Wpisy użytkownika hononey z dnia 16 grudnia 2017

Liczba wpisów: 4

hononey
 
W ten dzień miałam jechać do Szkocji, Edynburga z pracy. Cały dzień był dosłownie wypełniony miłą atmosferą w powietrzu (prawie magia).

Środa - mój ulubiony dzień. Ogarnęłam siebie rano, nawet smoothie zrobiłam. Spakowałam wszystko i pojechałam do pracy. Znajoma była ledwo żywa od choroby, ale udało się Jej się ogarnąć PP przed moim przyjściem.

Taksówka przyjechała i pojechałyśmy na stację. Calutki dzień widziałam powtarzające się liczby: pociąg był o 11:11, a potem cały czas o której bym się nie spojrzała to 12:34, 13:33, itp. W pociągu PP super się zachowywała i było na prawdę miło. Wypiłam smoothie, zjadłam 2 batony i zjadłam humusa z brokułami. Do tego herbatki z lipy i był gites. Do Edynburga jechałyśmy 3 godziny.

Dojechałyśmy, wyszłyśmy ze stacji i... zakochałam się w Edynburgu. Było tak pięknie - zupełnia inna architektura i ludzie tacy mili na ulicy. Po drodze w pociągu próbowałam wygooglować gdzie możemy zjeść z PP razem posiłek - ona z mięsem a ja po wegańsku. Poszłyśmy w jedno miejsce, ale kelner powiedział że nie da rady i powiedział nam o innym miejscu. Poszłyśmy i od razu nas przyjęli.

W Edynburgu miałyśmy tylko 3 godziny w mieście i potem z powrotem na pociąg. Godzinę straciłyśmy na szukanie miejsca do jedzenia i zamawianie z karty. Ja zamówiłam Biryani z warzywami i jackfruit a dla PP curry z kurczakiem. Nie powiem, jedzenie było mega. Dawno nie jadłam tak dobrze, tylko szkoda ze tyle tłuszczu napchali i soli. Jedzenie było takie mega pycha że PP zjadła wszystko, a miała 3 razy więcej ode mnie!

Dobra zjadłyśmy, została nam godzina do pociągu. Szukanie prezentu dla Jej Taty (ma na prawdę wspaniałych rodziców). Umówiliśmy się, że kupimy mu szalik na święta ze Szkocji - bo wełna, itp. Kupiłam jeden jasny, drugi ciemny. Przy okazji kupiłam prezenty dla moich rodziców. Dziadkom nie wiedziałam co kupić i nawet już czasu nie było.

Udało nam się zdążyć na pociąg spokojnym tempem. Dostałyśmy siedzenia obok pary która była otwarta na różne tematy i tak nam zleciała rozmowa o medytacji, fluorze, uziemianiu, itp. Po 3 godzinach jazdy udało nam się dotrzeć do Doncaster. Nie powiem, byłam trochę wymęczona ale po PP nic nie było widać. Byłam na prawdę dumna bo chyba pomysł się udał (Ona w ogóle nie komunikuje się słownie. Pokaże co chce ale nie odzywa się).

Wróciłyśmy do jej domu, zajęłam się finansami, znajoma z pracy o której pisałam że niby taka miła była na zmianie więc starałam się jak najszybciej skończyć. Nawet D wysłał do mnie SMSa o 22:30 czy wszystko okay. Przed 24 byłam w domu i od razu zaliczyłam łóżko.

A właśnie! Francuz do mnie z tekstem, że tylko dodaje znajomych ludzi bo próbuje podbudować swój angielski. Zapytałam się Tracey o co chodzi. Okazało się, że tak ja mówił chce zostać lekarzem i próbuje zaprzyjaźniać się z osobami które są już w tym fachu, żeby na każdą sytuację miał plan B i znajomych którzy pomogliby mu dostać pracę. Szczerze to się nie zdziwiłam tym, że taki jest. Ale przyznam z ręką na sercu, że Tracey czasami mnie "przeraża" tyle ile Ona potrafi mi powiedzieć o kimś. To tyle. <3

13.12.2017 _ środa
 

hononey
 
Okay, dużo z tego dnia nie pamiętam. Wiem, że to był jedyny dzień który miałam dla siebie - wolny od pracy, itp. Wstałam rano i stwierdziłam że potrzebuję dobrego prysznica więc wysłałam Mamie SMSa, że jadę do Niej z Karolkiem. Mama powiedziała, że zabiera Babcię na spacer nad jezioro i Dziadek zostaje w domu.

