ja i on i moment. W takich momentach na prawdę trudno mi przetrawić fakt, że chcę zamieszkać sama z Karolkiem. Przytulona jestem do niego, próbuję zapamiętać ten moment z całej siły i nagle głos/myśl w mojej głowie się pojawiła: "A teraz sobie wyobraź sobie jakbyś się czuła przy mężczyźnie którego na prawdę kochasz i który kocha Cię równie mocno". Leżałam jeszcze tak przez chwilę, ale nie mogłam wyjść z podziwu myśli którą przed chwilą miałam.

W łóżku doszło do mnie, że jajniki ostatnio mi warjują i tak jak pisałam ostatni okres miałam w ciągu 20 dni a teraz jest już dzień 25 (tak jak powinno być) i cisza. Ogarnęłam się, nakarmiłam koty, wypiłam sok z cytryny + herbata z dzikiej róży i hibiskus. Poszłam do sklepu. Wynik testu ciążowego negatywny. Ufff... Przynajmniej już nie mam się czym teraz martwić. Mogę się skupić na sobie.

Zdecydowałam, że wycisnę sok z selera. Dawno nie piłam, udało mi się tylko 0.5L i zmuliło mnie trochę - ale to dobrze. To znaczy, że pomaga. Kuchnię sprzątnęłam, zgłodniałam i zrobiłam sobie smoothie. Smoothie też nie dało mi się dużo wypić/zjeść.

Pojechałam na miasto. Najpierw po nerkowce - ile ja się nastałam w kolejce (wkurzyłam się trochę, bo smoothie ma określony czas trawienia i dawania energii, więc martwiłam się że wrócę do domu wygłodniała). Potem pojechałam kupić coś dla Babci. Poszłam do Body Shop - tam sprzedają etyczne, naturalne kosmetyki. Kupiłam dla Babci takie kosemtyki z miodem i migdałami.

A właśnie, związane z tematem. Nie opowiadałam Wam, ale poszłam niedawno do apteki szukając kremu tłustego, żebym wreszcie mogła normalnie ruszać dłońmi. Idę do apteki (mieszkam w Anglii) i mówię do aptekarki, że potrzebuję tłusty krem. Po wymianie zdań powiedziała, że mi nie sprzeda, żebym najpierw poszła do lekarza i niech on zadecyduje. Nie obraziłam się, stwierdziłam że Wszechświat próbuje mnie gdzieś ponieść i dlatego mi odmówiono tego kremu. No więc, dzisiaj jestem w Body Shop i co? Znalazłam tester kremu z konopii - jest cudowny. Co prawda śmierdzi trochę jak krem po goleniu, ale dawno nie było mi tak dobrze po tłustym kremie. Wrócę do tego co napisałam kiedyś - jeśli cały czas spotykacie jakieś przeszkody, to trzeba je porzucić i czekać na właściwy moment, a się pojawi.

Wyszłam ze sklepu, pojechałam do innego kupić dla Dziadka prezent na święta. Chciałam mu kupić jakiś alkohol bo lubi, ale nie mogłam. Wyglądam poniżej 18 lat (nie ściemniam) i bez dowodu nie sprzedadzą, a że ukradli mi portmonetkę w marcu ze wszystkimi dokumentami, to przepadło też prawo jazdy, którego z powrotem nie wyrabiałam. Szkoda mi też było brać paszportu, więc Dziadek będzie musiał się obejść smakiem. Kupiłam mu za to ciastka, bo serio nie wiedziałam co.

Po drodze do domu zajechałam do Aldiego na ostatnie zakupy przed świętami. Jak ja zgłodniałam... Kupiłam dwa opakowania udawanych kawałków kurczaka - trochę jak nuggetsy, mrorzonkę (soczewica z sosem tahini i warzywami) i warzywa/owoce + coś dla Karolka i D. Musiałam zjeść batona z daktyli bo już nie wyrabiałam. Odeszłam od kasy z wózkiem i zakupami, zjadłam batona na spokojnie i dopiero zabrałam się za pakowanie.

Nie wiem jak dojechałam z zakupami do domu na rowerze, ale cieszyłam się, że jednak na rowerze. W domu od razu wypiłam resztę smoothie. Tak potrzebowałam tej energii, że jak Tata zadzwonił to mu powiedziałam, żeby on gadał a ja będę piła, lol. Odgrzałam mrorzonkę z Aldiego, dodałam brązowego ryżu z lodówki i zjadłam. Miałam to gdzieś, że surowe i gotowane razem. Po prostu byłam wygłodniała, a jeszcze czekało mnie sprzątanie dużego pokoju.

Kiedy jadłam "obiad", poszłam do pokoju D. Myślałam, że może uda mi się jakoś spędzić ten czas razem, ale on cały czas tylko o polityce napierdalał. Nie mogę, po prostu nie mogę już dłużej... D poszedł do pracy a ja wzięłam się za duży pokój - chciałam skończyć zanim zrobi się ciemno. Udało się.

Włożyłam udawane nuggetsy do piekarnika i poszłam szukać filmu na necie. Znalazłam film, kolega D przyszedł - no bo przecież dom bez niego taki pusty (sarkazm). Zjadłam "nuggetsy" i zabrałam laptopa na górę, żeby Karolek ze mną pooglądał. Karolek ucieszony, zrelaksowany rozwalił się na całej długości i oglądał ze mną.

Teraz piszę pingera i piję następne 500ml soku z selera. Niedługo kładę się spać. Menadżerka do mnie dzwoniła dzisiaj, żebym pracowała z soboty na niedzielę. Chciała mnie trochę wmanipulować, że załatwi kogoś żeby pracował z piątku na sobotę i zrobię tą zmianę o którą mnie prosi, ale powiedziałam, że zawsze kiedy mogę to pomagam, ale tym razem nie da rady bo mam Wigilię z rodziną. Do mnie z tekstem, że skończę o 11 rano, a ja do niej że nie da rady bo jadę do mamy wcześniej pomagać z gotowaniem. Wysłałam jej smsa, żeby przeprosić że nie dam rady i rozumiem jej ciężką pozycję i co się okazało? Że zmiana już pokryta... Czyli jednak świat się nie zawali jak Jola się postawi. Dobra, to tyle. Kocham. <3

Ps. Zapomniałam dodać najważniejszego. Poszłam dzisiaj na solarium - ze względu na skórę i witaminę D3. Mam nadzieję że coś pomoże. Tylko 4 minutki co 2 dzień więc powinno być spoko. Tak dobrze się czułam jak wyszłam z solarium. Fajnie o siebie zadbać czasami.
  • awatar absolutelynot: Co do moich herbat, zielona lisciasta z dodatkiem wycisnietej cytryny! Wszyscy mowia jak bardzo zielona pomaga na trawienie a ja taka przyzwyczajona, ze juz nic nie daje.
  • awatar absolutelynot: Jak najszybciej sie wydostaniesz z tej sytuacji z D. tym lepiej dla Ciebie! Nie warto niszczyc sobie zdrowia i psychiki na to.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jedzenie tego wszystkiego wczoraj pod wieczór dało się we znaki i o 3 w nocy obudziła mnie wątroba - ah, bidulka.

Obudziłam się o 8 ale wstałam o 10. Tak mi dobrze było wreszcie po prostu poleżeć bo nigdzie nie trzeba było iść, ani praca, ani do Mamy. Po prostu tylko ja i to co sama chcę robić.

Stwierdziłam, że skoro wczoraj tyle pojadłam to dzisiaj dam sobie trochę odpocząć. Z samego rana sok z cytryną. Zachciało mi się sprzątać. Po 10 kolega już przyszedł do D, mimo że ten w łóżku spał. Rozumiecie? Jeśli ja chcę obudzić własnego chłopaka z rana, żeby z czymś mi pomógł to nie wolno, ale jeśli kolega przychodzi to trzeba wstać jak najszybciej... Odechciewa mi się związków. Zaczynam tracić w ogóle wiarę w szczęśliwy związek.

Zaczęłam dom ogarniać. Zgłodniałam i zrobiłam smoothie. Wypiłam połowę i ugotowałam zupę ze słodkich ziemniaków, żeby była na potem po sprzątaniu (gotowane jedzenie mnie rozleniwia, ale też daje mi ten rodzaj komfortu po pracy przez cały dzień).

Wybaczcie Kochane, że to mówię publicznie, ale nienawidzę kotów. Żadnego nie skrzywdzę. Nawet jeśli mogę to nakarmię jakiegoś, pogłaskam obcego jeśli się da, ale sama nigdy w życiu nie będę mieć kota. D nie kupił im jedzenia i musiałam dzielić saszetkę na 3 koty. Dorzuciłam im trochę suchej karmy, żeby było bardziej sycące. CAŁY DZIEŃ KOTY ZA MNĄ CHODZIŁY I MIAUCZAŁY A MOGŁY MIEĆ SUCHEJ ILE CHCIAŁY. MYŚLAŁAM, ŻE ZACZNĘ ODPRAWIAĆ JAKIEŚ EGZORCYZMY BO JUŻ NIE WYTRZYMYWAŁAM. Jedną wypuściłam na dwór, zmarzła trochę, dała mi spokój. Drugiego zamknęłam w klatce. Jak zrozumiał o co chodzi to też mi dał spokój. Trzecia najwięcej rozumiała, ale dawno nie byłam taka wkurzona. Po przeprowadzce będzie tylko Karolek i ja. Żadnych innych zwierzaków.

Dobra, sprzątnęłam ile mogłam. Jutro zostanie mi podłoga w kuchni i łazience, duży pokój do ogarnięcia i toaleta.

Co dzisiaj zjadłam? Sok z cytryny 1L, sok z aloesu, 2L smoothie, 2L zupy ze słodkich ziemniaków i chyba tyle. Nie czuję się głodna ani że czegoś mi się chce. Zobaczymy jak jutro... Mam zamiar piec kasztany. <3

A no i zapomniałam. D poszedł do pracy koło 16. Razem z nim kolega. Już się nacieszyłam wolnością jak wrócił z pracy D i o 21.10 puka kolega do drzwi. Otwieram drzwi i mu mówię, że nie chcę być niemiła, ale czy nie uważa że jest za późno na odwiedziny. Na co on że nie będzie długo. Ta... jasne. Jest już prawie 22... Nienawidzę go. Za to że zniszczył mój związek z D. Za to że się cały czas wpierdala. I na D też jestem wkurwiona, że nie umie mu powiedzieć nie. Pora ztąd wypierdalać. Niedługo chyba będę składała papiery do spłudzielni. Mam dość tego pseudo-trójkątnego związku.

