Wpisy użytkownika hononey z dnia 12 grudnia 2017

Liczba wpisów: 4

hononey
 
07.12.2017 - spisałam cały dzień podczas wycieczki żeby było mi łatwiej. Wróciłam, ale resztę opowiem w  najnowszym wpisie.

Postanowiłam że cały wpis zrobię w notatniku ma telefonie a potem skopiuje na pingera.

Hmmm... Wczoraj przed spaniem Poprosiłam D żeby pomógł mi zascielać łóżko (nie mogę zginać placów). Łóżko wyścielane. Poszłam spać. Francuz się troche obraził na mnie ale w sumie to ma nauczkę.

Przez całą noc łóżko miałam dla siebie. D siedział u siebie w pokoju. Alarm zadzwonił o 7 i obudziłam się taka wyspana bez jego wiercenia. D przyszedł położyć się spać a ja zaczęłam ogarniać się do pracy.

Muszę powiedzieć o śnie bo na prawdę był dziwny - takiego jeszcze nie miałam (jeśli nie chcecie czytać o śnie to skoczcie do następnego akapitu). Byłam na jakimś zebraniu gdzie warsztaty robiła kobieta która była trochę jasnowidzem, trochę była energoterapetką. Twarz jakąś miała (bo to sen w końcu) ale była obca. Poszłam kupić herbate i podeszła do mnie mówiac mi że jeszcze takiej energii nie spotkała przedtem i poprosiła żebym dołączyła do jej warsztatów. Podziękowałam i dołączyłam. Zapytała się grupy kto chce żeby na nim zrobiła energię. Wszyscy się zgłosili ale wybrała mnie. Usiadłam na krześle przed wszystkimi i zaczęła do mnie mówić. Odczytała wszystkie zablokowane czakry i zaczęła mi tłumaczyć dlaczego są zablokowane (nawet pamiętam powody które powiedziała - to był bardzo realistyczny sen). Za każdym razem jak podawała powód, blokada wychodziła z mojego ciała - dziwne a zarazem przyjemne uczucie. Kiedy obudziłam się rano zrozumiałam że mimo że bardzo mi szkoda D mimo jego zachowania, to nigdy nie będę się duchowo rozwijać właśnie poprzez jego nastawienie.

Dzisiaj jadę na świąteczny jarmark do Lincoln z PP (podopieczny/a) z pracy. Jadę jako opieka. Wstałam o 7 a miałam byc na stacji o 10. Dużo nie udało mi się zrobić rano a i tak nie miałam dużo chęci na jedzenie. Sok z cytryny i 1L Smoothie + suplementy + witaminy. Zebrałam się, śmieci wyniosłam i poszłam na stację.

Pociąg ruszył, byliśmy w Lincoln w godzinę. Poszłam do Costy się rozgrzać a PP w drugim sklepie przeglądał filmy. Potem na autobus i PP poszedł na obiad. Dostałam pieniądze na swój i poszłam do wegańskiej knajpy z indyjskim jedzeniem. Zchodziłam z takiej wieeeelkieeej górki. Jezu, jakie jedzenie było pycha. Dawno tak dobrze nie jadłam. Zamówiłam Dahl z soczewica i sałatkę z falafelem. Do tego herbata z rumianku. Zamówiłam tak dużo bo wiedziałam że długo nie będzie dostępu do jedzenia a z PP będę musiała chodzić cały dzień. Ogarnęłam się i musiałam wracać pod tą wielką górkę... Udało mi się. Doszłam i poszliśmy zwiedzać świąteczny market.

Praktycznie wszystko było dokładnie takie same jak w zeszłym roku. Ba, dokładnie te same stoiska w tym samym miejscu. Kupiłam czapkę taką różową z futrzastym pomponem (pompon oczywiście sztuczny, żeby nie było). No i praktycznie w sumie tyle. Było lepiej niż w zeszłym roku bo mi było cieplej przede wszystkim. Zaliczyłam kilka herbat przed powrotem (głownie ziołowych). Na stacji kubiłam batona (niby fit) z kokosa i ciemna czekoladą, flapjack'a z ciemna czekolada i chipsy z warzyw (mniam). Tak na prawdę nie byłam głodna ale potrzebowałam czegoś żeby odżyć. Wróciliśmy do Doncaster. Odprowadziłam PP na stację a sama wróciłam do domu.