Zadzwoniłam do Dziadka z prośbą, żeby ugotował mi dwa ziemniaki i poszłam spakować Karolka. Nie będę ściemniać. Od kiedy porozmawiałam z Tracey o całym pakowaniu Karolka do wyjścia itd. jest mi na prawdę łatwiej złapać go do plecaka i w ogóle pozbyłam się poczucia winy, że tak reaguje na podróżowanie - przecież i tak potem się uspokaja a po powrocie do naszego domu jest szczęśliwy.

Po drodze do rodziców domu zajechałam do Lynn - cudowna kobieta, taka ciocia z jajami (ma zaje charakter) no i Jej psy byli najlepszymi przyjaciółmi Buni - to były jedyne psy od czasu przyjazdu do Anglii na których punkcie dostawała szału jak je widziała.

Opowiedziałam Lynn, czemu Jej pies się zachowuje tak a nie inaczej. Zrozumiała i podziękowała. Poza tym Charlie poznał Diggera (pies) i śmiać mi się chciało, bo Karolek na prawdę był zaciekawiony ale wolałam nie ryzykować wypuszczeniem z plecaka bo Karolek nie miał szelek i wszystko i tak działo się na zewnątrz. Byłam dumna z Diggerka bo nie było widać, żeby mu się oczy świeciły, żeby poganiać królika a z kolei Karolek zamiast kulić się ze strachu, stawał na dwóch łapkach itp. Pogadałyśmy trochę no i Dziadek zadzwonił, że gdzie jestem jak miałam być za 5 minut a już godzina minęła.

Przyszłam do domu rodziców, Dziadek pomógł mi się ogarnąć no i ja jadłam ziemniaki a Dziadek mi opowiadał. Ucieszyłam się bo Dziadek wreszcie trochę odżył - Babcia ma demencję. Zaczęliśmy gadać na spoko tematy. Dziadek raz umarł i widział przysłowiowe światło w tunelu więc On również wierzy w te same sprawy co ja. Powiedziałam mu o swoich snach (o tym napiszę niedługo, bo nawet Tracey je dla mnie zinterpretowała).

Dziadek się zapytał czy na pewno chcę się wyprowadzić od D i powiedziałam, że tak, że powiem mu w lutym. Telefon wydał dźwięk. Wiadomość od D, że nie zamknęłam tylnich drzwi drugi dzień z kolei i że mam tego nie robić (wypuszczałam jego koty na dwór, dlatego zapomniałam - chociaż to dziwne bo pamiętam, że przekręcałam). Mniejsza o to, dzwonię do D chcąc wyjaśnić sprawę. Na dzień dobry dostaję specjalnie naburmuszone "hello". Włączyłam głośnik, żeby Dziadek też słyszał, mimo że i tak nie rozumiał. Próbuję wytłumaczyć sytuację i przeprosić na co dostaję cały modlitewnik krzyków i obwiniania, że już się do niego ktoś kiedyś włamał jak spał i że następnym razem zabije złodzieja i będzie miał go na sumieniu i takie tam. Powiedziałam, że zrozumiałam i wiem o co mu chodzi. Rozmowa się skończyła niechętnym "bye".

Dziadek wkurzony siedzi po drugiej stronie, prawie czerwony i pyta się mnie czy sobie tak pozwalam (nic nie rozumiał, ale dużo mógł wyciągnąć z tonu, krzyków i powiedziałam mu, że D robi mi nagonkę za niezakmnięte drzwi). Powiedziałam, że nie mam siły się kłócić a agresją na agresje nic nie da. Dziadek dalej wkurzony i czerwony, mówi do mnie że wcale się nie dziwi że się wyprowadzam i że jeszcze jak trzeba to dopłaci żebym się jak najszybciej wyprowadziła. Nie napiszę co jeszcze powiedział, ale łapiecie o co gra.

Dlaczego włączyłam telefon na głośnik? Bo chciałam, żeby ktoś usłyszał to co ja słucham. D już mną tak zmanipulował (nawet sam nie jest świadomy tego co robi), że wydaje mi się że wszystko to moja wina i tylko ja widzę takie rzeczy. Sam fakt, że Dziadek siedział tam ze mną i tego słuchał, dało mi otuchy że nie mam tego tylko w mojej głowie, to nie są moje urojenia, tylko ja na prawdę jestem pod wpływem emocjonalnej przemocy.

