Wpisy użytkownika hononey z dnia 1 lutego 2014

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Waga: 73.4kg               Water: 47%
Fat: 34.5%                 Muscle: 61.7%

282274_107457769413583_599170547_n_large.jpg


*Co dzisiaj zjadłam (uprzedzam, że w liczenie kalorii się nie bawię)*:
- 4 kinder bueno - wędlina z kurczaka - suszone pomidory w oleju - łosoś różowy w sosie własnym z puszki - zielone smoothie (zmiksowane, banany, siemie lniane, jagody goji, jabłka, gruszka, mandarynki, włoski jarmuż, natka pietruszki).

    Przestałam siebie oceniać. Im mniej oczekujesz, tym mniej czujesz presji i lepiej Ci idzie. Piszę co zjadłam, żebyście Wy widziały mój postęp. ♥

423475_353616037989569_332626250088548_1331397_2078415152_n_large.jpg


Witajcie fitterki ♥

    Zaliczone egzaminy. Dostałam 68% z Research Methods (pisałam o uziemieniu ludzkiego organizmu - o tym kiedy indziej), 65% z Sport Psychology (pisałam o motywacji wewnętrznej i zewnętrznej) i 83% z anatomii z testu. Kurna, na prawdę cieszę się, że to wszystko już pozdawane, bo takiego miała stresa, że szok. Po prostu wychodziłam z depresji (trzymała mnie się do końca grudnia) i zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę, ale mi się udało i to najważniejsze. Teraz wszystko staram się zrobić od ręki (tak jak kiedyś, kiedy byłam chuda). Nie obiecuję, że wpisy będą pojawiały się codziennie, bo nie chce czuć presji, że muszę to zrobić.
__________________________________________________

   Co u mnie się pozmieniało? Wszystko na dobre. Przede wszystkim wyszłam z depresji. Przestałam się za wszystko obwiniać. W 2012 po przyjeździe z wakacji z Polski, zaczęłam przechodzić na posty (czyli głodówki zdrowotne). Posty same w sobie są bardzo zdrowe, ponieważ pozwalają się pozbyć syfu z organizmu (a to bardzo ważne, ponieważ komórki w organizmie same z siebie się nie starzeją, tylko przez płyn w którym się znajdują - o tym kiedy indziej). Wracając do temat. Przez 2 tygodnie nic nie jadłam (jak dobrze pamiętacie) ale potem niestety nie umiałam z nich wyjść (wiedziałam, co robić ale tego nie robiłam). Codziennie obiecywałam sobie, że przejdę na post i nie wytrzymywałam. Skoro nie wytrzymałam, to jadłam jakieś śmieci (typu słodycze, czipsy, frytki, itp) bo przecież "od jutra zacznę". Mój organizm był na skraju wytrzymałości. Potem w styczniu 2013 znowu przeszłam na post i po poście znowu to samo się stało... I tak aż do marca. Byłam na prawdę w opłakanym stanie. Moje ciało gniło od środka. Śmierdziało ode mnie, moja skóra odpadała mi płatami, bolała mnie, przyklejały mi się rany do ubrania. Włosy wypadały mi garściami. Było mi cały czas zimno mimo, że się pociłam (pociłam się dlatego, że organizm w ten sposób starał się pozbyć toksyn, a było mi zimno, bo dużo energii poświęcał na przetrawienie). Po prostu byłam wrakiem. Gdybym w lutym nie dostała głównej roli w przedstawieniu, to nie wiem czy bym się wtedy pozbierała do kupy. Najgorsze dopiero miało nadejść. Odtrąciłam od siebie Igę (moją Przyjaciółkę). Czułam się jak wrak. Nienawidziłam siebie i nie widziałam powodu dla którego inni mieliby mnie lubić. Przestałam o siebie dbać. Ja nie żyłam, ja egzystowałam. Miałam cały czas drgawki potworne (co potem się okazało brakiem sodu) i na lunch'u szłam do biblioteki spać. To był na prawdę bardzo trudny okres w moim życiu.
stare.jpg