Tego dnia przeszłam jakieś 16km więc jestem bardzo zadowolona. Nie pamiętam co się działo po przyjściu ale wiem że musiałam iść spać bo na następny dzień do pracy trzeba było lecieć. Na sam koniec chcę Wam pokazać suknię ślubną. Zupełnie bez okazji, po prostu ją zobaczyłam i się zakochałam.
 

hononey
 
08.12.2017 _ piątek (głupio mi jest pisać daty, ale muszę żeby wiedzieć o który dzień chodziło a wiadomo, że ostatnio z braku czasu uzupełniam jak mogę).

W piątek ogarnęłam się i pojechałam do pracy. W domu zjadłam smoothie. Nie pamiętam czy coś zjadłam w pracy. Miałam na 12 i zostałam do 16. Pomagałam PP sprzątnąć w domu. Prawie samochód by ją potrącił bo się patrzyła w złą stronę. Znowu trzeba będzie oceniać jej potrzeby od nowa.

Przeprosiłam znajome w pracy, że nie mogę gadać, muszę się do domu zawijać bo tego dnia Dziadki z Polski przylatywali. Wróciłam do domu, chyba nic nie zjadłam i pojechałam do rodziców. Nie wzięłam Karolka, bo za dużo emocji by było dla niego i hałasu.

Pogadałam chwilę z Mamą i pojechałam do ASDY po zakupy. Chciałam kupić Karolkowi (królik) trochę jarmużu no i poszłam też na wegańską alejkę do zamrarzarek (kur*a). Kupiłam falafele, wegańskie burgery i malutkie kiełbaski. Falafele i burgery spoko ale te kiełbaski były takie tłuste po upieczeniu że aż mi niedobrze było. Do tego słone - serio oczekiwałam czegoś lepszego po tej firmie.

Pojechaliśmy po Dziadków, trochę się z Tatą powygłupiałam, Mama stała jak na szpilkach czekając na Dziadków - w końcu tyle się naszrowała i nasprzątała przed przylotem. Z Dziadkami wróciliśmy do domu. Emocje opadły i Mama z Dziadkami strzelili sobie po alkoholu. Ja tak nienawidzę alkoholu a jeszcze bardziej jak ktoś go pije. Tata zaoferował że mnie odwiezie do domu. Przed 22 byłam w domu. Nie pamiętam co robiłam ale chyba poszłam spać niedługo po tym.

Na sam koniec chcę Wam pokazać kubek który kupiłam dzień wcześniej w Lincoln z Peter Rabbit. <3
 

hononey
 
09.12.2017 _ sobota

Kochane Moje! Wreszcie zaczęłam tracić tłuszcz. Odżywianie działa - a jem ile chcę. Rano stanęłam na wagę i ważyłam 80.9kg. Biorąc pod uwagę ile zjadłam poprzedniego wieczoru - tłuszcz, sól, itp. to jestem z siebie na prawdę dumna. Zrzuciłam już przynajmniej jakieś 2kg tłuszczu a to się liczy [skacze z radości]. Nawiasem, zważyłam się dlatego, że miałam ochotę, bo chciałam zobaczyć jak mi idzie. Nie zrobiłam tego jako kary czy czegoś w tym stylu. Po prostu byłam ciekawa. Następne ważenie nie wiem kiedy. Może za miesiąc, może za trzy, może za rok? Kto tam wie. Dla mnie waga to kumpela a nie narzędzie do poniżania własnej godności.

Sobota więc dzień pracy. Rodzice jednej z PP zabierali PP do domu na weekend więc nie musiałam przyjeżdżać do pracy aż do 19. Nie pamiętam dokładnie co robiłam rano ale wiem że ugotowałam zupę żebym miała na następny dzień jak przyjdę.

Próbowałam obejrzeć trochę filmów i koło 17 zaczęłam się ogarniać. Zadzowniłam wcześniej do rodziców PP i się umówiliśmy, że przywiozą ją z powrotem do jej domu 19. W pracy się ogarnęłam, PP przyjechała i szybko zleciał wieczór w pracy.

Zgrzeszyłam jedząc 3 paczki chipsów, do tego jeszcze były zrobione z pszenicy o czym dowiedziałam się potem. To tyle, Kocham. <3
 

hononey
 
10.12.2017 _ niedziela

Przygotujcie się na baaaaardzo dłuuuugi wpis.