Dziadek potrzebował trochę czasu żeby ochłonąć.              Stwierdziłam, że ja w takim razie pod prysznic. Karolek sobie grzecznie siedział na piętrze w przedpokoju i jadł jarmuż. W międzyczasie przyszła Babcia z Mamą. Umyta, wysmarowana i ogarnięta zeszłam na dół. Pośmiałam się ze wszystkimi, ale po 15 musiałam się zbierać bo hydraulik miał przychodzić do kaloryferów.

Wróciłam do domu, Karolek zadowolony ale chyba mu trochę uszy zmarzły bo po raz pierwszy pobiegł do łazienki i leżał pod kaloryferem pod suszarką. Hydraulik przyjechał i kaloryfer naprawiony! Wreszcie para nie leci z ust. Wieczorem ogarnęłam pingera i w sumie to potem zaliczenie łóżka i lulu. <3

14.12.2017 _ czwartek
  • awatar tyle.: kochana nie pozwalaj mu na manipulowanie sobą, na krzyki i oskarżenia.. każdemu może zdarzyć się to, a powinien się cieszyć, że wypuściłaś koty, bo nie załatwiły się w domu. Nic się nie stało, wystarczyło cię poprosić o to byś pamiętała a nie odrazu wyrzuty. wyprowadzaj się jak najszybciej!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Tego dnia umówiłam się z Mamą i Dziadkami na herbatę w kawiarni. Dziadki mieli odwiedzić mnie w domu, ale Dziadek powiedział, że i tak chatę widział przez Skype'a a Babcia nawet nie wie co się dzieje i woli iść do kawiarni - no dobra.

Więc wstałam rano no i dzownię do Mamy czy na pewno chce się Jej spotkać. Mama wyczuła sprawę i powiedziała, że spoko no to kiedy indziej. Ja ogółem nie lubię takich spotkań (i wiem zabrzmi to głupio, ale chciałam mieć to z głowy) a do tego jeszcze czułam, że coś się stanie tego dnia. Powiedziałam, że się spotkam. Wypiłam sok z cytryny, zjadłam kilka bananów. Po drodze kupiłam Dentosept dla Dziadka bo prosił i poszłam ich spotkać.

Wkurzyłam się bo czekali przez Galerią zamiast przed kawiarnią a ja biegłam ten kawał drogi na urwanie głowy i jeszcze musiałam się wracać. Mniejsza o to. Znaleźliśmy miejsce. Dziadkowi już coś nie pasowało, Babcia miała wzrok jakby znowu miała się nademną użalać bo jakie ze mne biedne dziecko (nienawidzę użalania się nademną - wolę żeby ktoś mi powiedział, że jestem silna, że tyle wytrzymałam), ja też konkretnie nie chciałam tam być no ale Mama była szczęśliwa i to dla mnie było najważniejsze (tym bardziej, że pamiętałam jak rodzice ze mną pojechali do Sheffield w urodziny).

Gadamy, gadamy no i dzwoni telefon o 12:30 z pracy. Koleżanka zachorowała i trzeba do pracy. Powiedziałam, że przyjdę i niedzielę też załatwię. Wpadnie mi dodatkowo jakieś 10h roboty, a to prawie 75 funtów ekstra. I pomyśleć, że martwiłam się że nie będę miała pieniędzy, żeby zapłacić ubezpieczenie na przyszłe mieszkanie kiedy się wyprowadzę, ale Wszechświat lubi mi udowadniać, że nie mam się o co martwić.

Zanim wróciłam na chatę, poszłam do sklepu po zdrowe, gotowe jedzenie (coś w rodzaju curry warzywne z puszki - ta wiem, puszka, aluminium, metale ciężkie no ale nie miałam wyboru). Wróciłam do domu, wstawiłam ryż, podgrzałam jedzenie z puszek, zjadłam i musiałam się zbierać do pracy.

W pracy byłam tak zmęczona, że nawet prysznica mi się nie chciało. Ugotowałam co mogłam dla PP i ogarnęłam pracę. Po 22 poszłam spać. A wcześniej zjadłam 2 paczki czispów i herbatę z szałwi. <3

15.12.2017 _ piątek
 

hononey
 
Obudziłam się w pracy po 8. Napisałam Tracey o moich dziwnych snach - ten o tej kobiecie, która opowiadała mi o moich czakrach i je odblokowała. I drugi o którym zaraz napiszę. Chciałabym tylko wspomnieć, że właśnie od czasu tego pierwszego zaczęłam dostawać te dziwne sny, w których praktycznie czułam sie jakbym na prawdę była.