20.12.2017 _ środa
  • awatar Ach2017: @hononey: No dobrze. :) Nie będę wredna. To dobrze świadczy o D. skoro zabrał koty do siebie.
  • awatar Ach2017: @hononey: Jeśli Mama D. lubiła koty, to prawdopodobnie się nimi dobrze zajmowała, a teraz są zostawione samym sobie. Domagają się uwagi, widzę to po filmiku, gdy nagrywałaś Karolka. Rudy wszedł Ci w obiektyw i uciekł dopiero, gdy przestraszył go Karolek. A swoją drogą to Karolek jest fajny! :) Podnosić pyszczkiem pudełko. :D
  • awatar hononey: @Ach2017: jego mama lubiła koty. Dwa były rodzinne. Trzeci doszedł jako znajda. Mama odeszła, zmarla na cukrzyce poporodowa. Rodzeństwo chciało wydać koty do schroniska ale D się nie zgodził. I teraz tak żyje. Źle ogółem nie mają bo są bardzo ześkie i dwójka ma po 17 lat. Sal ma 11. No tylko właśnie D jest niezorganizowany.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Dzień zaczął się od przypomnienia dlaczego związek w którym jestem nie ma dłuższego sensu... Wysłałam Mamie takiego smsa:

"Sytuacja sprzed chwili. Jest 8.58. Mówię do D dzień dobry. Oboje w lozku. On do mnie też ale odwrócony plecami. Mówię żeby się odwrócił bo chce się poprzytulać. A on już stęka bo musi iść do pracy i nie ma czasu. Marudzi ale w końcu przekręca się na plecy. Mówi że do pracy musi iść a ma na 9.30 tam być no to mu mówię żeby szedł (mnie już gardło boli od powstrzymywania łez) a on do mnie ze chciał iść tylko go Poprosiłam żeby się odwrócił (nosz kur...). Wychodzę łóżka, idę do toalety, wracam. Zabieram rzeczy do ubrania. Jest 9.21 a ten dalej w łóżku. Niech się kurwa Pierdoli. Mam Już go tak w chuju że niech sobie żyje jak chce. Może mnie w dupe pocałować. JesCze się mnie zapytał o co mi chodzi. Niech sobie znajdzie kurwa jakąś larwę co będzie z niego sączyła jakieś marne grosze i niech mnie mocno w dupe pocaluje bo ja się nie dam tak traktować."

No więc to tak z samego rana, ale potem było już tylko lepiej. D poszedł do pracy, więc mimo głupiego humoru miałam go z głowy. Wypiłam rano sok z cytryny + pomarańczy z herbatą z dzikiej róży i hibiskusa (taka mega dawka naturalnej wit C). Mi za to zachciało się sprzątać. Skóre mam w takim stanie, że mogę wykonywać więcej czynności i tak bardzo mi się nie sączy z niej płyn. Wiedziałam, że jeśli zjem coś gotowanego to zaraz się rozleniwię dlatego pilam same soki rano, żeby ogarnąć się z pracą.

Stwierdziłam, że ofiarą sprzątania padnie nasza sypiania. Zaraz po wyjściu D, wrzuciłam całą pościel do pralki a między czasie ogarnęłam sypianię. Ba... Wzięłam nawet szczotkę z szufelką i całe futerko (kocie/królicze) wyciągnęłam z dywanu. Zajęło mi jakiś czas ale byłam z siebie dumna. Śmiać mi się chciało z Karolka bo robił mi inspekcję i wszystko co mu się nie podobało. Zresztą na dole wkleję filmik jeśli mi się uda.

Dobra dom ogarnięty, ugotowałam ryż brązowy + jedzenie z puszki. Spakowałam Karolka i pojechaliśmy na miasto kupić kasztany - mmm... pychota. Potem z miasta do domu rodziców, bo Mama miała urodziny. Mama nie lubi drogich prezentów więc kupiłam jej ciastka które były ładnie zapakowane. Mama ucieszona, Tata zamówił Mamie kwiaty na urodziny. Zaniosłam Karolka na górę do małego pokoju i tam sobie siedział grzecznie.

Dziadek poprosił, żebym pomogła mu podetnąć włosy. Nigdy fryzjerką nie byłam, ale jeszcze nikomu źle nie podcięłam. No więc zaczęło się szukanie golarki Taty... W wielkim skrócie mówiąc i omijając szczegóły - cieszę się, że tam już nie wrócę. Wolę jakoś zaoszczędzić kasę niż tam wracać na miesiąc. Mimo że z D mam przesrane... to w domu miałabym jeszcze gorzej. Tym bardziej, że teraz już nie boję się postawić komuś - no z wyjątkiem D, bo z nim to nawet nie ma sensu. Znajdzie sobie jakiś powód dlaczego ma rację i weź z takim gadaj.

Dobra, Dziadek obstrzyżony. Babcia z Mamą siedzą na dole a z Dziadkiem zdecydowaliśmy, że zostaniemy na górze. Otworzyliśmy drzwi od pokoju w którym Dziadki tymczasowo śpią (bo wracają do Polski pod koniec stycznia) i pogadałam z Dziadkiem o starych polakach. Tak nawiasem to jest pokój w którym ja kiedyś spałam jak mieszkałam z rodzicami. Karolek się rozbrykał i biegał po całym pokoju. Nawet lustra się nie przeraził.

Mama zawołała Dziadka na obiad i wreszcie ja mogłam swój wstawiać. Karolek został na górze a ja zeszłam na dół. Pogadaliśmy, obiad się ugotował i zjadłam ryż z jedzeniem puszki po raz drugi. Zatęskniło mi się za Karolkiem i go wzięłam na dół. Był taki wyluzowany, że nawet w koszyku zaczął się myć. Puściłam Go żeby sobie pobiegał po kuchni. Gary zmyte, wszyscy najedzeni, poszliśmy do dużego pokoju.

Dziadek ogląda jakieś filmy na jednej sofie a ja z Babcia i Mamą na drugiej. Karolek w koszyku i zaczął sobie wychodzić na oparcie. Ubaw miałam bo po raz pierwszy taki wyluzowany był. Babcia cały dzień na niego cmokała (dalej myśli, że króliki mają mentalność psów). W końcu doszło do tego, że Karolek do niej poszedł, żeby po Babci zejść na podłogę (ubaw mieliśmy). Potem na Babcię wskoczył, z Mamą w szok ale Babcia chciała go przytulić i czar prysł (hahaha). W końcu Karolek się rozwalił pod stołem i taki zrelaksowany sobie leżał orzełek oglądając TV.

Zaczęłam się o niego martwić, bo stół zasłaniał twarz a Karolek od czasu przyjazdu nie był w toalecie (mimo, że wzięłam ze sobą). Ruszył się na całe szczęście. Mi się zrobiło trochę miejsca w żołądku to poszłam dojeść ziemniaki z kuchni. Mama jeszcze powiedziała, że marchewka jest. Powinnam była sobie odpuścić, ale cóż... Człowiek uczy się na błedach. Jak zjadłam to nie mogłam się ruszyć...

Dobra, była 19.30 mówię do Mamy, że muszę się zbierać. Powoli zaczęłam się ogarniać i tu wielkie zaskoczenie bo chyba nawet Karolkowi było nudo i nie miał większych sprzeciwów żeby wejść do plecaka.

Wróciliśmy do domu, Karolek od razu do toalety poleciał a ja ogarnęłam siebie - raczej próbowałam, bo czułam się jak beczka. Poprosiłam D, żeby pomógł mi zaścielić łóżko bo pościel wyschła. Mieliśmy ubaw z D ścieląc łóżko - dlaczego nie może być więcej takich momentów w naszym związku? Dlaczego wszystko musi się sprowadzać do jego priorytetów i kolegi? Po ścielaniu zachciało mi się spać. Nie miałam już siły na pisanie pingera.

Na samym końcu Karolek. Jak siedział na oparciu sofy, jak leżał pod ławą i oglądał filmy i nagranie jak mi robi inspekcję w pokoju. <3

19.12.2017 _ wtorek



 

 
Okay, tego dnia chciałam iść na miasto załatwić sprawy przed pracą. Ogarnęłam się rano, wypiłam sok z pomarańczy, zrobiłam smoothie. Wypiłam połowę (1L) a resztę zostawiłam sobie kiedy wrócę. D dalej spał w łóżku.

Miałam iść na piechotę ale było przed 12stą (więc trochę późno) dlatego stwierdziłam, że chociaż zaoszczędzę czasu jadąc rowerem. Dla D zrobiłam kanapki, spakowałam Karolka w plecak i pojechaliśmy na miasto. Rower zostawiłam przez galerią i poszliśmy do Bergensa kupić jabłka (sprzedają Polskie jabłka po funcie - na prawdę się opłaca). Potem mieliśmy iść na pocztę do miasta, ale okazało się że przenieśli ją do galeri - wnerw mnie wziął. Z powrotem do galerii - poszłam wysłać paczkę dla Tracey. Ten kubek z Peter Rabbit, co Wam wcześniej pokazywałam.

Było już tak gorąco, że nie wyrabiałam. Kolejka taka długa. Stałam dobre 20 minut. Paczka wysłana, dotrze po nowym roku. Zeszliśmy na dół, poszłam do Sainsburego kupić sobie puszki z jedzeniem o którym wspominałam kilka wpisów wcześniej (curry, dhal i chili). Całe szczęście, że zdecydowałam się jechać na rowerze bo bym tego do domu nie doniosła.

Wróciłam do domu, lało się ze mnie... Ugotowałam ryż, podgrzałam jedzenie z puszki, posiedziałam na iPadzie i do pracy.

W pracy... był bardzo ciekawy dzień (możecie to ominąć, bo muszę się wyżyć i mieć zapisane gdzieś jak przebiegała rozmowa, gdyby ktoś się mnie pytał w pracy o rozmowę). Znowu pracowałam z Diane. Ja od 16 do 20 a ona od 15.30 do 9.30 następnego dnia. Tym razem nie dałam sobie na głowę wejść.

--> Pytałam się jej kilka razy czy bierze ze sobą dwie PP na imprezę w innym domu. Powiedziała, że tak i to jeszcze na kilka tygodni przed tą właśnie zmianą.
--> Nawet sama mi mówiła, że jeśli miałaby wybierać między jedną a drugą to wzięłaby tą drugą ze względu, że w tym drugim domu jest inny PP który bardzo ją lubi - no spoko.
--> Nawet się mnie pytała wcześniej (kilka tygodni wcześniej) czy pojadę - powiedziałam, że nie dlatego że są finanse do zrobienia, trzeci PP niedługo wróci do domu i trzeba będzie mu pomóc z gotowaniem i ogarnąć chatę.
--> Jeszcze sama się mnie pytała, czy chcę jechać na imprezę czy wolę zostać i ona zrobi finanse. Powiedziałam, że niech sobie jedzie a ja się zajmę domem.
--> Tym bardziej, że impreza kończyła się o 21 a ja pracę kończę o 20. Przecież mogła mi powiedzieć, żebym przyszła na 17 a nie 16 i zostałabym do 21. Ale jeśli przyszłam o 16 to mogę zostać tylko do 20 bo tak mam w umowie. Musiałabym prosić menadżerkę o dodatkową godzinę a menadżerkę mamy nieosiągalną.
--> A na imprezie do czego bym się przydała? Nawet jeżeli wróciłabym wcześniej to i tak musiałabym zostać, żeby pilnować jednej PP u niej w domu i czekać aż Diane przyjedzie z drugą.