Zaspałam w pracy, bo wstałam koło 9.30 ale na szczęście nikt nie potrzebował mojej pomocy. Niedługo po mnie wstali PP i dzień w pracy szybko zleciał. Przyniosłam tego dnia składniki potrzebne na zupę ze słodkich ziemniaków i blender - jak fajnie że wreszcie mogę sobie w pracy tak gotować.

Wróciłam do domu ile pary w nogach na rowerze, bo zabierałam Karolka do rodziców, żeby wreszcie poznał moich Dziadków. Poza tym miałam rozmawiać z Tracey przez telefon, a nie chciałam żeby D słuchał naszej rozmowy bo zaraz komentarze by leciały a nie potrzebuje czuć się nieswojo we własnym domu.

No więc kto to jest Tracey. Od razu mówię, że od tego momentu wcale nie musicie czytać. Nie ma to nic związanego z moim odżywianiem, ale ma wszystko wspólne z tym kim jestem. Zostawiam Wam wybór. Jeśli jednak chcecie czytać, to proszę o unikanie zgryźliwych komentarzy. Bądź co bądź używam pingera do wygadania się, rozumiem że nie wszyscy wierzą w takie rzeczy ale na prawdę nie lubię podłej atmosfery w komentarzach. No więc do rzeczy...

Kim jest Tracey? Tracey jest cudowną duszyczką która pracuje w schronisku ze zwierzętami. Potrafi się z nimi komunikować myślami (wiem, szalone ale nie zastanawialiście się czasami jak sami DOSKONALE rozumiecie własne zwierzaki - to polega na tym samym ale Ona umie to jeszcze lepiej). Co jeszcze potrafi Tracey? Potrafi rozmawiać z duszami zmarłych ludzi i zwierząt oraz z Waszymi opiekunami po drugiej stronie. Po prostu zajmuje się wszystkim co nie jest fizyczne, tak żeby to fizyczne ładnie się układało.

No więc kiedy jeszcze byłam w pracy, zapytałam się czy Karolek chce ze mną iść do rodziców i poznać dziadków. Tracey powiedziała, że tak, że Karolek (mój królik) lubi nowe miejsca i poznawać nowych ludzi zwłaszcza jak mówią "Oh Charlie, you're such a smart rabbit". Wtedy zaczęłam się śmiać, bo dokładnie sama cały czas do niego mówię.

Byłam skołowana całą sytuacją z Karolkiem. Już tłumaczę. Karolka bardzo trudno jest "spakować" żeby wszedł do plecaka albo do koszyka. Będzie się potem trząsł i się chowa ale Tracey mówił że on bardzo lubi chodzić i poznawać nowe miejsca. Więc wytłumczyłam o co mi chodzi i Tracey opowiedziała co jest grane. Otórz króliki to nie psy (wiadomo). U królika pierwsza reakcja - strach. Musi iść w bezpieczne miejsce, przyzwyczaić się do wszystkich odgłosów i wibracji i dopiero wtedy będzie czuł się bezpieczny. Króliki nie tylko słyszą najmniejsze odgłosy ale czują wibracje przez łapki, wąsy i na skórze. Więc dopóki Karolek nie przyzwyczai się do wszystkiego, po prostu na początku będzie się bał.

Powiedziała że bardzo lubi nowy plecak bo czuje się w nim bezpiecznie i swój koszyk tak samo. Charlie (Karolek) zdaje sobie sprawe z tego jak króliki są zamykane w klatkach na dworze całe dnie i nie mają z nikim jakiej kolwiek interakcji i zdaje sobie sprawe z tego jaki luksus ma u mnie (czytam mu książki, oglądamy razem filmy, biorę go na spacery, itp). Powiedział że wie o tym że jest rozpuszczony i jest z tego bardzo dumny bo wiele królików nie ma tyle szczęścia.

Opowiedział Tracey o tym jak wyglądało jego życie zanim do mnie trafił. Urodził się w jakimś domu gdzie los królików był bardzo obojętny. Nie czyścili mu za bardzo klatki i przez to miał infekcje płuc jakąś. Dali mu antybiotyki w zastrzykach i przeszło po jakimś czasie. Do tego dzieci w tym domu nie były za bardzo okrzesane i podnosili go w niezręczny sposób przez co zaczął się tego bać.

Został od tej rodziny wykupiony przez starszą Panią która chciała go dla swojej wnuczki. Wnuczka się go bardzo bała i głaskała go tylko kiedy był u babci na rękach. Ta starsza Pani o niego bardzo dbała. Któregoś dnia za mocno użył ząbków na dziewczynce i się go przestraszyła. Starsza pani stwierdziła że skoro królik nie ma szans u młodej, to go wyda komuś innemu.