No więc do rzeczy. Śniło mi się że poszłam na parking - każdy miał Smart Car (samochód sam sterował, autopilot, itp). Sen dział się w przyszłości za jakieś 10 - 20 lat. Wszystkim sterowała sztuczna inteligencja i z jakiegoś powodu była wkurzona, że koleś przy biurku na recepcji pozwolił mi przejść przez barierki bez legitymowania się. Każdy czekał na swój samochód, ale sztuczna inteligencja (SI) nie chciała im wydać (były porostawiane jak towar na półkach). Miałam się wziąc  za mycie samochodu ale ktoś mi odradził. Wziął się za to inny koleś no i SI wkurzyła się na maksa, tym bardziej, że koleś na legitymacji miał zdjęcie żetona i wykałaczki z kawałkiem mięsa. Nie wiem co się działo z kolesiem i całą resztą, ale poszłam na górę na poczekalnię i poznałam kolesia który był Azjatą. Gadka szmatka i mówi, że ich rasa potrafi żyć nawet do 300 lat (miałam wrażenie, że jest częścią innej cywilizacji pozaziemskiej). Stwierdziłam, że nie mam po co czekać na auto skoro i tak go na razie nie dostanę. Zeszłam na dół i odwróciłam się... Wszyscy byli zarżnięci. Wszędzie były nagie ciała (nie było krwi) i z jakiegoś powodu było skupienie (focus) na męskie genitalia, które w danym momencie produkowały nasienie. Wszyscy byli dosłownie martwi i jak wywniskowałam mordercą była SI. W tym momencie podchodzi do mnie dusza/esencja Azjaty z którym rozmawiałam i mówi do mnie, że zasłonił mnie dymem, żeby SI mnie nie widziała. Obudziłam się zaraz po tym. Nie czułam strachu ani nic. Po prostu nawet nie wiedziałam jak to wytłumaczyć.

No więc Tracey mi wytłumaczyła, że kobieta z pierwszego snu była jakąś wyższą która została wysłana żeby mi pomóc. Tracey poczuła jak wielka ciemna chmura strachu odchodzi ode mnie i wreszcie mogę "łatwiej oddychać" - w sensie być sobą. Czuć się lepiej z samą sobą. Powiedziała, że ten sen był prawdziwy i pozbyłam się dużej ilości strachu z podświadomości.

Jeśli chodzi o drugi sen, czasami kiedy duże ilości strachu są uwalnianie, jakieś resztki/niedopałki są spalane w dziwnych snach. Mój był taki, że maszyny i SI po prostu się zbuntują i ludzkość wyginie a zwłaszcza mężczyźni (brak ochrony - brak potomka). Powiedziała, że nie ma się czym martwić i że to bardzo dobrze, że tyle uwalniam z siebie.

Opowiedziałam Tracey też o nieustających snach o podróżowaniu w pociągach i busach. I o moim "koszmarze", że siedzę w samolocie i samolot próbuje startować i się wzbić, leci przez chwilę i znowu ląduje. I znowu się wzbija na chwilę i znowu ląduje i tak dalej. Powiedziała, że sny z pociągiem/busem/podróżowaniem cały czas mi przypominają, że pora się wreszcie wyprowadzić i mówią mi: JUST DO IT NOW! A jeśli chodzi o samolot, to cały czas próbuję rozłożyć skrzyła i trwa to moment i potem znowu wracam na ziemię (The traveling dreams mean its past time to move out now. The plane means it’s time to spread you wings and fly but you’re not getting anywhere. You start then you stop again. Your dreams are telling you. JUST DO IT ALREADY). Powiedziała, że to normalne, że czuję się zmęczona po takich snach bo uwalniam dużo energii którą trzymałam w sobie za długo.

Dobra, koniec gadki o snach. W pracy wypiłam herbatę z szałwi, zjadłam ziemniaki, pieczone ziemniaki. Praktycznie nic dzisiaj nie robiłam. Taka zmęczona w pracy, że szok. Wróciłam do domu (po drodze małe zakupy dla siebie i Karolka - o tej godzinie są przeceny na warzywa), zjadłam chili z wczoraj z ryżem, musiałam zjeść te je*ane 6 paczek czipsów (trzeba zacząć pić sok z selera regularnie znowu) i wypiłam zieloną herbatę.

