Wpisy użytkownika hononey z dnia 10 listopada 2017

Liczba wpisów: 2

hononey
 
Dzisiaj tytuł trochę o cudach... Dlaczego? Możecie wierzyć, albo nie, ale...

Wczoraj kot D. o imieniu Sal (mój najulubieńszy) miał chore oko. Jeszcze rano była szczęśliwa, ale od południa leżała na łóżku i na wszystkich warczała. Nie mogła oka otworzyć prawego. Kiedy otworzyła, źrenicę miała wielkości cienkiej nitki a tęczówka była zakrwawiona. Wiem razem z D. że często się ze wszystkiego wylizywała, więc zostawiliśmy Ją samej sobie. Poszłam do rodziców i prosiłam D. żeby po pracy wysyłał mi wiadomości o stanie kota.

Stan się nie polepszył, dalej leżała na łóżku. Kiedy wróciłam, była w kojcu. Dalej warczała i widać było, że bolało Ją. Spojrzałam się na Nią i na głos powiedziałam kilka rzeczy prosząc o pomoc (mniejsza o to jakie). Poszłam po tym do łóżka. Za jakieś 5 minut D. wyszedł z pokoju swojego (ma na przeciwko sypialni naszej) i zaczął ze mną rozmawiać w drzwiach. SAL SAMA WYSZŁA Z KOJCA I ZACZĘŁA OCIERAĆ SIĘ O D. I MRUCZEĆ!!! [szok] Nawet D. powiedział, że oko wygląda o wiele lepiej!

Dzisiaj rano nawet nie da się porównać. Źrenice reagują na światło i młoda doprasza się o jedzenie!
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Tak więc wierzę w cuda. A teraz o tym co się dzisiaj wydarzyło. Obudziłam się o 7, wstałam o 8 i ogarnięta (w miarę) pojechałam na Team Meeting. Przez 3h menadżerka opowiadała nam jak być dobrym pracownikiem (przynajmniej mamy za to płacone...).

Z samego rana smoothie, 500ml w pracy. Wróciłam, pierwsze co zrobiłam - znowu smoothie. Ogarnęłam się w domu. Zdecydowałam, że muszę kupić banany, ziemniaki i jedzenie dla kotów. Miałam farta bo wszystko (oprócz ziemniaków) udało mi się załatwić jedną wycieczką rowerową (mam przyczepkę do roweru i spokojnie na zakupy jadę po 20kg bananów...). Wróciłam padnięta, bo pod górkę z pełną przyczepką bananów, jedzeniem dla kotów więc jakieś 30kg było... Zjadłam zupę indyjską co kupiłam wczoraj, do tego chili organiczne wegańskie i na wieczór upiekłam kasztany... Mmmm. Pychotka.

Obejrzałam Jestem Legendą, bo nigdy nie pamiętałam tego filmu. A na sam koniec książka, która wreszcie dzisiaj do mnie przyszła. <3
 

hononey
 
Nawet nie wiem od czego zacząć. Po pierwsze to pinger warjuje bo nie pozwalać wpisów bo niby "wykrywa spam".

Wstałam o 7, mimo że alarm na 6. Do pracy miałam na 9, ale tak się mi się "spieszyło", że prawie bym się spóźniła. Sok z pomarańczy i smoothie zielone zaliczone. W pracy ziemniaki, a po pracy kolejne smoothie.

A jak w pracy? Myślałam, że popełnię jakieś przestępstwo albo czary odprawię bo już nie wytrzymuję z jedną osobą w pracy z personelu. Udaje jakby nic się nie działo, a broń boże tylko coś odpowiem jednej osobie i już, że się znęcam. Jest z niej taka drama queen, że wystarczy że powiesz że coś się ruszyło w krzakach i lament na cały dom. Po prostu koszmar.

Zaczęłam rozumieć, że chyba z pracą też będę musiała się pożegnać w przyszłości bo zaczyna mnie męczyć. Zaczyna do mnie dochodzić, że jeżeli nam coś zaczyna przeszkadzać lub nas męczyć to znaczy, że pora coś zmienić (tak jak ze związkiem).

A właśnie, a propos związku... Wróciłam z pracy. D. konkretnie wkurwiony pracą bo dziewczyna która zajmuje się payslips (obliczaniem kto ile zarobił) ziewa a jemu potrzebna kasa. Ogółem miejsce pracy jego to jeden wielki śmiech ale mniejsza o to. Wraca z pracy konkretnie wkurwiony. 2 minuty później przychodzi jego kolega... (Tak, wiem. Nierozłączni) mniejsza o to. Dzisiaj rano zablokowała się szuflada ale pomyślałam zrobię wieczorem (bo dopiero niedawno wróciłam do domu). Proszę kolegę żeby mi pomógł (mój wkurzony, więc nie nadawał się do pomocy). Kolega spoko, na spokojnie próbujemy ogarnąć temat, mówię że stało się pierwszy raz a mój wyjeżdża z jadem w głosie "Yeah, because she puts shit in draws and expects miracles". Więc mu kulturalnie odpowiedziałam żeby poszedł na górę się wkurzać do siebie do pokoju. Trafiłam w czuły punkt. Potraktowałam go jak dziecko i ego pokruszyło się na kawałki. Zaczął sprzątać cały dom (nie po to żeby był czysty tylko po to żebym przy kłótni nie miała na niego haka) ale przynajmniej chata sprzątnięta.

Ja za to sprzątnęłam kuchnię, wymyłam podłogę i w sam raz na moje urodziny (jutro) mam chatę ogarniętą. Jutro z rodzicami jedzemy do Sheffield więc zapowiada się ciekawie (bo jedzenie xD ). Opowiem jak było, buziaki. <3
Pokaż wszystkie (1) ›