Więc ona do mnie oburzona a ja do niej mówię, że nie pojadę, bo nigdy nie było o tym mowy. Wygarnęłam jej wszystko co sama mi powiedziała wcześniej tak jak Wam napisałam i wyboraźcie sobie jej szok i oburzenie, że się postawiłam. Cisza była w domu na jakieś dobre 10 minut. Ale to jeszcze nie koniec...

Wzięłam się za prasowanie i słyszę jak Diane rozmawia z drugą pracownicą przez telefon od nas z domu. Zadzwoniła z powodu (mniejsza jakiego) no i ja prasuje i słyszę jak przyciszonym głosem mówi do drugiej, że bierze dziewczyny na imprezę ale Jola powiedziała, że nie chce jechać i zostanie w domu, żeby robić finanse. No tak się wkurwiłam... Więc idę na przedpokój (ona siedziała u góry w pokoju personelu) i mówię, że nie to że nie chcę jechać, tylko to wcześniej nie było uzgadniane i jest co w domu robić. Koleżanka musiała jeszcze jakieś pytanie jej zadać ale tej już głupio było odpowiedzieć bo tym swoim powiedziała "oh, i don't know". Dobra, prasuję dalej. Schodzi na dół jakby nigdy nic, serce wali mi ze złości i nerwów i mówię do niej, że na prawdę nie chcę sobie robić z niej wrogów ale nie podoba mi się to że obgaduje mnie za moimi plecami. Ona do mnie z tekstem, że nie obgadywała bo druga ją zapytała, czy bierze dziewczyny na imprezę więc powiedziała, tak jak Wam napisałam. I do mnie, że gdyby ta druga się mnie zapytała czy jadą na imprezę to bym odpowiedziała, że Diane je zabiera a ja zostaję robić papiery. Miałam jej powiedzieć że istnieje wielka różnica między "powiedziała, że nie chce jechać...", a "musi zostać żeby zająć się domem", ale miałam na końcu języku i nie wiedziałam, jak dobrać w słowa.

Gdybym z nią pojechała, to potem bym słuchała jak ona biedna została do niewiadomo której w nocy na nogach z tym całym bajzelem na głowie i że w ogóle po co ja pojechałam na imprezę.

To nie pierwsza jej taka akcja. Kiedyś pracowałam od 9 do 16 ale Diane powiedziała, że się zajmie obydwoma PP i jak chcę do mogę iść do domu (czytajcie między wierszami - ja mam wszystko pod kontrolą, Ty już w sumie nie masz co robić więc jedź do domu). Problem jest tylko taki, że umowę mam na 20h tygodniowo. Jeśli zrobię 16h to 4h zabierają mi z przyszłego miesiąca (bo co miesiąc mamy płacone tyle samo, chyba że mniej pracujemy - lub więcej). Więc mówię do niej, że nie mogę jechać bo godziny a i tak jest coś do roboty. No to ta idzie na podwórko bo gadała z pracowanicą o której już Wam wspominałam i zaczyna jej gadać (że niby miałam tego nie słyszeć), że jak jedna PP poszła do domu, to ona też musiała iść i nie rozumie czemu ja jeszcze jestem bo przecież ona trzyma rękę na pulsie. Wchodzi do domu jakby nigdy nic. Diane poszła do domu bo skończyła pracę o 15, ja do 16. Przychodzi pracownica o której wspominałam, gadka szmatka i do mnie z tekstem co ja dzisiaj robiłam... Nosz kur... Więc jej wymieniłam, że pozbierałam liście, umyłam podłogę, wywiesiłam pranie, wyprasowałam... Ale przecież tamta ma wszystko na pulsie, co nie?

Wracając do dnia obecnego, poniedziałku. Aptetka przywiozła tego dnia leki, wszystkie zalogowałam do papierów oprócz paracetamolu bo przywieźli 86 zamiast 100. Dzownię do Diane ale nie odbiera. Godzina 19.30 oddzwania z imprezy. Tłumaczę co się stało, no spoko, udajemy że kłotni nie było chociaż na bank słowo poszło w świat. I ona do mnie z tekstem od niechcenia - no to możesz się już zawijać do domu (jej się wydaje, że ja nic nigdy nie robię). A ja do niej wywaliłam jej całą ewangelię tego co trzeba jeszcze zrobić zanim wyjdę. Cisza w telefonie. Życzę jej udanej imprezy. Dobra skończyłam pracę dwudziesta dziesięć. O 20.22 wyjeżdżam zpod domu, spakowana, zawinięta w 3 warstwy ubrań (bo rowerem do domu jadę) i Diane wychodzi z samochodu i szok na twarzy co ja jeszcze robię... Noż kur...

Wróciłam do domu, nawet nie słuchałam muzyki po drodze bo musiałam ochłonąć. Poszłam do dużego pokoju, D zszedł na dół, opowiedział czemu on jest wkurzony. Ja opowiedziałam mu swoją historię a potem wzięłam się za pisanie niedzieli na pingerze. Karolka utulałam i tyle. <3

18.12.2018 _ poniedziałek
 

 
W niedzielę ogarnęłam się z rana, sok wypiłam ale smoothie nie dało rady. Od kiedy budzę się późno przez D po prostu rano nie da się we mnie nic wepchnąć.

Przyjechałam do pracy. Pogadałam z poprzednią menadżerką która zmieniła pracę i teraz czasami pomaga nam dorywczo jako personel. Posiedziała godzinę i potem poszłam ubierać PP. Ale PP stwierdziła, że nigdzie nie chciała wychodzić tego dnia. No dobra. Cały dzień spędziłyśmy w domu. W pracy zjadłam ziemniaki, trochę ryżu i pieczonych ziemniaków.

Po pracy od razu do domu, spakowałam się, spakowałam Karolka i poszliśmy do rodziców. Po drodze słuchałam nowej piosenki Eda Sheerana w wykonaniu Andrei Boccelli. No to stwierdziłam, że chce mi się posłuchać Time To Say Goodbye i po prostu się rozryczałam. Doszło do mnie, że mój związek z D nie przetrwa i będę musiała pozwolić sobie od niego odejść. No centralnie całą drogę buczałam.

Przyszłam do domu rodziców. Dałam Mamie i Tacie prezenty ze Szkocji. Karolka wypuściłam do małego pokoju na piętrze i zaczął sobie hasać. Babcia poszła na górę przekonana, że jest zaklinaczem zwierząt i je wszystkie kochają xD Karolek jak stał wryty, tak stał i dopiero jak Babcia poszła to zaczął niuchać o co biega.

Ja poszłam umyć włosy, zeszłam na dół, pogadałam z Mamą - biedny Dziadek oglądał TV i cały czas musiał przez nas podgłaszać. A właśnie, od rodziców na święta dostałam Power Bank więc wreszcie mam spokój. Do tego jeszcze sobie kabelki zamówiłam do ładowania bo mój ledwo żywy.

Wysuszyłam włosy i powiedziałam Tacie że może już mnie zawieźć do domu z Karolkiem. Pojechaliśmy do mnie, jeszcze Tacie powiedziałam, że jestem dumna, że takiego mam (zawsze lepiej powiedzieć, niż żałować że się nie powiedziało). Wróciłam do domu, Karolek od razu poszedł zaliczyć toaletę.

Zeszłam na dół, zapytać się mojego czy chce zupy (bo stali z kolegą w ogordzie i palili) no i mój że tak. Patrzę się do góry i mówię, że gwiazdy i że dawno nie widziałam, bo chumry, bo wszędzie światło w mieście itp a kolega najlepszy! Zaczął mi rozcierać plecy przy D, zostawił rękę na plecach i mi opowiada o gwiazdozbiorach - myślałam, że padnę! Na dodatek, mówię że idę do środka zupę mojemu robić a kolega do D że D jeszcze nie dopalił to kolega wróci ze mną bo on już skończył. Prawie mnie prowadził za plecy. No. Szczena. Mi. Opadła. Znowu. Za jakąś minutę D wszedł ale gadaliśmy normalnie bo w sumie to nawet nie ma o czym gadać, odgrzałam mu tą zupę i poszłam spać. <3

17.12.2017 _ niedziela
 

 
Mała zmiana planów na dziś. Wieczorem po pracy idę do Mamy. Muszę umyć włosy a do tego odebrać Jarmuż dla Karolka. Mama mieszka koło asdy a tylko tam sprzedają. Postaram się jak najwięcej ogarnąć po przyjściu od Mamy. Przynajmniej chociaż trochę wpisów chcę ogarnąć ale nie komentowałam z dwa tygodnie, także ten... Trochę zejdzie ale obiecałam. <3
 

 
Obudziłam się w pracy po 8. Napisałam Tracey o moich dziwnych snach - ten o tej kobiecie, która opowiadała mi o moich czakrach i je odblokowała. I drugi o którym zaraz napiszę. Chciałabym tylko wspomnieć, że właśnie od czasu tego pierwszego zaczęłam dostawać te dziwne sny, w których praktycznie czułam sie jakbym na prawdę była.

No więc do rzeczy. Śniło mi się że poszłam na parking - każdy miał Smart Car (samochód sam sterował, autopilot, itp). Sen dział się w przyszłości za jakieś 10 - 20 lat. Wszystkim sterowała sztuczna inteligencja i z jakiegoś powodu była wkurzona, że koleś przy biurku na recepcji pozwolił mi przejść przez barierki bez legitymowania się. Każdy czekał na swój samochód, ale sztuczna inteligencja (SI) nie chciała im wydać (były porostawiane jak towar na półkach). Miałam się wziąc za mycie samochodu ale ktoś mi odradził. Wziął się za to inny koleś no i SI wkurzyła się na maksa, tym bardziej, że koleś na legitymacji miał zdjęcie żetona i wykałaczki z kawałkiem mięsa. Nie wiem co się działo z kolesiem i całą resztą, ale poszłam na górę na poczekalnię i poznałam kolesia który był Azjatą. Gadka szmatka i mówi, że ich rasa potrafi żyć nawet do 300 lat (miałam wrażenie, że jest częścią innej cywilizacji pozaziemskiej). Stwierdziłam, że nie mam po co czekać na auto skoro i tak go na razie nie dostanę. Zeszłam na dół i odwróciłam się... Wszyscy byli zarżnięci. Wszędzie były nagie ciała (nie było krwi) i z jakiegoś powodu było skupienie (focus) na męskie genitalia, które w danym momencie produkowały nasienie. Wszyscy byli dosłownie martwi i jak wywniskowałam mordercą była SI. W tym momencie podchodzi do mnie dusza/esencja Azjaty z którym rozmawiałam i mówi do mnie, że zasłonił mnie dymem, żeby SI mnie nie widziała. Obudziłam się zaraz po tym. Nie czułam strachu ani nic. Po prostu nawet nie wiedziałam jak to wytłumaczyć.