    To zdjęcie zostało zrobione 17 Maja w kawiarni. W między czasie dowiedziałam się o witarianizmie (surowym jedzeniu warzyw, owoców, orzechów namoczonych i pestek). Zauważyłam, że kiedy jadłam surowe warzywa i owoce, przestawało mi być zimno (ponieważ organizm nie tracił energii pozyskując ją z pożywienia bogatego w enzymy, witaminy i minerały). Tak więc od 1 czerwca przeszłam na witarianizm. I tak mi dobrze szło aż do końca lipca. Niestety Mama piekła wtedy ciasto i boczek. Te dwa zapachy skombinowane razem mnie torturowały. Ryczałam przez 2 godziny bo nie chciałam się poddać, ale w końcu rodzice mnie przekonali, że skoro mi się chce, to znaczy że organizm potrzebuje (patrząc na to z perspektywy czasu, to jednak zapachy mną zawładnęły, a nie potrzeba organizmu. Gdyby organizm wcześniej potrzebował, to by się wcześniej prosił, bo organizm nie czeka). No i od końca lipca czasami mi się udaje czysto jeść, czasami nie. Ale codziennie staram się jeść jak najczyściej (no chyba, że mam dołek i wychodzi jak dzisiaj)... W ciągu tych dwóch miesięcy (czerwiec-lipiec) jadłam jedynie sałatki różne, orzechy, soki, itp. SKÓRA  MI SIĘ CUDOWNIE POPRAWIŁA. Co prawda nie wygląda jak Wasza, zdrowa i piękna, ale w porównaniu z tym co była, to nie da się tego opisać.
   Schudłam w tym okresie z 73 do 66.9kg. Patrząc na to ile syfu zjadłam prawie przez rok, to na prawdę dużo schudłam. Pamiętajcie, że organizm (przeważnie) nie tyje dlatego, że otrzymuje za dużo energii, tylko dlatego, że próbuje nas chronić przed toksynami (obwija je w tłuszcz, żeby nie dostały się do krwiobiegu). Dlatego cellulit tak brzydko wygląda. Dlatego pojawia się również efekt jo-jo. Jeśli nasza dieta jest wysoko roślinna (mam na myśli nieprzetworzone warzywa i owoce), to błonnik wchłania cały syf z jelita (syf przesłany z wątroby). Jeśli nie ma błonnika, żeby wchłonąc syf, syf wchłania się z powrotem do jelita i z powrotem do wątroby. Organizm nam nie pozwoli spalić tłuszczu, jeśli nie pozbędziemy się toksyn (jeśli pozwoli, bo znalazłyście jakiś sposób, to zapłacicie za to później, tak jak ja zapłaciłam za swoje czyny).
jojo.JPG