I tak oto Charlie (Natalie nazwała go Buddy) trafił do Natalie. Natalie bardzo o niego dbała. Starała się żeby miał wszystko czego potrzebował. Natalie miała już wcześniej drugiego, starszego królika i on właśnie nazywał się Charlie. Któregoś dnia wypuściła mojego Karolka żeby pobawił się z tym drugim i niestety skończyło się na bójce. Mój Karolek tamtemu kłapeuchemu uszy poprzycinał - dosłownie. Natalie stwierdziła że to koniec i jeśli chcą chasać po podwórku, muszą oddzielnie. Cały ten proces był bardzo męczący bo szkoda jej było żeby jeden siedział w klatce a drugi miał ubaw. Wystawiła ogłoszenie na fb i tak o to Karolek trafił do mnie. Charlie sam sobie imię wybrał.

Tracey powiedziała, że Karolek jest wrażliwszy (boi się) na bodźce niż inne króliki, dlatego właśnie że próbuję go unintelektualniać różnymi rzeczami (czytanie, spacery, itp) i powiedziała że to bardzo dobra rzecz bo w ten sposób będzie mógł się nauczyć więcej. Powiedziała, że po prostu boi sie na samym początku bo taki ma instykt. Instykt jest pierwszy przed intelektem. Kiedy z czasem zaczyna się oswajać, to wtedy robi się ciekawski i lubi poskakać i sprawdzić nowe zapachy.

Okazało się że nie chce załatwiać się na dworzu żeby zwierzęta mięsożerne (predators) go nie mogły wyśledzić i dlatego robi wszystko dopiero wtedy kiedy przychodzimy do domu. Cieszy się że jeździmy nad morze jak robi się cieplej bo może pokopać itp ale zdecydowanie bardziej woli las. Morze to taka bardziej specjalna okazja.

Okazało się że kiedy Karolek ucieka przedemną kiedy chcę go "spakować", on się ze mną bawi. Bo to nie jest tak że on ucieka i nie chce wyjść zza sofy czy coś. Po prostu ucieka ale nie tyle żeby stracić mnie z oczu, pozwoli mi podjeść bliżej i znowu ucieknie. Więc dla niego to ubaw. A potem się cieszy bo idziemy gdzieś na dwór.

Zapytałam się Tracey jak Charlie się czuje na temat wyprowadzki od D. Okazuje że Karolek na prawdę nie może się doczekać kiedy to się wreszcie stanie. Nie ma nic też przeciwko temu że został wysterylizowany. Na samym początku było trochę dziwnie nie mieć tej części ciała ale Karolek nie chce mieć dzieci ani nie chce żebym zaadoptowałam drugiego królika, bo chce mieć całą uwagę dla siebie.

Okazało się że Karolek nie chce królika, dlatego że ma przyjaciółkę która jest jako dusza i go odwiedza często. I dlatego pokazywał mi tego królika w snach żeby powiedzieć że już ma przyjaciółkę i nie potrzebuje drugiego królika i nie chce z nikim innych dzielić uwagi którą mu daję.

Okazało się że Karolkowi nie będzie przeszkadzało że będę tak długo pracowała (od 16 jednego dnia do 16 drugiego dnia). Powiedział, że jego przyjaciółka do niego przyjdzie i będzie się nim zajmowała. Poprosił żebym o niego się niego martwić i nie będzie mu się nudziło.

Kiedy Bunia (mój pies) odeszła (została uśpiona przez weterynarza) nie czuła bólu. Niektóre zwierzęta czują moment w którym serce przestaje im bić i wtedy mogą wyjść z ciała. Bunia po zastrzyku zapadła w mocny sen a kiedy wreszcie wyszła z ciała, otrząsnęła się jak mokry pies, spojrzała na ciało i powiedziała "Wreszcie wolna!". Przeszła na drugą stronę i w tym momencie ja zaczęłam płakać w Polsce ze szczęścia (całe usypianie widziałam przez Skype bo wtedy byłam na wakacjach w Polsce) i nie wiedziałam czemu. Po prostu czułam się taka lekka i taka szczęśliwa i przez oczami miałam obraz Buni jak biega szczęśliwa przez łąkę. Nie wyobrażałam sobie tego, po prostu to było tak jakby ktoś puścił mi obraz w głowie. Wtedy Tracey powiedziała mi (w czerwcu) że Bunia jest już po drugiej stronie.