No więc Tracey mi wytłumaczyła, że kobieta z pierwszego snu była jakąś wyższą która została wysłana żeby mi pomóc. Tracey poczuła jak wielka ciemna chmura strachu odchodzi ode mnie i wreszcie mogę "łatwiej oddychać" - w sensie być sobą. Czuć się lepiej z samą sobą. Powiedziała, że ten sen był prawdziwy i pozbyłam się dużej ilości strachu z podświadomości.

Jeśli chodzi o drugi sen, czasami kiedy duże ilości strachu są uwalnianie, jakieś resztki/niedopałki są spalane w dziwnych snach. Mój był taki, że maszyny i SI po prostu się zbuntują i ludzkość wyginie a zwłaszcza mężczyźni (brak ochrony - brak potomka). Powiedziała, że nie ma się czym martwić i że to bardzo dobrze, że tyle uwalniam z siebie.

Opowiedziałam Tracey też o nieustających snach o podróżowaniu w pociągach i busach. I o moim "koszmarze", że siedzę w samolocie i samolot próbuje startować i się wzbić, leci przez chwilę i znowu ląduje. I znowu się wzbija na chwilę i znowu ląduje i tak dalej. Powiedziała, że sny z pociągiem/busem/podróżowaniem cały czas mi przypominają, że pora się wreszcie wyprowadzić i mówią mi: JUST DO IT NOW! A jeśli chodzi o samolot, to cały czas próbuję rozłożyć skrzyła i trwa to moment i potem znowu wracam na ziemię (The traveling dreams mean its past time to move out now. The plane means it’s time to spread you wings and fly but you’re not getting anywhere. You start then you stop again. Your dreams are telling you. JUST DO IT ALREADY). Powiedziała, że to normalne, że czuję się zmęczona po takich snach bo uwalniam dużo energii którą trzymałam w sobie za długo.

Dobra, koniec gadki o snach. W pracy wypiłam herbatę z szałwi, zjadłam ziemniaki, pieczone ziemniaki. Praktycznie nic dzisiaj nie robiłam. Taka zmęczona w pracy, że szok. Wróciłam do domu (po drodze małe zakupy dla siebie i Karolka - o tej godzinie są przeceny na warzywa), zjadłam chili z wczoraj z ryżem, musiałam zjeść te je*ane 6 paczek czipsów (trzeba zacząć pić sok z selera regularnie znowu) i wypiłam zieloną herbatę.

Kot D stłukł mi mój ulubiony kubek ze Starbucks'a. Ukochany kubek, ale dobra chuj. Jeszcze D na mnie zwalił winę bo zostwiłam na brzegu i teraz musi to sprzątać... Przynajmniej wiedział, że przeskrobał bo mieszkanie było sprzątnięte po powrocie z pracy.

Wreszcie udało mi się nadrobić wsztstkie moje wpisy - tak. Był moment, że miałam dość pingera ale znowu zatęskniłam. Brakuje mi tego no i moje decyzje nie są najlepsze jeśli chodzi o odżywianie, dlatego chciałam nadrobić. Jutro znowu praca od 10 do 16. Wieczorem po pracy raczej nie będę szła do rodziców bo się zasiedzę a zależy mi żeby ogarnąć pingera i chcę wziąć Karolka na pocztę w poniedziałek przed pracą - ostatni raz na "wycieczce" był w czwartek więc trochę się bida zasiedziała.

Zgadnijcie, jest u mnie 22:20 i w domu jest 3 domowników - tak, specjalnie tak napisałam. Kolega jeszcze nie poszedł. W ogóle do D musiał iść do pracy znowu i kolega został, żeby na niego poczekać ale nie było nic wspominane na temat poprzedniej rozmowy. Odpowiadając na poprzednie komentarze - nie przepadam za kolegą - jest milszy od D i się dogadujemy ale w sumie to tylko tyle. Co prawda Tracey mi powiedziała, że moją bratnią duszą jest koleś z niebieskimi oczami i blond włosy (i podobno jest aktualnie w związku), ale nie chciałabym żeby to był kolega D (tak wygląda). Dlaczego? Bo nawet jeśli nie chcę mieszkać z D z powodu jego charakteru i zachowania, to nie chcę mu wbijać noża w plecy zdradzając go z jego najlepszym przyjacielem, prawie rodziną. To już byłby cios poniżej pasa.

Jaki plan na jutro? Spisać cały dzień, wyrzucić z siebie co mogę i ogarnąć Wasze wpisy i komentarze jak obiecałam. <3

16.12.2017 _ sobota
  • awatar hononey: @Ach2017: spoko nie ma sprawy. Pomyślałam że pomoże ale nie każdy musi się zgadzać <3
  • awatar Ach2017: @hononey: Zrobić zrobiłam. Nie do końca się zgadzam. Opieram się tylko w 28% na intuicji, pozostając realistką? Nie, na pewno nie. Wyszedł mi Wykonawca. :)
  • awatar hononey: @Ach2017: wiadomo że zamartwianie się to trochę naturalne i zostaje nam też po rodzicach. Spróbuj zrobić ten test i zobacz jaka masz osobowość. Może Ci pomoże zrozumieć siebie: https://www.16personalities.com/pl pamiętaj żeby dawać szczere odpowiedzi. Potem przeczytaj wyniki. Ja jestem mediatorem. ❤
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Tego dnia umówiłam się z Mamą i Dziadkami na herbatę w kawiarni. Dziadki mieli odwiedzić mnie w domu, ale Dziadek powiedział, że i tak chatę widział przez Skype'a a Babcia nawet nie wie co się dzieje i woli iść do kawiarni - no dobra.

Więc wstałam rano no i dzownię do Mamy czy na pewno chce się Jej spotkać. Mama wyczuła sprawę i powiedziała, że spoko no to kiedy indziej. Ja ogółem nie lubię takich spotkań (i wiem zabrzmi to głupio, ale chciałam mieć to z głowy) a do tego jeszcze czułam, że coś się stanie tego dnia. Powiedziałam, że się spotkam. Wypiłam sok z cytryny, zjadłam kilka bananów. Po drodze kupiłam Dentosept dla Dziadka bo prosił i poszłam ich spotkać.

Wkurzyłam się bo czekali przez Galerią zamiast przed kawiarnią a ja biegłam ten kawał drogi na urwanie głowy i jeszcze musiałam się wracać. Mniejsza o to. Znaleźliśmy miejsce. Dziadkowi już coś nie pasowało, Babcia miała wzrok jakby znowu miała się nademną użalać bo jakie ze mne biedne dziecko (nienawidzę użalania się nademną - wolę żeby ktoś mi powiedział, że jestem silna, że tyle wytrzymałam), ja też konkretnie nie chciałam tam być no ale Mama była szczęśliwa i to dla mnie było najważniejsze (tym bardziej, że pamiętałam jak rodzice ze mną pojechali do Sheffield w urodziny).

Gadamy, gadamy no i dzwoni telefon o 12:30 z pracy. Koleżanka zachorowała i trzeba do pracy. Powiedziałam, że przyjdę i niedzielę też załatwię. Wpadnie mi dodatkowo jakieś 10h roboty, a to prawie 75 funtów ekstra. I pomyśleć, że martwiłam się że nie będę miała pieniędzy, żeby zapłacić ubezpieczenie na przyszłe mieszkanie kiedy się wyprowadzę, ale Wszechświat lubi mi udowadniać, że nie mam się o co martwić.

Zanim wróciłam na chatę, poszłam do sklepu po zdrowe, gotowe jedzenie (coś w rodzaju curry warzywne z puszki - ta wiem, puszka, aluminium, metale ciężkie no ale nie miałam wyboru). Wróciłam do domu, wstawiłam ryż, podgrzałam jedzenie z puszek, zjadłam i musiałam się zbierać do pracy.

W pracy byłam tak zmęczona, że nawet prysznica mi się nie chciało. Ugotowałam co mogłam dla PP i ogarnęłam pracę. Po 22 poszłam spać. A wcześniej zjadłam 2 paczki czispów i herbatę z szałwi. <3

15.12.2017 _ piątek
 

 
Okay, dużo z tego dnia nie pamiętam. Wiem, że to był jedyny dzień który miałam dla siebie - wolny od pracy, itp. Wstałam rano i stwierdziłam że potrzebuję dobrego prysznica więc wysłałam Mamie SMSa, że jadę do Niej z Karolkiem. Mama powiedziała, że zabiera Babcię na spacer nad jezioro i Dziadek zostaje w domu.

Zadzwoniłam do Dziadka z prośbą, żeby ugotował mi dwa ziemniaki i poszłam spakować Karolka. Nie będę ściemniać. Od kiedy porozmawiałam z Tracey o całym pakowaniu Karolka do wyjścia itd. jest mi na prawdę łatwiej złapać go do plecaka i w ogóle pozbyłam się poczucia winy, że tak reaguje na podróżowanie - przecież i tak potem się uspokaja a po powrocie do naszego domu jest szczęśliwy.

Po drodze do rodziców domu zajechałam do Lynn - cudowna kobieta, taka ciocia z jajami (ma zaje charakter) no i Jej psy byli najlepszymi przyjaciółmi Buni - to były jedyne psy od czasu przyjazdu do Anglii na których punkcie dostawała szału jak je widziała.

Opowiedziałam Lynn, czemu Jej pies się zachowuje tak a nie inaczej. Zrozumiała i podziękowała. Poza tym Charlie poznał Diggera (pies) i śmiać mi się chciało, bo Karolek na prawdę był zaciekawiony ale wolałam nie ryzykować wypuszczeniem z plecaka bo Karolek nie miał szelek i wszystko i tak działo się na zewnątrz. Byłam dumna z Diggerka bo nie było widać, żeby mu się oczy świeciły, żeby poganiać królika a z kolei Karolek zamiast kulić się ze strachu, stawał na dwóch łapkach itp. Pogadałyśmy trochę no i Dziadek zadzwonił, że gdzie jestem jak miałam być za 5 minut a już godzina minęła.

Przyszłam do domu rodziców, Dziadek pomógł mi się ogarnąć no i ja jadłam ziemniaki a Dziadek mi opowiadał. Ucieszyłam się bo Dziadek wreszcie trochę odżył - Babcia ma demencję. Zaczęliśmy gadać na spoko tematy. Dziadek raz umarł i widział przysłowiowe światło w tunelu więc On również wierzy w te same sprawy co ja. Powiedziałam mu o swoich snach (o tym napiszę niedługo, bo nawet Tracey je dla mnie zinterpretowała).

