Wpisy użytkownika hononey z dnia 25 listopada 2017

Liczba wpisów: 2

hononey
 
Okay, wstałam 6.30 i zabrałam się za ogarnianie. Sprzątnęłam co mogłam. Wypiłam sok z cytryny, zrobiłam smoothie ale wypilam tylko jeden słoik. Do pracy wzięłam drugi słoik smoothie i brokuły z humusem.

Zimno jak diabli, na szczęście wiatr wiał mi w plecy (do pracy jeżdżę rowerem). Ogarnęłam PP i poszłyśmy na pociąg. W mieście zrobiłyśmy zakupy, poszłyśmy na jedzenie. Zjadłam dwa burgery wegańskie bo były w promocji, ale te burgery to był jeden wielki joke. Najtańsza bułka, środek nie smakował w ogóle jak falafel i w ogóle pożal się boże. Zaczęłam jeść burgera z bułką ale stwierdziłam, że przecież nie muszę jeść bułki. Zjadłam sam środek. Do tego były 2 porcje frytek. Jedne zjadłam, drugie poprosiłam żeby zapakować i potem dałam bezdomnemu na ulicy.

PP jeszcze miała wizytę u fryzjera, wypiłam smoothie i wrociłyśmy do niej do domu. Pogadałam ze znajomą w pracy i wróciłam swojego domu. Pod wiatr i zimno, brrr... W domu zjadłam brokuły z humusem. Poszłam spędzić trochę czasu z Karolkiem i wzięłam się za gotowanie fasolki na chilli. Gotuję w szybkowarze pod ciśnieniem, więc stwierdziłam, że na czas kiedy ciśnienie opada, pójdę na górę pod kołdrę. Było za zimno dla mnie.

Zaczęłam powoli zasypiać. D. się dowiedział że do pracy musi iść tego wieczoru, więc to mi zostało odebranie kociego żwirku (między 22 a 23.00). Nastawiłam sobie alarm i błogo przysnęłam. Nagle budzi mnie pukanie do drzwi, lecę na dół, otwieram drzwi no i koleś, że przywiózł żwirek.

Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale koleś na prawdę mi się spodobał. Nie, nie z wyglądu. Miał to coś i wtedy zrozumiałam, że nie muszę się już bać że kiedy wyprowadzę się od D. nie będę w stanie pokochać kogoś innego. Bałam się tego strasznie, bo myślałam, że wykończona tym patologicznym związkiem, nie będę w stanie się na kogokolwiek otworzyć. Kamień spadł mi z serca. Miałam wrażenie, że kiedy powiedziałam mu że to dla kotów chłopaka, trochę posmutniał ale nie będę sobie domawiać. Najważniejsze, że wiem, że nie mam czego się teraz bać.

Koleś mi pomógł wnieść worki (całe szczęście), była miła wymiana słów i poszłam wreszcie znowu do łóżka. Próbowałam zasnąć, ale było ciężko. Poprosiłam żebym mogła zasnąć (mniejsza kogo, mniejsza jak) i zasnęłam. Potem budzi mnie telefon - D. do mnie dzwoni, że klucze w drzwiach i nie może wejść ale w końcu mu się udało. Dobra, pora znowu zasnąć. Przysnęłam, słyszę walenie do drzwi. Dzownię do D. że ktoś puka, jego pizza przyszła. Przyszedł na górę przeprosić, powiedziałam że rozumiem sytuację i nie jestem zła, po prostu chcę wreszcie zasnąć. Przyniósł mi wodę i znowu poprosiłam żeby zasnąc i obudzić się wypoczęta. Zasnęłam i D. się wpakował do łóżka. Znowu obudzona... ale zasnęłam.

Teraz będzie wywód na temat związku. Serio, nie musicie czytać. To bardziej dla mnie żeby to z siebie wyrzucić.

