Wpisy użytkownika hononey z dnia 28 sierpnia 2012

Liczba wpisów: 3

hononey
 
    Jak już wczoraj wyjaśniłam, post jest zdrowy dla organizmu. Wklejam fragment książki Dr. med A. G. Wojtowicz - Głodówka lecznicza (fragment służy w celach marketingowych i nie nie jest moją własnością):

421929_400690633280641_204299746253065_1788877_217769942_n_large.jpg


Na początku głodowania leczniczego organizm nie chce przez kilka dni przestawić się na nowe tory, zachowując normalny tryb funkcjonowania. Indukuje przy tym uczucie łaknienia, by zmusić nasz ośrodek decyzyjny do zaspokojenia głodu. Jednakowoż sytuacja ta nie odzwierciedla w najmniejszym stopniu rzeczywistych potrzeb organizmu. Dobrą ilustracją będzie następujący przykład. Posługujemy się oto samochodem osobowym, mającym o wiele większy niŜ zwykle zbiornik na paliwo (np. 200 l). Samochód nasz ma niezły silnik, spalający dziennie tylko 5 l paliwa. I oto my uparliśmy się, by mieć zawsze pełny zbiornik, uzupełniając codziennie ubytki. Po jakimś czasie (3 -10 dni) organizm zaczyna przestawiać się na bardziej
właściwe funkcjonowanie w nowych warunkach. Zaczyna oszczędzać energię, przestawia radykalnie metabolizm, inaczej wykorzystuje wewnętrzne rezerwy. Na zewnątrz przejawia się to spadkiem temperatury ciała, silnym reagowaniem uczuciem
zimna na ucieczkę energii na zewnątrz, osłabieniem tętna, niechęcią do ruchu fizycznego, zanikiem łaknienia i stanem jasności umysłu. Zapoczątkowuje się wówczas cały szereg zmian wewnętrznych, na które organizm decyduje się z niemałym trudem,
a które doprowadzają po kilku dniach do pełnego przejścia na odżywianie endogenne. Wówczas to zaczynają pracować na najwyższych obrotach mechanizmy oczyszczania wewnętrznego oraz potężne mechanizmy wewnętrznego odtwarzania na poziomie
komórek, narządów i całych struktur i układów naszego organizmu. Zewnętrzną oznaką tego stanu jest zahamowanie spadku masy ciała. Podczas poprzednich faz głodówki leczniczej miała miejsce szybka utrata masy ciała, rzędu 1kg dziennie.
Natomiast pełne przestawienie się organizmu na odżywianie endogenne charakteryzuje się dziennymi ubytkami rzędu 100g. Mechanizmy leczącooczyszczające tej fazy głodówki występują na trzech poziomach. Po pierwsze okres głodówki to czas całkowitej bezczynności wielu systemów wewnętrznych obsługujących przyswajanie pokarmu dostarczanego z zewnątrz. Doznają one wówczas regenerującego odpoczynku, a organizm może przeznaczyć zaoszczędzoną w ten sposób energię (a nie jest ona wcale mała) na zintensyfikowanie procesów odbudowy i oczyszczania wewnętrznego. Po drugie - na cele odtwarzania struktur wewnętrznych, co jest jednym z podstawowych przejawów życia, które podczas głodówki nie ustaje ani na chwilę, organizm przeznacza te składniki swego ciała, które są dla niego najmniej ważne. Następstwem tego jest rozpuszczenie i znaczna
utylizacja prawie wszystkich typów patologicznych narośli, skrzepów, kamieni w wątrobie, nerkach i pęcherzyku Ŝółciowym, artretycznych zmian w  stawach itp. oraz prawie wszystkich typów patologicznie zmienionych komórek. Po trzecie - (wg Wojtowicza) wyniku całego szeregu zmian staje się moŜliwe przyswajanie przez komórki organizmu głodującego człowieka atmosferycznego azotu i dwutlenku węgla. Proces ten jest dostępny zwykle jedynie roślinom dzięki tzw. zjawisku fotosyntezy. Tak więc podobny w skutkach do zjawiska fotosyntezy proces zachodzi podczas głodówki
leczniczej. Okres właściwej głodówki leczniczej ciągnie się do czasu kiedy na potrzeby konstrukcyjne zaczynają być przeznaczane struktury bardzo waŜne dla życiowych funkcji głodującego (mózg, serce, nerki, wątroba). Wówczas to pojawia się uczucie głodu, oczyszcza się język, który pokryty był podczas głodówki grubym nalotem,
następuje cały szereg przełomów wewnątrz organizmu, a wszystko to jest sygnałem do
zakończenia głodówki. Dzieje się to zwykle w okolicach 40 dnia głodowania. Po okresie głodowania następuje najbardziej krytyczny moment w całym tym przedsięwzięciu. Jest nim rozpoczęcie odŜywiania pokarmowego. Wyłączony podczas głodówki układ pokarmowy nie włącza się od razu, metabolizm równieŜ nie przestawia się gładko na nowe tory, Wszystko to powoduje, że podjęcie odżywiania musi
następować powoli i zgodnie w ilości i jakości do zdolności przyswajania organizmu. Poszczególne rodzaje pokarmu powinny pojawiać się w ściśle określonym czasie i objętości, a niektóre są całkowicie zabronione w tym czasie np. mięso i jego przetwory czy sól. Niestrawiony wysokobiałkowy pokarm przy braku perystaltyki jelit i braku dostatecznej ilości kwasu solnego w żołądku, może być dobrą pożywką dla rozwoju
wielu szczepów bakterii, co moŜe doprowadzić do opłakanych skutków. Należy więc szczegółowo przestrzegać opracowanych przez specjalistów zasad metodyki terapii zwłaszcza dotyczących okresu podejmowania jedzenia po głodówce - zwanym
okresem odbudowy. W okresie odbudowy następuje cały szereg ciekawych zjawisk w organizmie. Bardzo szybko następuje odbudowa ubytków masy mięśniowej. Świadome kierowanie tym procesem daje możliwość jakby samodzielnego budowania swego ciała
w pożądanym przez nas kierunku. Towarzyszy temu stan euforii, naładowania energią, chęcią działania w aspekcie fizycznym i psychicznym. Ciekawostką jest bardzo znaczne zmniejszenia się zapotrzebowania na sen w tym okresie. Długość okresu odbudowy wynosi mniej więcej tyle ile trwała cała głodówka, choć w przypadku pierwszych głodówek w ogóle, moŜe się zdarzyć, że okres ten będzie znacznie dłuższy. Aby podkreślić wagę okresu odbudowy w omawianej terapii zaproponowano
wprowadzenia terminu terapia głodówkowo-dietetyczna.