Dziadek się zapytał czy na pewno chcę się wyprowadzić od D i powiedziałam, że tak, że powiem mu w lutym. Telefon wydał dźwięk. Wiadomość od D, że nie zamknęłam tylnich drzwi drugi dzień z kolei i że mam tego nie robić (wypuszczałam jego koty na dwór, dlatego zapomniałam - chociaż to dziwne bo pamiętam, że przekręcałam). Mniejsza o to, dzwonię do D chcąc wyjaśnić sprawę. Na dzień dobry dostaję specjalnie naburmuszone "hello". Włączyłam głośnik, żeby Dziadek też słyszał, mimo że i tak nie rozumiał. Próbuję wytłumaczyć sytuację i przeprosić na co dostaję cały modlitewnik krzyków i obwiniania, że już się do niego ktoś kiedyś włamał jak spał i że następnym razem zabije złodzieja i będzie miał go na sumieniu i takie tam. Powiedziałam, że zrozumiałam i wiem o co mu chodzi. Rozmowa się skończyła niechętnym "bye".

Dziadek wkurzony siedzi po drugiej stronie, prawie czerwony i pyta się mnie czy sobie tak pozwalam (nic nie rozumiał, ale dużo mógł wyciągnąć z tonu, krzyków i powiedziałam mu, że D robi mi nagonkę za niezakmnięte drzwi). Powiedziałam, że nie mam siły się kłócić a agresją na agresje nic nie da. Dziadek dalej wkurzony i czerwony, mówi do mnie że wcale się nie dziwi że się wyprowadzam i że jeszcze jak trzeba to dopłaci żebym się jak najszybciej wyprowadziła. Nie napiszę co jeszcze powiedział, ale łapiecie o co gra.

Dlaczego włączyłam telefon na głośnik? Bo chciałam, żeby ktoś usłyszał to co ja słucham. D już mną tak zmanipulował (nawet sam nie jest świadomy tego co robi), że wydaje mi się że wszystko to moja wina i tylko ja widzę takie rzeczy. Sam fakt, że Dziadek siedział tam ze mną i tego słuchał, dało mi otuchy że nie mam tego tylko w mojej głowie, to nie są moje urojenia, tylko ja na prawdę jestem pod wpływem emocjonalnej przemocy.

Dziadek potrzebował trochę czasu żeby ochłonąć. Stwierdziłam, że ja w takim razie pod prysznic. Karolek sobie grzecznie siedział na piętrze w przedpokoju i jadł jarmuż. W międzyczasie przyszła Babcia z Mamą. Umyta, wysmarowana i ogarnięta zeszłam na dół. Pośmiałam się ze wszystkimi, ale po 15 musiałam się zbierać bo hydraulik miał przychodzić do kaloryferów.

Wróciłam do domu, Karolek zadowolony ale chyba mu trochę uszy zmarzły bo po raz pierwszy pobiegł do łazienki i leżał pod kaloryferem pod suszarką. Hydraulik przyjechał i kaloryfer naprawiony! Wreszcie para nie leci z ust. Wieczorem ogarnęłam pingera i w sumie to potem zaliczenie łóżka i lulu. <3

14.12.2017 _ czwartek
 

 
W ten dzień miałam jechać do Szkocji, Edynburga z pracy. Cały dzień był dosłownie wypełniony miłą atmosferą w powietrzu (prawie magia).

Środa - mój ulubiony dzień. Ogarnęłam siebie rano, nawet smoothie zrobiłam. Spakowałam wszystko i pojechałam do pracy. Znajoma była ledwo żywa od choroby, ale udało się Jej się ogarnąć PP przed moim przyjściem.

Taksówka przyjechała i pojechałyśmy na stację. Calutki dzień widziałam powtarzające się liczby: pociąg był o 11:11, a potem cały czas o której bym się nie spojrzała to 12:34, 13:33, itp. W pociągu PP super się zachowywała i było na prawdę miło. Wypiłam smoothie, zjadłam 2 batony i zjadłam humusa z brokułami. Do tego herbatki z lipy i był gites. Do Edynburga jechałyśmy 3 godziny.

Dojechałyśmy, wyszłyśmy ze stacji i... zakochałam się w Edynburgu. Było tak pięknie - zupełnia inna architektura i ludzie tacy mili na ulicy. Po drodze w pociągu próbowałam wygooglować gdzie możemy zjeść z PP razem posiłek - ona z mięsem a ja po wegańsku. Poszłyśmy w jedno miejsce, ale kelner powiedział że nie da rady i powiedział nam o innym miejscu. Poszłyśmy i od razu nas przyjęli.

W Edynburgu miałyśmy tylko 3 godziny w mieście i potem z powrotem na pociąg. Godzinę straciłyśmy na szukanie miejsca do jedzenia i zamawianie z karty. Ja zamówiłam Biryani z warzywami i jackfruit a dla PP curry z kurczakiem. Nie powiem, jedzenie było mega. Dawno nie jadłam tak dobrze, tylko szkoda ze tyle tłuszczu napchali i soli. Jedzenie było takie mega pycha że PP zjadła wszystko, a miała 3 razy więcej ode mnie!

Dobra zjadłyśmy, została nam godzina do pociągu. Szukanie prezentu dla Jej Taty (ma na prawdę wspaniałych rodziców). Umówiliśmy się, że kupimy mu szalik na święta ze Szkocji - bo wełna, itp. Kupiłam jeden jasny, drugi ciemny. Przy okazji kupiłam prezenty dla moich rodziców. Dziadkom nie wiedziałam co kupić i nawet już czasu nie było.

Udało nam się zdążyć na pociąg spokojnym tempem. Dostałyśmy siedzenia obok pary która była otwarta na różne tematy i tak nam zleciała rozmowa o medytacji, fluorze, uziemianiu, itp. Po 3 godzinach jazdy udało nam się dotrzeć do Doncaster. Nie powiem, byłam trochę wymęczona ale po PP nic nie było widać. Byłam na prawdę dumna bo chyba pomysł się udał (Ona w ogóle nie komunikuje się słownie. Pokaże co chce ale nie odzywa się).

Wróciłyśmy do jej domu, zajęłam się finansami, znajoma z pracy o której pisałam że niby taka miła była na zmianie więc starałam się jak najszybciej skończyć. Nawet D wysłał do mnie SMSa o 22:30 czy wszystko okay. Przed 24 byłam w domu i od razu zaliczyłam łóżko.

A właśnie! Francuz do mnie z tekstem, że tylko dodaje znajomych ludzi bo próbuje podbudować swój angielski. Zapytałam się Tracey o co chodzi. Okazało się, że tak ja mówił chce zostać lekarzem i próbuje zaprzyjaźniać się z osobami które są już w tym fachu, żeby na każdą sytuację miał plan B i znajomych którzy pomogliby mu dostać pracę. Szczerze to się nie zdziwiłam tym, że taki jest. Ale przyznam z ręką na sercu, że Tracey czasami mnie "przeraża" tyle ile Ona potrafi mi powiedzieć o kimś. To tyle. <3

13.12.2017 _ środa
 

 
Koleżanka z pracy zachrowala i dzisiaj muszę lecieć do pracy 16do 16 jutro. W niedzielę od 10 do 16. W poniedziałek od 16 do 20. Znowu wpisów nie będzie (facepalm) ale obiecuje ze kiedy wszystko nadrobię, przeczytam wszystkie Wasze wpisy od czasu kiedy ostatni raz skomentowalam, poodpowiadam na wszystkie zaległe wpisy.

Myślałam żeby Twittera założyć żeby dawać powody dlaczego nie mogę pisać ale stwierdziłam że łatwiej mi będzie tutaj pisać a potem po prostu usunę ten wpis kiedy dodam coś nowego. Przy okazji - prywatne wpisy widoczne tylko dla mnie mają tylko tytuł wpisu żebym nie zapomniała przy dodawaniu więc niczego przed Wami nie ukrywam jak coś.

Tyle moje Słońca. <3
  • awatar Ach2017: Nie. Twittera nie, na pingerku lepiej się pisze! :D Głównie dlatego, że Twittera nie mam! :D :D Jak znajdziesz czas to napiszesz. :*
  • awatar Nuttkaa: zabiegana kobieta z ciebie ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W pracy udało mi się wstać o czasie. Ogarnęłam wszystkich jak mogłam ale szkoda bo pracę skończyłam po 10 i wysłałam wiadomość do hydraulika ze nie dam rady wczesniej przyjsc (miał przyjść i naprawić kaloryfery u mnie w domu). Stwierdził, że postara się przyjść później. W pracy zjadłam resztkę ziemniaków z poprzedniego dnia.

Po drodze do domu wstąpiłam do sklepów zrobić zakupy. Kupiłam smakołyki dla Karolka, 5 paczek mrorzonego groszku zielonego (ostatnio mam jakąś obsesję na jego punkcie) i paczkę burgerów wege. Mimo że je kupiłam to chciałabym się pochwalić, że kilka minut temu w poprzednim odstawiłam podobne na półkę no ale tych już nie dałam rady odłożyć.

Wróciłam do domu i praktycznie cały dzień siedziałam na chacie czekając na hydraulika - który pod wieczór nie dał rady już przyjść. Umówiliśmy się na czwartek. Tak przy okazji to mi para z ust szła w pokoju. W między czasie zjadłam 850g zielonego groszku - tak mam fazę, wiem. Pod wieczór spisałam Pingera (mam dużo do nadrabiania) i poszłam do Aldiego po zakupy. Sałatka dla Karolka, pomarańcze, cytryny, brokuły, hummusy - zakupy załatwione.

A w ogóle to jeszcze nie zgadniecie co się wydarzyło! D miał iść do pracy tego dnia na godzinę. Jego kolega został u nas w domu bo przecież nie opłacało mu się iść i wracać a że jest u nas codziennie to mi przestał przeszkadzać (znaczy przeszkadza ale mam na to wyje*ane). No więc praca D się przedłużyła aż do trzech godzin. A co w międzyczasie? Koledze się nudziło więc zaczął ze mną rozmawiać no i gadka szmatka. Temat zszedł na związki. Powiedziałam mu że nie wiem ile jeszcze wytrzymam z D i że zaczyna mnie już to wszystko męczyć. Kolega no że spoko i powiedziałam mu że nawet nie ma co próbować rozmawiać na te tematy z D (kolega zawsze działa jak bufor w naszym związku - próbuje nas pogodzić, itp) bo sama próbowałam już na wszystkie tematy rozmawiać ale nic nie zadziałało.

No i potem poszliśmy do mojego pokoju, próbuję się go kulturalnie pozbyć ale dalej gadamy. Ten mi wyjeżdża z tekstem: "Wiem że nie powinienem tego mówić ale ja uważam że nam razem byłoby o wiele łatwiej niż Tobie i D". No mi szczena opadła. Do tego jeszcze dodał "Nie podjąłem żadnych kierunków w Twoją stronę ze względu na D i naszą przyjaźń. Ale jeśli doszłoby do sytuacji, że byłabyś sama i byłaby szansa na spróbowanie, to nie powiedziałbym nie". Szczena. Mi. Opadła. Powiem tak jak to Mama super skomentowała: jeszcze tego brakowało - trafiłabyś z deszczu pod rynnę.