Ostatnio myślałam, że może nie warto się rozstawać, bo D. się nawet milszy zrobił i po co w ogóle ale teraz rozumiem, że ja nie potrafię funkjonować w tym związku. Co bym nie powiedziała jemu, to że mój kobiecy mózg sobie jakieś pierdoły wymyśla. Próbuję do niego powiedzieć coś miłego, to się na mnie obraża, więc mówię mu że w *huju mam co on o tym myśli i jeszcze bardziej się obraża. W domu cały czas śmierdzi kocią kuwetą (3 koty)... Jego pomysł na sprzątanie kuwety? Przepychanie kup to rogu kuwety. Kiedy kuweta jest pełna, dopiero wtedy wymienić żwirek (facepalm). Codziennie rano biorę czarne worki i zbieram kocie gówno. Już nie wspomnę jak śmierdzi szczynami.

Do tego dochodzi jego codzienna praca. Rozumiem, ma przesrane w pracy ale nic z tym nie robi. Kiedy wreszcie ma wolne od pracy, decyduje spędzić ten czas z nikim innym jak z kolegą. Serio? Nawet nie wiecie jak się ucieszył, że kolega ma wolną sobotę bo wreszcie będą mogli posiedzieć do samego rana i grać w gry. Ku*wa, czy ja tak na prawdę o wiele proszę?

Do tego to cholerne spanie. Ile ja się wypłakałam na samym początku, że chodzi tak późno spać. Myślałam, że pójdziemy razem. Nawet jeśli od razu nie da się zasnąć to chociaż pogadamy o świecie i takie tam (do tego byłam przyzwyczajona na początku związku). Nie potrafiłam bez niego usnąć. Podświadomie czekałam, aż przyjdzie a on zajęty kolegą który siedział do północy codziennie. Dwie nocy z rzędu zaciągnęłam go do łóżka w ciuchach, zaczęłam mu głaskać twarz, taki zwykły masaż. Nie narzekał, podobało mu się. W końcu zmęczony kładł się ze mną spać mimo że i tak już było koło północy. I wiecie co zrobił na drugi dzień? Aferę! Że co ja sobie myślę tak go zaciągać do łóżka, że on ma do roboty tyle i nie ma czasu na takie pierdoły (nie miał). Nic wtedy nawet nie skomentowałam. Teraz już mam to konkretnie w dupie, idę spać sama ciesząc się że mam łóżko dla samej siebie. Jest jeden problem, jego przychodzenie mnie budzi i nie mogę się wyspać. Ja już dłużej tego psychicznie nie zniosę.

Do tego na początku tego roku, kolega do niego, że jak się wreszcie dorobią kasy, to kupią ziemię i zamieszkają razem. D. mu powiedział że nie ma opcji, że musi sobie znaleźć własne miejsce. Jakiś miesiąc domu wchodzi do mojego pokoju z kolegą i mówi mi o tym, że patrzyli ile moglibyśmy wziąć kredytu na troje! Czyli, że ja, D. i kolega (sick!) i patrzyli na różne domu i np. kolega by sobie mieszkał w pokoju a ja z D. miała resztę domu. No ale doszli do wniosku, że za taką kasę są gówniane domy i się nie opłaca. Nie skomentowałam tego, tak się we mnie zagotowało.

Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja po prostu zapominam. Wystarczy, że D. będzie miał lepszy dzień i będzie milszy, przytuli mnie, powie jak mnie kocha i ja po prostu zapominam. Wszystko złe się rozpływa i zapominam. Ale stwierdziłam, że to już na prawdę koniec. Cały czas narzekam bo jest tak, bo jest to... Koniec, trzeba w końcu coś z tym zrobić i dlatego powiem mu w lutym, że chcę się wyprowadzić.
  • awatar aquila: Nie wiem dlaczego w lutym, ale zdecydowanie powinnaś.
  • awatar Blondyneczka ☆: On ci mieszanym mieszanym głowie, że na codzień jest jaki jest a potem nagle przytala miłe słówka itp. :/ nasz szansę poznać kogoś lepszego , kogoś kto będzie cię szanował, kochał i diecenial i dawał ci swobodę :* wiem ze dasz radę !!! Powodzenia ♡☆
  • awatar Blondyneczka ☆: On ci miesza tym w głowie, że na codzień jest jaki jest a potem nagle przytula i miłe słówka itp. :/ masz szansę poznać kogoś lepszego, kogoś kto będzie cię szanował kochał doceniał i dawał ci swobodę :* wiem ze dasz radę! !! Powodzenia ♡☆ * Wybacz za błędy :D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

hononey
 
Obudziłam się wypoczęta o 7, tak jak poprosiłam (dziękuję <3). Błędem było jedzenie tak późno humusa z brokułami wczoraj. Kiedy wstałam, czułam się ociężała i wogóle depresyjnie. Nie mogłam ruszać dłońmi (od ran) i napisałam do Mamy, że nie będę jechała z nimi do Ikei, bo nie mam  na nic ochoty. Chciało mi się po prostu płakać.