tumblr_lxlf4x91bY1r9j4kmo1_400_large.png


Chciałabym jednak zauważyć, że głodówka o której mówi autor jest wcześniej wspomnianym postem. Z doświadczeń wspomnianych przez moją dobrą znajomą, która przeszła na owy post, że nawet gdybyście się myły i pucowały to i tak będzie śmierdziało. Tak się dzieje ponieważ organizm wchłania kamienie kałowe, które zalegają w jelitach. Dlatego ja stosuję lewatywy oczyszczające, które wypłukują kamienie oraz śluz.
 

hononey
 
    Doszłam do małego wniosku. Nie mogę komentować Waszych blogów, ponieważ czytając bilanse zaczynam być głodna (tym razem fizycznie, a nie psychicznie). Dlatego wybaczcie, że nie mogę tego czytać.
13.jpg

    U mnie całkiem nieźle. Wcale nie ciągnie mnie do jedzenia. Jestem dumna i możecie mnie do woli chwalić #joke ,ponieważ:
     -x- na stole leżą ciastka (jedne z moich ulubionych), które zostały po wczorajszych gościach i ich nie tknęłam. Nawet mnie nie kręcą.
     -x- Mama kupiła mi i Tacie golonkę. Powiedziała mi to przez telefon, bo akurat była na zakupach, a ja powiedziałam, że na serio nie mam chęci i powiedziała, że nie szkodzi, bo zawsze można zamrozić (jeszcze nie wie, że zrezygnowałam z mięsa - w zasadzie to w ogóle nie musi wiedzieć).
     -x- dzisiaj rozmawiałam z Dziadkiem przez Skype'a (mieszkam w Anglii, a Dziadkowie zostali w PL). Musicie wiedzieć, że z moim Dziadkiem można pogadać jak z najlepszym przyjacielem. Jeśli chodzi o sprawy ze znajomymi i moje prywatne to nikomu nie wykabluje, bo jak sam stwierdził: 'To nie moja sprawa, a najważniejsze, że Ty jesteś szczęśliwa'. Natomiast, jeśli chodzi o moje odżywianie, to prawdopodobieństwo wygadania się Mamie o mojej diecie jest niebezpiecznie wysokie. Dlatego dzisiaj rozmawiałam z Dziadkiem i Dziadek się mnie zapytał co ja tam teraz jem. No i pytał się o słodycze, chleb itd i powiedziałam, że nic nie jem. A Dziadek powiedział: 'Ale to nic to się kładzie na mały talerz, czy na duży talerz?' A ja, że no nic nie jem, a Dziadek 'To teraz już w ogóle talerzy nie ma i nie musisz ich już myć. Ojj Ty leniuszku. Ale tak na serio powiedz Dziadkowi prawdę.' No i skłamałam i powiedziałam, że no 'normalnie' (na swój sposób) jem. Przecież gdybym mu powiedziała, że mam nic nie jeść przez 40 dni to chyba by mu serce stanęło. Dlatego jestem hapi, że nikt nic nie wie. Mama też się nie domyśla (na razie), a Tata w te klocki w ogóle nie jest ogarnięty, chyba że mu Mama powie. Dlatego na razie jestem bezpieczna.
27.jpg