Bunia powiedziała Tracey że Bunia dalej biega koło mojego roweru kiedy jeżdżę (Tracey nie mogła tego wiedzieć bo nigdy o tym nie mówiłam). Powiedziała, że Bunia zawsze była z członkami naszej rodzinami w poprzednich życiach i zawsze będzie z nami.

Bunia była koniem mojego taty. Moi rodzice byli razem w 1500 - 1600 roku.

Zapytałam się Tracey o wyprowadzkę. Jeśli chodzi o wyprowadzkę od D. okazało się że coś manipuluje D i dlatego cały czas chodzi wkurzony. Cokolwiek "żywi" się jego energią, robi wszystsko żebym została z D i nie odchodziła dlatego że to coś będąc przyklejonym do D może żywić się moją energią ale nie może się przykleić do mnie, dlatego że od razu by się spaliło. Tracey powiedziała, że mam tyle w sobie światła (nie chwalę się, po prostu piszę), że tylko w ten sposób mogą się żywić. Opowiedziałam Tracey o tym że od czasu kiedy przeprowadziłam się z D, budze się codziennie zmordowana jakbym robiła 10 maratonów w śnie i Tracey opowiedziała ze to właśnie przez to że żywią się tą energią w śnie, bo podczas snu nie ma się żadnej obrony. 1:39.01

Kochane moje to dopiero wpis z niedzieli a dzisiaj już wtorek. Jutro jadę na cały dzień do Szkocji więc nie będę miała czasu. Może dopiero w czwartek. Resztę dopiszę potem. Na razie tyle, z Tracey gadałam 4 i pół godziny więc materiału trochę jest. Wiem że większość z Was i tak tego nie przeczyta i nie przejmuję się tym dlatego że jak już wcześniej wspomniałam - pinger to moje miejsce gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić wreszcie. Jeśli doszłaś do tego momentu to dziękuję Ci za to z całego serca. Do następnego razu. Tak wyglądał Karolek podczas rozmowy z Tracey. Jeszcze nigdy nie był taki wyluzowany u rodziców w domu. <3
  • awatar Yoasiczka: jest śliczny :-)
  • awatar Ach2017: Jest duży i ładny. :) Czy on w jakiś sposób reaguje, gdy do niego mówisz - przechyla łepek, wpatruje się w Ciebie? Pytam, bo nigdy nie miałam królika. Co do reszty nie umiem się ustosunkować. Wiem, że istnieją osoby (pisał o tym Joe Vitale), które potrafią rozmawiać z energią pomieszczeń, więc dlaczego nie tacy, którzy mają zdolności rozmawiania ze zwierzętami? Przedostatni akapit mnie przeraził. Zdecydowanie powinnaś jak najszybciej się od Niego wyprowadzić. Skoro Twoja znajoma twierdzi, że kradnie Ci energię, to może jak się wyprowadzisz szybciej zagoją Ci się rany na rękach? Jeśli podczas snu nie ma się żadnej ochrony to czy nie powinnaś wprowadzić jakiegoś ochronnego elementu? Np. poszewki na poduszkę w kolorze czerwonym? Aha i tradycyjnie proszę o odpowiedź tu - na Twoim blogu. :D Lubię Cię czytać. :)
  • awatar hononey: @Ach2017: No więc zaczynąjąc od pierwszego pytania. Nie przechyla łebka. Jeśli jest głodny i wołam go na jedzenie to od razu przybiegnie. Jeśli go wołam tylko na głaskanie to nie przyjdzie. Po prostu lubi miejsce w którym obecnie siedzi. A ja z kolei nigdy nie słyszałam o osobach które potrafią się porozumiewać z energią pomieszczeń. Tak na prawdę łatwo się porozumiewać ze zwięrzętami, np. oglądasz serial i nagle zdajesz sobie sprawę że zwierzakowi trzeba wymienić wodę w misce albo dosypać karmy i tak robisz. Myślisz, że sama to pomyślałaś, ale to zwierzak się dopraszał :) No właśnie zauważyłam, że od kiedy spędzam więcej czasu poza domem to ręce lepiej wyglądają. Myślę że to również przez stres. Dziękuję Ci Kochana. Też staram się czytać Twoje wpisy i dziękuję za wsparcie. <3
Pokaż wszystkie (5) ›