Poszłam spać. Następnego dnia miałam jechać do Edynburga z PP w pracy.

12.12.2017 _ wtorek
  • awatar Ach2017: I wszystko zostanie w "rodzinie" i znów pojawi się szansa na wzięcie kredytu w trójkę na dom? :/ Normalni to Oni nie są. :/ Sorry, ale usunęłam jeden z moich komentarzy. Nie mam ochoty znów za życzliwość oberwać złośliwością co zdarzyło mi się juz kilkakrotnie na jednym z blogów. :/ Po prostu się boję. :/ :/
  • awatar tyle.: oo, dzieje się u ciebie ostatnio :o długo u ciebie nie byłam i takie zmiany, jesteś zainteresowana tym kolegą, czy nigdy nie patrzyłaś na niego z tej strony. Wydaje się spoko osobą jeśli mimo jakiś tam uczuć w twoją stronę dbał by twój związek się nie rozpadł..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
11.12.2018 _ poniedziałek

Rozmowa z Tracey dała mi dużo do myślenia. Całe szczęście, że mam nagraną i mogę słuchać kiedy chcę. Nie będę pisać więcej o tej rozmowie bo to co mogłam się wygadałam i na razie mi starczy.

Z Poniedziałku pamiętam tylko tyle, że miałam pracę i nie za wiele czasu dla siebie przed pracą. Ogarnęłam co mogłam i 15.30 początek zmiany.

W pracy miałam zmianę z kobietą za którą bardzo nie przepadam. Będzie Ci mówić jaka jest miła i że martwi się o mnie jak jadę rowerem po ciemku a w pracy będzie mi zadawała pytania jakby miała zaraz podemną dołki kopać.

Więc ona zabrała jedną PP na imprezę świąteczną a ja z całym bajzlem zostałam na zmianie. Poniedziałki zawsze są ciężkie - nienawidzę robić finansów i do tego jeszcze pomaganie innym PP. Tamta wróciła a że już robiłam finanse to mi podłożyła jej rachunki (bo PP wydała trochę kasy na imprezie). I co się potem okazało? Że źle zrobiłam to chuj (chodziło o mały błąd) ale cała wina poszła na mnie. Tamta nawet nic nie pisnęła. Śmiejemy się i mówię, że to nasza wina a ona do mnie że to mój podpis jest na kartce. Myślałam, że jej łeb urwę normalnie... Poszłam zmęczona spać po północy.
 

 
10.12.2017 _ niedziela

Przygotujcie się na baaaaardzo dłuuuugi wpis.

Zaspałam w pracy, bo wstałam koło 9.30 ale na szczęście nikt nie potrzebował mojej pomocy. Niedługo po mnie wstali PP i dzień w pracy szybko zleciał. Przyniosłam tego dnia składniki potrzebne na zupę ze słodkich ziemniaków i blender - jak fajnie że wreszcie mogę sobie w pracy tak gotować.

Wróciłam do domu ile pary w nogach na rowerze, bo zabierałam Karolka do rodziców, żeby wreszcie poznał moich Dziadków. Poza tym miałam rozmawiać z Tracey przez telefon, a nie chciałam żeby D słuchał naszej rozmowy bo zaraz komentarze by leciały a nie potrzebuje czuć się nieswojo we własnym domu.

No więc kto to jest Tracey. Od razu mówię, że od tego momentu wcale nie musicie czytać. Nie ma to nic związanego z moim odżywianiem, ale ma wszystko wspólne z tym kim jestem. Zostawiam Wam wybór. Jeśli jednak chcecie czytać, to proszę o unikanie zgryźliwych komentarzy. Bądź co bądź używam pingera do wygadania się, rozumiem że nie wszyscy wierzą w takie rzeczy ale na prawdę nie lubię podłej atmosfery w komentarzach. No więc do rzeczy...

Kim jest Tracey? Tracey jest cudowną duszyczką która pracuje w schronisku ze zwierzętami. Potrafi się z nimi komunikować myślami (wiem, szalone ale nie zastanawialiście się czasami jak sami DOSKONALE rozumiecie własne zwierzaki - to polega na tym samym ale Ona umie to jeszcze lepiej). Co jeszcze potrafi Tracey? Potrafi rozmawiać z duszami zmarłych ludzi i zwierząt oraz z Waszymi opiekunami po drugiej stronie. Po prostu zajmuje się wszystkim co nie jest fizyczne, tak żeby to fizyczne ładnie się układało.

No więc kiedy jeszcze byłam w pracy, zapytałam się czy Karolek chce ze mną iść do rodziców i poznać dziadków. Tracey powiedziała, że tak, że Karolek (mój królik) lubi nowe miejsca i poznawać nowych ludzi zwłaszcza jak mówią "Oh Charlie, you're such a smart rabbit". Wtedy zaczęłam się śmiać, bo dokładnie sama cały czas do niego mówię.

Byłam skołowana całą sytuacją z Karolkiem. Już tłumaczę. Karolka bardzo trudno jest "spakować" żeby wszedł do plecaka albo do koszyka. Będzie się potem trząsł i się chowa ale Tracey mówił że on bardzo lubi chodzić i poznawać nowe miejsca. Więc wytłumczyłam o co mi chodzi i Tracey opowiedziała co jest grane. Otórz króliki to nie psy (wiadomo). U królika pierwsza reakcja - strach. Musi iść w bezpieczne miejsce, przyzwyczaić się do wszystkich odgłosów i wibracji i dopiero wtedy będzie czuł się bezpieczny. Króliki nie tylko słyszą najmniejsze odgłosy ale czują wibracje przez łapki, wąsy i na skórze. Więc dopóki Karolek nie przyzwyczai się do wszystkiego, po prostu na początku będzie się bał.

Powiedziała że bardzo lubi nowy plecak bo czuje się w nim bezpiecznie i swój koszyk tak samo. Charlie (Karolek) zdaje sobie sprawe z tego jak króliki są zamykane w klatkach na dworze całe dnie i nie mają z nikim jakiej kolwiek interakcji i zdaje sobie sprawe z tego jaki luksus ma u mnie (czytam mu książki, oglądamy razem filmy, biorę go na spacery, itp). Powiedział że wie o tym że jest rozpuszczony i jest z tego bardzo dumny bo wiele królików nie ma tyle szczęścia.

Opowiedział Tracey o tym jak wyglądało jego życie zanim do mnie trafił. Urodził się w jakimś domu gdzie los królików był bardzo obojętny. Nie czyścili mu za bardzo klatki i przez to miał infekcje płuc jakąś. Dali mu antybiotyki w zastrzykach i przeszło po jakimś czasie. Do tego dzieci w tym domu nie były za bardzo okrzesane i podnosili go w niezręczny sposób przez co zaczął się tego bać.

Został od tej rodziny wykupiony przez starszą Panią która chciała go dla swojej wnuczki. Wnuczka się go bardzo bała i głaskała go tylko kiedy był u babci na rękach. Ta starsza Pani o niego bardzo dbała. Któregoś dnia za mocno użył ząbków na dziewczynce i się go przestraszyła. Starsza pani stwierdziła że skoro królik nie ma szans u młodej, to go wyda komuś innemu.

I tak oto Charlie (Natalie nazwała go Buddy) trafił do Natalie. Natalie bardzo o niego dbała. Starała się żeby miał wszystko czego potrzebował. Natalie miała już wcześniej drugiego, starszego królika i on właśnie nazywał się Charlie. Któregoś dnia wypuściła mojego Karolka żeby pobawił się z tym drugim i niestety skończyło się na bójce. Mój Karolek tamtemu kłapeuchemu uszy poprzycinał - dosłownie. Natalie stwierdziła że to koniec i jeśli chcą chasać po podwórku, muszą oddzielnie. Cały ten proces był bardzo męczący bo szkoda jej było żeby jeden siedział w klatce a drugi miał ubaw. Wystawiła ogłoszenie na fb i tak o to Karolek trafił do mnie. Charlie sam sobie imię wybrał.

Tracey powiedziała, że Karolek jest wrażliwszy (boi się) na bodźce niż inne króliki, dlatego właśnie że próbuję go unintelektualniać różnymi rzeczami (czytanie, spacery, itp) i powiedziała że to bardzo dobra rzecz bo w ten sposób będzie mógł się nauczyć więcej. Powiedziała, że po prostu boi sie na samym początku bo taki ma instykt. Instykt jest pierwszy przed intelektem. Kiedy z czasem zaczyna się oswajać, to wtedy robi się ciekawski i lubi poskakać i sprawdzić nowe zapachy.

Okazało się że nie chce załatwiać się na dworzu żeby zwierzęta mięsożerne (predators) go nie mogły wyśledzić i dlatego robi wszystko dopiero wtedy kiedy przychodzimy do domu. Cieszy się że jeździmy nad morze jak robi się cieplej bo może pokopać itp ale zdecydowanie bardziej woli las. Morze to taka bardziej specjalna okazja.

Okazało się że kiedy Karolek ucieka przedemną kiedy chcę go "spakować", on się ze mną bawi. Bo to nie jest tak że on ucieka i nie chce wyjść zza sofy czy coś. Po prostu ucieka ale nie tyle żeby stracić mnie z oczu, pozwoli mi podjeść bliżej i znowu ucieknie. Więc dla niego to ubaw. A potem się cieszy bo idziemy gdzieś na dwór.

Zapytałam się Tracey jak Charlie się czuje na temat wyprowadzki od D. Okazuje że Karolek na prawdę nie może się doczekać kiedy to się wreszcie stanie. Nie ma nic też przeciwko temu że został wysterylizowany. Na samym początku było trochę dziwnie nie mieć tej części ciała ale Karolek nie chce mieć dzieci ani nie chce żebym zaadoptowałam drugiego królika, bo chce mieć całą uwagę dla siebie.

Okazało się że Karolek nie chce królika, dlatego że ma przyjaciółkę która jest jako dusza i go odwiedza często. I dlatego pokazywał mi tego królika w snach żeby powiedzieć że już ma przyjaciółkę i nie potrzebuje drugiego królika i nie chce z nikim innych dzielić uwagi którą mu daję.

Okazało się że Karolkowi nie będzie przeszkadzało że będę tak długo pracowała (od 16 jednego dnia do 16 drugiego dnia). Powiedział, że jego przyjaciółka do niego przyjdzie i będzie się nim zajmowała. Poprosił żebym o niego się niego martwić i nie będzie mu się nudziło.