    Ja się czuję na razie super. Rano mi było zimno trochę (ale lepiej jak wczoraj) i mnie brzuch bolał, bo dostałam okresu. Mam własną teorię na temat bólów brzucha w czasie miesiączki (jeśli coś jesz to nie czytaj dalej). No więc bolał mnie brzuch i dosłownie nagle mogłam powiedzieć gdzie co się znajduje. Poszłam na toaletę i tylko słyszałam 'chlup'. Niedługo potem brzuch przestał boleć. Pod czas miesiączki cały syf z nas wychodzi, więc ból brzucha (wg. mnie) to tak naprawdę większa ilość krwi, która chce za jednym razem wyjść i dla mnie nie ma sensu brać leków. Leki biorę dopiero wtedy jest zagrożenie życia. Nawet pastylek na gardło nie biorę, a przeziębienie samo minie ;)
34.jpg

    Na razie u mnie nic się nie dzieje. Kolejny wpis dodam wieczorem =) (chyba).

Buziaki ♥
  • awatar Rozterkowa: no ja czekam na twoje komentarze i mam nadzieję że mnie czytasz :(
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
    Ostatnio się zastanawiałam, czemu nam się nie udaje - mam na myśli diety, głodówki, posty itd.

    (Nieświadomie) Zakładamy, że jeśli nie udało nam się za pierwszym razem, to za drugim razem też nam się nie uda. W momencie, kiedy patrzymy na coś słodkiego, lub coś, co obiecaliśmy sobie nie jeść, zaczynamy sobie przypominać, wszystkie te razy kiedy nam się nie udały. Automatycznie wyciągamy rękę po coś co przed nami stoi i zaraz potem żałujemy że to zjedliśmy.
    Albo istnieje druga opcja (dla trochę wytrwalszych), kiedy to patrzymy się na coś słodkiego i wmawiamy sobie, że tego nie weźmiemy i *w końcu tak jesteśmy w środku ze sobą skłócone, że bierzemy kawałek tylko po to, by uspokoić tą niewygodną burzę w naszej głowie* i nawet nie wiemy kiedy zaczęłyśmy się opychać tą rzeczą.
    Jest też opcja, kiedy wmawiamy sobie, że tym razem się uda i zaczynamy wyliczać jedzenie które nie mają na nas żadnego wpływu i znowu zaczyna się wewnętrzna wojna i znowu mamy skuchę.
    Z dietą jest jak z chodzeniem z chłopakiem, z jednym się nie uda, z drugim i trzecim też nie. Czwartego i ósmego mogłabym zapomnieć, ale w końcu znajdujesz takiego za którego wychodzisz.
    Poza tym zakładamy, że na diecie nie da się wytrwać, bo błędnie zakładamy, że dieta jest czymś tymczasowym. Słowo 'dieta' pochodzi z języka greckiego i oznacza 'styl życia', a nie 'tymczasowe odżywianie określonymi produktami'. Jeśli przyjmiecie za fakt, że tak się odżywiacie, to ciężar spadnie Wam z barków.