    Wakacje przepracowałam (aż do 21 września - chyba - mniejsza o to). Pod koniec sierpnia, pojechałam do Romsey w Anglii, żeby zrobić sobie EAV test/test Doktora Volla, żeby zobaczyć w jakim stanie są moje organy, czego mi brakuje, jakie mam pasożyty, na co jestem uczulona, itp. Powiem w skrócie o co chodzi, a jeśli Was zaciekawił temat, to poniżej możecie poczytać więcej. Na dłoniach i stopach macie różne punkty które są podłączone do organów. Ty trzymasz np. w lewej dłoni jedną elektrodę. Drugą trzyma naturopata i dotyka po kolei tych punktów. W zależności jak dobrze przechodzi sygnał elektryczny z jednej elektrody do drugiej (słabo - żółty, organ zmęczony, osłabiony, zielony - w porządku, czerwony - przeciążony, stan zapalny), w takim stanie są organy. Owym urządzeniem można badać najróżniejsze rzeczy (jakie są pasożyty w organizmie, jakich minerałów, witamin, enzymów, hormonów brakuje albo jest za mało). Prąd wcale nie kopie. Miałam wtedy skórę w kiepskim stanie, więc skoro mnie nie bolało, to Was też.
www.igya.pl/(…)413-metoda-volla-elektroakupunktura.…
    W Polsce można takie badanie przeprowadzić w Instytucie Volla w Krakowie. Broń boże nie robię żadnej reklamy. Po prostu jestem z nimi w stałym kontakcie (bo kupiłam stymulator homeostazy) i wiem, że tam można przeprowadzić te testy.
    Dostałam wyniki z Romsey i powoli zaczęłam się brać za siebie. Dodatkowo zamówiłam z Polski mój Stymulator Homeostazy. 140longlife.eu/brt-stymulator-homeostazy Nie używałam go wtedy (tylko sporadycznie). Dopiero od jakiś dwóch tygodni używam go cały czas i nie wiem (nie mam jak sprawdzić), czy zabija mi pasożyty, ale wiem, że lepiej sypiam, skóra na nogach mi się poprawiła. Do tego więcej syfu mi schodzi przez nos. Śledziona mnie również przestała mniej boleć (dopiero dzisiaj zauważyłam). Wiem, że na obrazku wygląda jak narzędzie do tortur (elektrody pod stopy i do dłoni), ale tak nie jest.
    We wrześniu w moje ręce trafiła książka Wiktorii Boutenko "Green for Life".
green for life.jpg

rewoluzja koktajic.jpg

Sama zaczęłam je robić. Na początku były okropne, bo nie miałam Vitamixa, a jedynie blender Mamy, więc nie wychodziły najlepsze. Teraz robię je tak: dodaję namoczone siemię lniane i jagody goji. Miksuje je same raze. Potem dodaje 3-4 banany, 2 jabłka, gruszkę, 2 mandarynki i jakieś świerze/mrorzone zioło (np. koperek, natkę pietruszki, bazylię, kolendrę, itp) i 4 liście czarnego jarmużu (Lacinto Kale). Mówię Wam niebo w gębie. Najlepsze jest to, że moje jelita pracują poprawnie. Jeden posiłek 'in' do buzi, a po posiłku do toalety na krótkie posiedzenie ;)
    Moja skóra wygląda teraz pięknie (chodzi mi o kolor i już mi ręce nie marzną). Jeśli chodzi o dotyk, to nigdy nie będzie tak piękna jak Wasza (miękka i nawilżona), ale najważniejsze, że nie swędzi, nie jest popękana. Po prostu zaczęłam znowu żyć. Zaczęłam siebie kochać wreszcie.
    Do tego kupiłam sobie opaskę uziemiającą, której używam gdzie mogę (śpiąc, pisząc lekcje, uni, siłownia, itp). www.groundology.com/earthing/personal-grounding-kits Opaska (która ma w sobie małe druciki) kabelkiem jest podłączona do wtyczki, która jest wsadzona do kontaktu, ale ma jedynie końcówkę która wchodzi do uziemienia (chodzi o kable) więc prąd was nie kopnie. O tym w czym to pomaga opowiem kiedy indziej. Dzisiaj tylko piszę mój postęp i jak się czuję. A no właśnie. Tak wyglądam dzisiaj :)
nowe.JPG

    To wkleiłam sobie na lodówkę, żeby przypominać sobie o celu :)
lodowka.jpeg

   Ah, i dzisiaj odebrałam sobie z Marks & Spencer moje kochane Onsie z Me To You (Tatty Teddy), czyli pajacyk do spania. ♥
onsie.jpeg

onsie 1.jpeg

    Pozdrawiam Wasz wszystkie. I proszę Was. Przestańcie się obwiniać i walczyć ze sobą. Zacznijcie kochać osoby którymi się stajecie. Wcale nie musicie być twarde. Po prostu musicie siebie kochać. Jeśli się nie kochacie, pozwólcie, że ja Was pokocham, żebyście Wy mogły siebie pokochać i zobaczyć tak jak ja Was widzę ♥
Pokaż wszystkie (8) ›