Kiedy Bunia (mój pies) odeszła (została uśpiona przez weterynarza) nie czuła bólu. Niektóre zwierzęta czują moment w którym serce przestaje im bić i wtedy mogą wyjść z ciała. Bunia po zastrzyku zapadła w mocny sen a kiedy wreszcie wyszła z ciała, otrząsnęła się jak mokry pies, spojrzała na ciało i powiedziała "Wreszcie wolna!". Przeszła na drugą stronę i w tym momencie ja zaczęłam płakać w Polsce ze szczęścia (całe usypianie widziałam przez Skype bo wtedy byłam na wakacjach w Polsce) i nie wiedziałam czemu. Po prostu czułam się taka lekka i taka szczęśliwa i przez oczami miałam obraz Buni jak biega szczęśliwa przez łąkę. Nie wyobrażałam sobie tego, po prostu to było tak jakby ktoś puścił mi obraz w głowie. Wtedy Tracey powiedziała mi (w czerwcu) że Bunia jest już po drugiej stronie.

Bunia powiedziała Tracey że Bunia dalej biega koło mojego roweru kiedy jeżdżę (Tracey nie mogła tego wiedzieć bo nigdy o tym nie mówiłam). Powiedziała, że Bunia zawsze była z członkami naszej rodzinami w poprzednich życiach i zawsze będzie z nami.

Bunia była koniem mojego taty. Moi rodzice byli razem w 1500 - 1600 roku.

Zapytałam się Tracey o wyprowadzkę. Jeśli chodzi o wyprowadzkę od D. okazało się że coś manipuluje D i dlatego cały czas chodzi wkurzony. Cokolwiek "żywi" się jego energią, robi wszystsko żebym została z D i nie odchodziła dlatego że to coś będąc przyklejonym do D może żywić się moją energią ale nie może się przykleić do mnie, dlatego że od razu by się spaliło. Tracey powiedziała, że mam tyle w sobie światła (nie chwalę się, po prostu piszę), że tylko w ten sposób mogą się żywić. Opowiedziałam Tracey o tym że od czasu kiedy przeprowadziłam się z D, budze się codziennie zmordowana jakbym robiła 10 maratonów w śnie i Tracey opowiedziała ze to właśnie przez to że żywią się tą energią w śnie, bo podczas snu nie ma się żadnej obrony. 1:39.01

Kochane moje to dopiero wpis z niedzieli a dzisiaj już wtorek. Jutro jadę na cały dzień do Szkocji więc nie będę miała czasu. Może dopiero w czwartek. Resztę dopiszę potem. Na razie tyle, z Tracey gadałam 4 i pół godziny więc materiału trochę jest. Wiem że większość z Was i tak tego nie przeczyta i nie przejmuję się tym dlatego że jak już wcześniej wspomniałam - pinger to moje miejsce gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić wreszcie. Jeśli doszłaś do tego momentu to dziękuję Ci za to z całego serca. Do następnego razu. Tak wyglądał Karolek podczas rozmowy z Tracey. Jeszcze nigdy nie był taki wyluzowany u rodziców w domu. <3
  • awatar hononey: @Ach2017: tak, dokladnie to telepatia. <3
  • awatar Ach2017: @hononey: To co piszesz o porozumiewaniu się ze zwierzętami to dla mnie telepatia. Zdarzyło mi się wielokrotnie, że ilekroć skupiałam uwagę w myślach na którymś z kotów to ten kot przychodził do mnie z drugiego pokoju. Możliwe, że i one się ze mną w ten sam sposób porozumiewają. :)
  • awatar hononey: @Ach2017: No więc zaczynąjąc od pierwszego pytania. Nie przechyla łebka. Jeśli jest głodny i wołam go na jedzenie to od razu przybiegnie. Jeśli go wołam tylko na głaskanie to nie przyjdzie. Po prostu lubi miejsce w którym obecnie siedzi. A ja z kolei nigdy nie słyszałam o osobach które potrafią się porozumiewać z energią pomieszczeń. Tak na prawdę łatwo się porozumiewać ze zwięrzętami, np. oglądasz serial i nagle zdajesz sobie sprawę że zwierzakowi trzeba wymienić wodę w misce albo dosypać karmy i tak robisz. Myślisz, że sama to pomyślałaś, ale to zwierzak się dopraszał :) No właśnie zauważyłam, że od kiedy spędzam więcej czasu poza domem to ręce lepiej wyglądają. Myślę że to również przez stres. Dziękuję Ci Kochana. Też staram się czytać Twoje wpisy i dziękuję za wsparcie. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
09.12.2017 _ sobota

Kochane Moje! Wreszcie zaczęłam tracić tłuszcz. Odżywianie działa - a jem ile chcę. Rano stanęłam na wagę i ważyłam 80.9kg. Biorąc pod uwagę ile zjadłam poprzedniego wieczoru - tłuszcz, sól, itp. to jestem z siebie na prawdę dumna. Zrzuciłam już przynajmniej jakieś 2kg tłuszczu a to się liczy [skacze z radości]. Nawiasem, zważyłam się dlatego, że miałam ochotę, bo chciałam zobaczyć jak mi idzie. Nie zrobiłam tego jako kary czy czegoś w tym stylu. Po prostu byłam ciekawa. Następne ważenie nie wiem kiedy. Może za miesiąc, może za trzy, może za rok? Kto tam wie. Dla mnie waga to kumpela a nie narzędzie do poniżania własnej godności.

Sobota więc dzień pracy. Rodzice jednej z PP zabierali PP do domu na weekend więc nie musiałam przyjeżdżać do pracy aż do 19. Nie pamiętam dokładnie co robiłam rano ale wiem że ugotowałam zupę żebym miała na następny dzień jak przyjdę.

Próbowałam obejrzeć trochę filmów i koło 17 zaczęłam się ogarniać. Zadzowniłam wcześniej do rodziców PP i się umówiliśmy, że przywiozą ją z powrotem do jej domu 19. W pracy się ogarnęłam, PP przyjechała i szybko zleciał wieczór w pracy.

Zgrzeszyłam jedząc 3 paczki chipsów, do tego jeszcze były zrobione z pszenicy o czym dowiedziałam się potem. To tyle, Kocham. <3
 

 
08.12.2017 _ piątek (głupio mi jest pisać daty, ale muszę żeby wiedzieć o który dzień chodziło a wiadomo, że ostatnio z braku czasu uzupełniam jak mogę).

W piątek ogarnęłam się i pojechałam do pracy. W domu zjadłam smoothie. Nie pamiętam czy coś zjadłam w pracy. Miałam na 12 i zostałam do 16. Pomagałam PP sprzątnąć w domu. Prawie samochód by ją potrącił bo się patrzyła w złą stronę. Znowu trzeba będzie oceniać jej potrzeby od nowa.

Przeprosiłam znajome w pracy, że nie mogę gadać, muszę się do domu zawijać bo tego dnia Dziadki z Polski przylatywali. Wróciłam do domu, chyba nic nie zjadłam i pojechałam do rodziców. Nie wzięłam Karolka, bo za dużo emocji by było dla niego i hałasu.

Pogadałam chwilę z Mamą i pojechałam do ASDY po zakupy. Chciałam kupić Karolkowi (królik) trochę jarmużu no i poszłam też na wegańską alejkę do zamrarzarek (kur*a). Kupiłam falafele, wegańskie burgery i malutkie kiełbaski. Falafele i burgery spoko ale te kiełbaski były takie tłuste po upieczeniu że aż mi niedobrze było. Do tego słone - serio oczekiwałam czegoś lepszego po tej firmie.

Pojechaliśmy po Dziadków, trochę się z Tatą powygłupiałam, Mama stała jak na szpilkach czekając na Dziadków - w końcu tyle się naszrowała i nasprzątała przed przylotem. Z Dziadkami wróciliśmy do domu. Emocje opadły i Mama z Dziadkami strzelili sobie po alkoholu. Ja tak nienawidzę alkoholu a jeszcze bardziej jak ktoś go pije. Tata zaoferował że mnie odwiezie do domu. Przed 22 byłam w domu. Nie pamiętam co robiłam ale chyba poszłam spać niedługo po tym.

Na sam koniec chcę Wam pokazać kubek który kupiłam dzień wcześniej w Lincoln z Peter Rabbit. <3
 

 
07.12.2017 - spisałam cały dzień podczas wycieczki żeby było mi łatwiej. Wróciłam, ale resztę opowiem w najnowszym wpisie.

Postanowiłam że cały wpis zrobię w notatniku ma telefonie a potem skopiuje na pingera.

Hmmm... Wczoraj przed spaniem Poprosiłam D żeby pomógł mi zascielać łóżko (nie mogę zginać placów). Łóżko wyścielane. Poszłam spać. Francuz się troche obraził na mnie ale w sumie to ma nauczkę.

Przez całą noc łóżko miałam dla siebie. D siedział u siebie w pokoju. Alarm zadzwonił o 7 i obudziłam się taka wyspana bez jego wiercenia. D przyszedł położyć się spać a ja zaczęłam ogarniać się do pracy.

Muszę powiedzieć o śnie bo na prawdę był dziwny - takiego jeszcze nie miałam (jeśli nie chcecie czytać o śnie to skoczcie do następnego akapitu). Byłam na jakimś zebraniu gdzie warsztaty robiła kobieta która była trochę jasnowidzem, trochę była energoterapetką. Twarz jakąś miała (bo to sen w końcu) ale była obca. Poszłam kupić herbate i podeszła do mnie mówiac mi że jeszcze takiej energii nie spotkała przedtem i poprosiła żebym dołączyła do jej warsztatów. Podziękowałam i dołączyłam. Zapytała się grupy kto chce żeby na nim zrobiła energię. Wszyscy się zgłosili ale wybrała mnie. Usiadłam na krześle przed wszystkimi i zaczęła do mnie mówić. Odczytała wszystkie zablokowane czakry i zaczęła mi tłumaczyć dlaczego są zablokowane (nawet pamiętam powody które powiedziała - to był bardzo realistyczny sen). Za każdym razem jak podawała powód, blokada wychodziła z mojego ciała - dziwne a zarazem przyjemne uczucie. Kiedy obudziłam się rano zrozumiałam że mimo że bardzo mi szkoda D mimo jego zachowania, to nigdy nie będę się duchowo rozwijać właśnie poprzez jego nastawienie.

Dzisiaj jadę na świąteczny jarmark do Lincoln z PP (podopieczny/a) z pracy. Jadę jako opieka. Wstałam o 7 a miałam byc na stacji o 10. Dużo nie udało mi się zrobić rano a i tak nie miałam dużo chęci na jedzenie. Sok z cytryny i 1L Smoothie + suplementy + witaminy. Zebrałam się, śmieci wyniosłam i poszłam na stację.