Kot D stłukł mi mój ulubiony kubek ze Starbucks'a. Ukochany kubek, ale dobra chuj. Jeszcze D na mnie zwalił winę bo zostwiłam na brzegu i teraz musi to sprzątać... Przynajmniej wiedział, że przeskrobał bo mieszkanie było sprzątnięte po powrocie z pracy.

Wreszcie udało mi się nadrobić wsztstkie moje wpisy - tak. Był moment, że miałam dość pingera ale znowu zatęskniłam. Brakuje mi tego no i moje decyzje nie są najlepsze jeśli chodzi o odżywianie, dlatego chciałam nadrobić. Jutro znowu praca od 10 do 16. Wieczorem po pracy raczej nie będę szła do rodziców bo się zasiedzę a zależy mi żeby ogarnąć pingera i chcę wziąć Karolka na pocztę w poniedziałek przed pracą - ostatni raz na "wycieczce" był w czwartek więc trochę się bida zasiedziała.

Zgadnijcie, jest u mnie 22:20 i w domu jest 3 domowników - tak, specjalnie tak napisałam. Kolega jeszcze nie poszedł. W ogóle do D musiał iść do pracy znowu i kolega został, żeby na niego poczekać ale nie było nic wspominane na temat poprzedniej rozmowy. Odpowiadając na poprzednie komentarze - nie przepadam za kolegą - jest milszy od D i się dogadujemy ale w sumie to tylko tyle. Co prawda Tracey mi powiedziała, że moją bratnią duszą jest koleś z niebieskimi oczami i blond włosy (i podobno jest aktualnie w związku), ale nie chciałabym żeby to był kolega D (tak wygląda). Dlaczego? Bo nawet jeśli nie chcę mieszkać z D z powodu jego charakteru i zachowania, to nie chcę mu wbijać noża w plecy zdradzając go z jego najlepszym przyjacielem, prawie rodziną. To już byłby cios poniżej pasa.

Jaki plan na jutro? Spisać cały dzień, wyrzucić z siebie co mogę i ogarnąć Wasze wpisy i komentarze jak obiecałam. <3

16.12.2017 _ sobota
  • awatar tyle.: sny dziwne były, nie powiem :) ale nie każdy sen oznacza coś.. Jeśli chodzi o czekanie współlokatora, jeśli zdarza się to nagminnie to nie tolerowałabym tego wcale.
  • awatar Ach2017: Zgadzam się z Twoją koleżanką Tracey, co do snów o podróżowaniu. :) Ten sen o sztucznej inteligencji traktuję bardziej przyziemnie. Wg mnie, uogólniając mocno (na podstawie tego co piszesz o sobie + sen) w Twojej przyszłości (SI) nie ma miejsca na związek z D. (stąd odmowa wydania samochodu z autopilotem, teraz lecisz na autopilocie w związku), SI zabiła mężczyzn - Ci dwaj (D. i jego koleś) nie będą istnieć w Twojej przyszłości. Focus na nasienie to nacisk na rozsądek (biały kolor = rozsądek) moim zdaniem, przy rozstaniu z tymi dwoma. Azjaty nie rozumiem ani liczby, głównie z tego powodu, że nie miałam pojęcia, że powtarzające się cyfry mogą mieć znaczenie i stanowić ostrzeżenie/przepowiednię ze strony Wszechświata/Aniołów. Dowiedziałam się tego dopiero z Twojego bloga. Przedtem (działo się to podczas Depresji) byłam przekonana, że to jakiś objaw mózgu opanowanego przez Depresję. :/
  • awatar hononey: @Ach2017: jeśli chodzi o sen ze sztuczną inteligencją to rozumiem z jakiego punktu patrzysz i dziękuję za Twój wkład. Jeśli chodzi o liczby, to wszystko jest związane z prawem przyciągania. Jeśli robisz to co kochasz, to znaczy że podążasz ścieżką którą sobie wyznaczyłaś zanim przyszłaś na ziemię. Kiedy robisz to co kochasz, wytwarzasz wibrację która przyciąga do Ciebie synchronizacje i "przypadki" i nagle życie staje się łatwiejsze.
Pokaż wszystkie (7) ›