Wpisy użytkownika hononey z dnia 5 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

hononey
 
  Pospałam w pracy do 8. I tak nie było potrzeby wstawania wcześniej. Nie wzięłam do pracy nic oprócz ziemniaków do gotowania. Nawet wody zwykłej (piję destylowaną w towarzystwie świeżego soku) ani smoothie. Stwierdziłam, że zaparzę sobie koci pazur (zioło) i to był mój błąd... Koci pazur jest jeszcze gorszy niż gorzka czekolada razem z kawą. Tak mi żołądek podrażnił, że zrobiło mi się nudno. Musiałam zjeść surowego pomidora i dopiero potem mi przeszło.

  Ogółem cały dzień w pracy robiłam papiery, szkoda mi było podopiecznej, no ale pomaganie ludziom z "problemami" to nie zawsze praca fizyczna. Trochę mi smutno było jeść same ziemniaki (mimo, że kiedyś był okres - pół roku, że jadłam same ziemniaki i schudłam 10kg), więc stwierdziłam, że zjem te pieczone ziemniaki. Opierniczyłam 750g sama, ale trudno się mówi. Przynajmniej smakowało... Ziemniaki też ugotowałam, żeby nie było. Reszty nie dojadłam.

  Z podopieczną (zacznijmy nazywać osoby którym pomagam po prostu PP dla ułatwienia) poszłyśmy do do sklepu więc chociaż trochę się przeszła. Koniec końców, przyszedł koniec pracy dla mnie i przyszła koleżanka żeby mnie zmienić. Zasiedziałam się do 16.45 no i już do domu chciałam.

  Do domu wracałam jak zwykle rowerem (6km wczoraj zaliczone i dzisiaj 6km tak samo) i przy okazji z Mamą na telefonie wisiałam. Przyjechałam i D. zszedł na dół żeby mnie przywitać. Zaczął się przytulać, normalnie jak nie mój chłopak. Odgrzałam mu tą resztkę ziemniaków z margaryną i kanapki sobie zrobił. Chłop z głowy - nakarmiony. Ja dla siebie sok z pomarańczy zrobiłam, szkoda tylko, że miód się skończył.

  A co do D... mimo, że prawię czasu razem nie spędzamy, teraz idzie do kolegi na szlugi... a dopiero niedawno z pracy wróciłam. Szczerze, to mi to teraz konkretnie zwisa. Przestało już mi zależeć na tym związku.

  Teraz piszę pingera na laptopie. Słucham sobie spokojnych hitów z lat 80. Jak zwykle świece zapalone o tej porze, ale tym razem Bunię (a raczej Jej urnę) postawiłam na parapecie. Czy to nie "zabawne", że po spaleniu ciała zostaje po nas tylko garstka prochu?

  Dobra, zmykam czytać Wasze wpisy i trochę skrobąć otuchy. Na zdjęciu Bunia (miała 16.5 lat kiedy odeszła). Do następnego. <3
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

  Po pingerze dostałam zachcianki na wrapy (bezglutenowe) domowe (jutro zdjęcia dodam). Zeszło mi z jakąś godzinę od przygotowania do zjedzenia, ale warto było. Zjadłam 1 i pół i to ledwo co. 3ego dałam D. i się ucieszył. Po tym jak nauczyłam się na bieżąco sprzątać, zostało mi tak niewiele do sprzątnięcia, że się w sumie ucieszyłam. Happy, bo wcale nie kwestionowałam tego czy warto zrobić te wrapy tylko odeszłam od kompa i je zrobiłam. Także ten, ja spadam spać i do jutra. Kocham <3.
Pokaż wszystkie (3) ›