Pociąg ruszył, byliśmy w Lincoln w godzinę. Poszłam do Costy się rozgrzać a PP w drugim sklepie przeglądał filmy. Potem na autobus i PP poszedł na obiad. Dostałam pieniądze na swój i poszłam do wegańskiej knajpy z indyjskim jedzeniem. Zchodziłam z takiej wieeeelkieeej górki. Jezu, jakie jedzenie było pycha. Dawno tak dobrze nie jadłam. Zamówiłam Dahl z soczewica i sałatkę z falafelem. Do tego herbata z rumianku. Zamówiłam tak dużo bo wiedziałam że długo nie będzie dostępu do jedzenia a z PP będę musiała chodzić cały dzień. Ogarnęłam się i musiałam wracać pod tą wielką górkę... Udało mi się. Doszłam i poszliśmy zwiedzać świąteczny market.

Praktycznie wszystko było dokładnie takie same jak w zeszłym roku. Ba, dokładnie te same stoiska w tym samym miejscu. Kupiłam czapkę taką różową z futrzastym pomponem (pompon oczywiście sztuczny, żeby nie było). No i praktycznie w sumie tyle. Było lepiej niż w zeszłym roku bo mi było cieplej przede wszystkim. Zaliczyłam kilka herbat przed powrotem (głownie ziołowych). Na stacji kubiłam batona (niby fit) z kokosa i ciemna czekoladą, flapjack'a z ciemna czekolada i chipsy z warzyw (mniam). Tak na prawdę nie byłam głodna ale potrzebowałam czegoś żeby odżyć. Wróciliśmy do Doncaster. Odprowadziłam PP na stację a sama wróciłam do domu.

Tego dnia przeszłam jakieś 16km więc jestem bardzo zadowolona. Nie pamiętam co się działo po przyjściu ale wiem że musiałam iść spać bo na następny dzień do pracy trzeba było lecieć. Na sam koniec chcę Wam pokazać suknię ślubną. Zupełnie bez okazji, po prostu ją zobaczyłam i się zakochałam.
 

 
Witajcie Kochane. Wstałam z łóżka przed 9. Tata przyjechał z samego rana odebrać ziemniaki i przy okazji podpompował koło w rowerze.

Ogarnęłam się rano z jedzeniem: 1L sok z cytryny, sok z aloesa, 1L sok z selera, 1L sok z pomarańczy z hibiskusem i dziką różą. 1L smoothie + witaminy i minerały.

D jak zwykle w cudownie chujowym nastroju. Jeszcze się dobrze nie obudził a już cały świat się na niego uwziął. Dobra, trzeba było jechać po banany. Ogarnęłam się i pojechałam. Trochę sprawę spierdzieliłam. Byłam taka padnięta tą jazdą (jeszcze na drogę wziełam smoothie żeby nie było, że nie przygotowana), że chciało mi się czegoś tłustego i solonego. Poszłam więc do wege alejki i kupiłam udawaną 2 x udawaną szynkę i 2 x udawane kiełbaski. Jedną opakowanie szynki zjadłam, drugi rodzaj mi nie smakował. No i zjadłam też te kiełbaski. Ale wiecie co? Od czasy kiedy zaczęłam się lepiej odżywiać, jakoś to wszystko sztucznie smakowało. Poza tym doszło do mnie, że zupy z batatów muszą wrócić do mojego menu, bo znowu mnie ciągnie do tłustego.

Wróciłam do domu, było po 14. Miałam do Mamy jechać żeby pomóc ze sprzątaniem domu przed przylotem dziadków z Polski, ale Mama powiedziała, że zanim przyjadę to już będzie późno, ciemno i takie tam. Po raz pierwszy zależało mi na prawdę z całego serca żeby Mamie pomóc z porządkami. Po pierwsze, dlatego że teraz mieszkam sama nikt mnie do tego nie zmusza i wiem jak to jest. A po drugie, bo na prawdę kocham Mamę i wiem ile to dla niej znaczyło. Powiedziałam Jej że wcale nie musimy tego robić razem (bo Mama zaczęłam sprzątanie już w zeszłym tygodniu), tylko ja przyjdę, Ona sobie odpocznie a ja będę robić co mi powie. Mama się ucieszyła, zgodziła i przed 15 byłam u Mamy. Poprosiłam tylko żeby mi zrobiła zieloną herbatę. Przyjechałam, herbata gotowa. Jak zwykle plotki obgadane, powygłupiałyśmy się trochę.

Wzięłam się za wynoszenie "niezbędnych" rzeczy osobistych Taty do garażu w którym już od tych "niezbędnych" rzeczy nie ma miejsca. Pogadałam trochę z Mamą, potem Mama powiedziała że koniec sprzątania a ja na to że nie. No to jeszcze powiedziała że drzwi wejsciowe. Mama poszła spać a ja ogarnęłam drzwi. Tak mi było fajnie pomóc Mamie wreszcie.

Drzwi ogarnięte, stwierdziłam że dawno nie wyprowadzałam Stelli na dwór. Stella to pies sąsiadów którą często zabierałam na rower żeby się wybiegała, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami no i Bunia żyła. Wzięłam Stellę i poszłyśmy na spacer. Wypuściłam ją na ogrodzony teren. Po jakiś 20 min wołam Stellę (wcześniej ją widziałam) ale nie przychodziła. W końcu zaczęłam się martwić bo ciemno a ona sprytna i myślałam że gdzieś uciekła. Idzie koleś z psem i pytam się czy widział. Nie widział ale jak zobaczy to powie. Chodzę wołam, już na FB miałam pisać że pies zaginął w końcu koleś się wrócił i jego pies przyprowadził Stellę. Wróciłyśmy do domu. Właściciele Stelli zgodzili się żeby rodzice ją co jakiś czas wyprowadzali. W maju mają jechać na wakacje na tydzien i nie beda mieli z kim zostawic a rodzice chca ja przyzwyczaic do siebie zeby szoku nie bylo. Poza tym rodzicom zaczyna brakowac psa w domu. Ja na szczescie mam królika i królik jako tako zawsze ma jakieś zajęcie (z kotami się pobawi albo ktoś go pogłaszcze). A gdyby rodzice wzieli psa to by byla meczarnia. Mama w pracy, tata w pracy i zwierzak 10h sam w domu. Szkoda.

Wróciłam do domu, posprzeczałam się z D i poszłam do siebie do pokoju. Wypiłam smoothie i wzięłam się za pisanie pingera. Popisałam z Siostrą i w sumie tyle. Jutro jadę do Lincoln na cały dzień z pracy więc raczej mnie nie będzie. Kocham. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kochane moje. Wcale nie ucieklam. Po prostu bylam zajeta. Uzylam numeru wpisu tak jakbym normalnie kontynuowala pisanie, bo nigdzie nie ucieklam ani niczego nie zawalilam. No wiec tak:

W piatek polowe dnia spedzilam w kuchni gotujac zupe z pora i ziemniakow - mmm... pycha. Zjadlam chyba z 5 misek. Mniam. Potem juz nie mialam ochoty na cokolwiek.

W sobote przed praca czulam sie koszmarnie. Nie miałam ochoty na nic. Cale szczescie ze Mama wyciagnela mnie na miasto na herbate, tak to troche odzylam. Wzielam Karolka ze sobą. W pracy jak to praca, zajelam sie czym trzeba. Niestety tego wieczora sobie troche pofiglowalam i zjadlam az 6 malych paczek czipsow paprykowych.

W niedziele wstalam w pracy. Na szczescie PP spala do 11 wiec nigdzie nie poszlysmy i siedzialysmy caly dzien w domu. W pracy zjadlam ziemniaki. Przyjechalam do domu i zrobilam sobie szejka na szybko i zaraz potem drugiego bo mialam do rodzicow jechac pomagac ze sprzataniem. Rodzice w koncu po mnie przyjechali i obejrzelismy razem MOANA - nowa bajka Disneya. Stwierdzilam ze tej nocy chce spac u rodzicow. Zostalam u rodzicow, spalam w goscinnym. Ale mi bylo goraco... Skora mnie tak swedziala ze nie wyrabialam.

W poniedzialek wstalam rano, tata zawiozl mnie do domu. Zrobilam sobie smoothie, ogarnelam co moglam w domu. Potem ugotowalam ziemniaki - zaczelam dodawac kurkume do wszystkiego. Kurkuma dziala antyzapalnie i jak leki sterydowe wiec opuchlizna z palcow troche zeszla. Obejrzalam Outlander a potem poszlam spedzic troche czasu z D na gore. I co sie okazalo? Ze oprocz gadania o swoich elektrycznych zabawkach, D nie umie na nic innego rozmawiac. Panowala zupelna cisza. Pytam sie o czym chce pogadac, to zaczal z kotem sie bawic i udawac ze mnie nie ma... Zaczelam marznac u niego w pokoju wiec poszlam do lozka i chcac nie chcac zasnelam. Obudzilam sie o 21, poprosilam go o wode z cytryna i poszlam spac dalej.

A dzisiaj? Od samego rana mam udany dzien. Doslownie. W ogole zaczelam coraz czesciej znowu widziec powtarzajace sie liczby i to dosc nachalnie. To oznacza ze zaczelam wreszcie podejmowac dobre decyzje i ide w dobrym kierunku. Wstalam o 9, nakarmilam zwierzaki i zajelam sie soba. Nie wiem jakie cuda zdzialala ta kurkuma ale jak wstalam to czulam sie taka wypoczeta. Dzisiaj zrobilam doslownie wszystko.

Litr wody z sokiem z cytryny, sok z aloesa, sok z selera, sok z pomaranczy. Wszystko posprzatalam, smoothie zrobilam i wypilam przed wyjsciem. Wzielam Karolka w plecak i poszlam na spacer do lasu. Zrobilam jakies 12km piechotą dzisiaj. Karolkowi tez sie chyba podobalo bo jak przyszlismy do domu, to od razu polecial do kuwety zalatwic biznes a potem mnie lizal po nosie. D wstawil mi ziemniaki wiec byly gotowe po przyjsciu. Obejrzalam film, pogadalam z Siostra i chwilę z francuzem i teraz piszę pingera.

Nie oczekujcie ode mnie wiele, bo znowu bede miala zalatany okres. Jutro jade po banany, w czwartek na caly dzien do Lincoln do pracy z PP, piątek przylatują dziadki z Polski, sobota praca az do niedzieli a w niedziele po pracy bede rozmawiala 4h z Tracey. Także ten, nie wiem kiedy bede pisala znowu. Najwazniejsze ze pinger pomaga mi wyrzucic z siebie mysli i praktycznie oprocz tych 6 paczek chipsow niczego nie zawalilam wiec jedziemy dalej.

Na sam koniec Karolek w plecaku. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj bedzie krótko i na temat.

Cały dzień sprzątałam odkąd wstałam.

Wypiłam sok z pomarańczy, zjadłam melona, kilka gruszek, odgrzałam ziemniaki z wczoraj, 750g fasolki szparagowej, banana, smoothie i paczkę chipsów.

To tyle. Dosłownie cały dzień sprzątania.