    Dzisiaj (tj. 2 dnia) strasznie mnie ciągnęło do jedzenia. Potwornie, Mama krzątała się po kuchni, piekła ciasto, a potem jeszcze Tacie upiekła golonkę, której zapach w domu przybierał każdego o ślinkę i prawdopodobnie hektolitry soków trawiennych.
    Patrzyłam na to jedzenie, które Mama robiła, pomagałam w kuchni i zaczęłam się patrzeć na to ciasto i myśleć - Przecież jeśli zjem ten kawałek, to zawsze będę taka, zawsze będę się poddawać. Jeśli drugiego dnia postu wezmę kawałek, to zawsze już drugiego dnia będę brała kawałek, usprawiedliwiając się, że to przecież mogę zacząć od nowa. *No właśnie nie można, bo po co zaczynać od nowa? Gdyby dodać te wszystkie razy kiedy się poddawałam, można by utworzyć okres około 2 - 3 miesięcy, a teraz wyobraź sobie, że przez te 3 miesiące byś się nie poddała. Byłabyś już lżejsza teraz. Poza tym z postu wychodzi się tyle ile się na nim było, więc w plecy poszłyby mi 4 dni. Dlatego zrezygnowałam.
    Mało brakowało, żebym wzięła kawałek golonki (już nie wspominając ile razy zaglądałam do lodówki), ale Mama mi dała ciasta, żebym spróbowała i powiedziałam, że nie będę jadła. Potem zrobiłoby mi się głupio, gdybym wzięła golonkę, a przecież Mamie powiedziałam, że nie spróbuję Jej ciasta, dlatego spróbowałam znaleźć sobie inne zajęcie.*
    Potem przypomniałam sobie, że Wojtowicz napisał w książce, że kiedy organizm (z wielkim trudem) się przestawia na proces naprawy *całego organizmu* w mózgu, gdzie podejmuje się decyzje, zaczynają się procesy i nasze ciało chce nas przekonać, że jednak lepiej jest coś zjeść. Wiedziałam, że mam ochotę coś przegryźć (chociażby nawet trochę tej głupiej sałaty), ale wiedziałam, że minuta w której się poddam będzie minutą w której przegrałam walkę. Czemu? Ponieważ, wiedziałam, że to mój mózg tego chce, a nie ja (ja zdecydowałam, że nie chcę jeść, to mój organizm/mózg szukał pożywienia). Poza tym już samo spróbowanie sprawia, że zaczynają się wydzielać soki trawienne, ślina itd powodując, że zaczynami być głodni fizycznie i psychicznie co jest bombową mieszanką.
    Któraś z Was (nie pamiętam nick'a, ponieważ post piszę w Notepad'zie), napisała, że wcale się o mnie nie martwi, ponieważ w ciągu 72h napadnie mnie wilczy głód. Uwielbiam rywalizację, upieranie się jak osioł, stawanie na swoim... Jak chcecie, tak to nazywajcie, ale wiem że coś takiego mnie podbudowywuje. Dlatego wiem, że czwartego dnia będę się czuła lepiej, ponieważ owe 72h miną. Poza tym znajoma, która pościła, powiedziała mi że pierwszy tydzień jest najtrudniejszy. Więc skoro wytrwałam tydzień to wytrwam i kolejne.
    Najważniejsze, żeby nie patrzeć ile Wam zostało, tylko ile już osiągnęłyście. Dodatkowo zauważyłam, że wszystkie 'diety' jakie zaczynałam, zaczynały się właśnie z końcem sierpnia. Proteinowa w 2010 z końcem sierpnia. Potem SCD 2011 koło września. Teraz mój post z końcem sierpnia. Dlatego uważam, że koniec sierpnia daje mi dodatkowe siły.
    Musicie w sobie znaleźć wszystkie argumenty, które przemawiają za tym, że jesteście silne. Co by to nie było, jak pokręcone nie było, musicie wiedzieć, że jesteście silne, ponieważ ja jestem silna. Ponieważ, po tylu nieudanych próbach nie poddałam się w najgorszym momencie. Ponieważ sama, tak długo nie byłam bez pokarmu i to właśnie sprawia, że jestem silna.
    Wieczór spędziłam na oglądaniu Dr House'a i tak jak napisał Wojtowicz - Dlaczego niejedzenie naprawia organizm, a jedzenie go niszczy? Doszłam do wniosku, że nie chcę skończyć jak pacjenci w szpitalach, którzy mają po 50-60 lat i nie mogą koło siebie nic zrobić. Ja chcę być zdrowa i o to walczę.

Wybaczcie, że nie dodałam obrazków, ale jest już późno i po prostu mam ochotę iść spać.

P.S. Jamie do mnie napisał, czy idę dzisiaj na miasto w sensie do klubów. Przy okazji wysłał mi kilka buziaków (czego normalnie nie robi). Odpisałam mu i podziękowałam (bez buziaków), że na dzisiaj mam co innego zaplanowane (no House'a oglądałam) i odpisał: Nie ma sprawy, udanego wieczoru. Zazwyczaj po tym jak mu pisałam, że nie mogę z jego strony występowała cisza. Dostałam małego szoku, że odpisał. Cóż, może jestem jedyną, która spała z nim w łóżku, ale z nim nie spała (jeśli wiecie o co mi chodzi).
  • awatar ♥The best version of me♥: To jest chyba Twój najlepszy wpis jaki dotychczas napisałaś. Dodaje tyle siły i pozytywnej energii. Gratuluję Mała <3
  • awatar withmee: genialny wpis. *.* zawsze będę go czytać, kiedy będę miała ochotę na coś 'niedozwolonego' w diecie. dziękuje ♥
Pokaż wszystkie (2) ›