Nawet nie chciało mi się jeść. Zrobiłam sobie soku z pomarańczy i poszłam poprzytulać się z Charliem (królik). Charlie mnie tak wycałował jak nigdy, chyba czuł co jest na rzeczy. To był pierwszy raz od nie pamiętam kiedy, kiedy na prawdę z królikiem zacieśniłam więź. Zadzwoniłam do Mamy, że jednak z nimi pojadę. Nie chciało mi się siedzieć w tym domu, tym bardziej że D. już narzekał że dostał wiadomość  z pracy i że jego dzień już jest do dupy zanim się obudzi. Sama byłam w kiepskim stanie psychicznym, a jego pretensje do całego świata nie pomagały. Nawet nie zauważył, że byłam bardziej przygaszona niż zwykle.

Nie zrobiłam żadnego jedzenia, zjadłam 3 banany i kilka wzięłam na drogę. Kiedy dojechaliśmy do Ikei, pochodziłam trochę z rodzicami ale stwierdziłam, że nie mam serio ochoty na chodzenie i rozmawianie z nimi wszystkimi (Mama wzięła ze sobą jeszcze koleżankę). Poszłam na jedzenie. Zamówiłam sławne wegańskie kulki, ryż z kalafiorem i jarmużem, zielona zupa tajska i surówki (kurna, jedna była z takim rodzajem kaszy co nie mogę - aaaa...). Wypiłam herbatę i poszłam szukać rodziców. Okazało się, że byli 3 stoliki dalej.

Dosiadłam się, pogadałam chwilę. Poszłam po drugą herbatę. Rodzice ze znajomą poszli pozwiedzać dalej a ja drugą herbatę ogarnęłam. Trochę mi się humor poprawił po jedzeniu i już normalnie z nimi chodziłam. Kupiłam mały kosz na śmieci i mały zegarek nocny. Rodzice odwieźli mnie do domu. W domu przywitałam się z Karolkiem i potem poszłam na laptopa no i właśnie sobie tak siedzę zawinięta w koc. D. dalej w pracy i jakoś nie uśmiecha mi się żeby wracał.

A właśnie, dowiedziałam się że mogę dostać dom od spłódzielni na siebie samą pod wynajem i jest dwa razy tańszy tylko trzeba się trochę naczekać (rok jak nie lepiej). Niestety wszystko jest korespondencyjne i nie chciałabym, żeby listy przychodziły do domu, bo wszystko wyszłoby na jaw. Dlatego do czasu kiedy się nie wyprowadzę, nie będę niczego robiła.

To tyle, idę czytać i komentować Wasze wpisy. Na koniec zdjęcie miski pełnej smoothie, zrobionej przez dziewczynę, która robi rysunki na nich właśnie. Buziaki. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Po pingerowaniu wzięło mnie na zrobienie wreszcie tego wegańskiego chilli - wyszło mega jak zwykle ale zapomniałam zblendować składników. Trudno się mówi. I tak, zjadłam trochę chili przed spaniem - to był błąd bo mało piłam tego dnia.

D. do mnie do pokoju przyszedł i się zapytał co robię. Pogadaliśmy chwilę i się go pytam o której kolega przychodzi. D do mnie mówi, że dzisiaj nie przyjdzie. Ja do niego, jeszcze sam zobaczysz. No i co się okazało? Kolega przyszedł o 20.30 i został do północy. Standardowo zamówili sobie jedzenie razem... Szkoda gadać. Już nie mogę się doczekać mieszkania samej.
Pokaż wszystkie (4) ›