Wpisy użytkownika hononey z dnia 20 grudnia 2017

Liczba wpisów: 3

hononey
 
Okay, tego dnia chciałam iść na miasto załatwić sprawy przed pracą. Ogarnęłam się rano, wypiłam sok z pomarańczy, zrobiłam smoothie. Wypiłam połowę (1L) a resztę zostawiłam sobie kiedy wrócę. D dalej spał w łóżku.

Miałam iść na piechotę ale było przed 12stą (więc trochę późno) dlatego stwierdziłam, że chociaż zaoszczędzę czasu jadąc rowerem. Dla D zrobiłam kanapki, spakowałam Karolka w plecak i pojechaliśmy na miasto. Rower zostawiłam przez galerią i poszliśmy do Bergensa kupić jabłka (sprzedają Polskie jabłka po funcie - na prawdę się opłaca). Potem mieliśmy iść na pocztę do miasta, ale okazało się że przenieśli ją do galeri - wnerw mnie wziął. Z powrotem do galerii - poszłam wysłać paczkę dla Tracey. Ten kubek z Peter Rabbit, co Wam wcześniej pokazywałam.

Było już tak gorąco, że nie wyrabiałam. Kolejka taka długa. Stałam dobre 20 minut. Paczka wysłana, dotrze po nowym roku. Zeszliśmy na dół, poszłam do Sainsburego kupić sobie puszki z jedzeniem o którym wspominałam kilka wpisów wcześniej (curry, dhal i chili). Całe szczęście, że zdecydowałam się jechać na rowerze bo bym tego do domu nie doniosła.

Wróciłam do domu, lało się ze mnie... Ugotowałam ryż, podgrzałam jedzenie z puszki, posiedziałam na iPadzie i do pracy.

W pracy... był bardzo ciekawy dzień (możecie to ominąć, bo muszę się wyżyć i mieć zapisane gdzieś jak przebiegała rozmowa, gdyby ktoś się mnie pytał w pracy o rozmowę). Znowu pracowałam z Diane. Ja od 16 do 20 a ona od 15.30 do 9.30 następnego dnia. Tym razem nie dałam sobie na głowę wejść.

--> Pytałam się jej kilka razy czy bierze ze sobą dwie PP na imprezę w innym domu. Powiedziała, że tak i to jeszcze na kilka tygodni przed tą właśnie zmianą.
--> Nawet sama mi mówiła, że jeśli miałaby wybierać między jedną a drugą to wzięłaby tą drugą ze względu, że w tym drugim domu jest inny PP który bardzo ją lubi - no spoko.
--> Nawet się mnie pytała wcześniej (kilka tygodni wcześniej) czy pojadę - powiedziałam, że nie dlatego że są finanse do zrobienia, trzeci PP niedługo wróci do domu i trzeba będzie mu pomóc z gotowaniem i ogarnąć chatę.
--> Jeszcze sama się mnie pytała, czy chcę jechać na imprezę czy wolę zostać i ona zrobi finanse. Powiedziałam, że niech sobie jedzie a ja się zajmę domem.
--> Tym bardziej, że impreza kończyła się o 21 a ja pracę kończę o 20. Przecież mogła mi powiedzieć, żebym przyszła na 17 a nie 16 i zostałabym do 21. Ale jeśli przyszłam o 16 to mogę zostać tylko do 20 bo tak mam w umowie. Musiałabym prosić menadżerkę o dodatkową godzinę a menadżerkę mamy nieosiągalną.
--> A na imprezie do czego bym się przydała? Nawet jeżeli wróciłabym wcześniej to i tak musiałabym zostać, żeby pilnować jednej PP u niej w domu i czekać aż Diane przyjedzie z drugą.

Więc ona do mnie oburzona a ja do niej mówię, że nie pojadę, bo nigdy nie było o tym mowy. Wygarnęłam jej wszystko co sama mi powiedziała wcześniej tak jak Wam napisałam i wyboraźcie sobie jej szok i oburzenie, że się postawiłam. Cisza była w domu na jakieś dobre 10 minut. Ale to jeszcze nie koniec...

Wzięłam się za prasowanie i słyszę jak Diane rozmawia z drugą pracownicą przez telefon od nas z domu. Zadzwoniła z powodu (mniejsza jakiego) no i ja prasuje i słyszę jak przyciszonym głosem mówi do drugiej, że bierze dziewczyny na imprezę ale Jola powiedziała, że nie chce jechać i zostanie w domu, żeby robić finanse. No tak się wkurwiłam... Więc idę na przedpokój (ona siedziała u góry w pokoju personelu) i mówię, że nie to że nie chcę jechać, tylko to wcześniej nie było uzgadniane i jest co w domu robić. Koleżanka musiała jeszcze jakieś pytanie jej zadać ale tej już głupio było odpowiedzieć bo tym swoim powiedziała "oh, i don't know". Dobra, prasuję dalej. Schodzi na dół jakby nigdy nic, serce wali mi ze złości i nerwów i mówię do niej, że na prawdę nie chcę sobie robić z niej wrogów ale nie podoba mi się to że obgaduje mnie za moimi plecami. Ona do mnie z tekstem, że nie obgadywała bo druga ją zapytała, czy bierze dziewczyny na imprezę więc powiedziała, tak jak Wam napisałam. I do mnie, że gdyby ta druga się mnie zapytała czy jadą na imprezę to bym odpowiedziała, że Diane je zabiera a ja zostaję robić papiery. Miałam jej powiedzieć że istnieje wielka różnica między "powiedziała, że nie chce jechać...", a "musi zostać żeby zająć się domem", ale miałam na końcu języku i nie wiedziałam, jak dobrać w słowa.

Gdybym z nią pojechała, to potem bym słuchała jak ona biedna została do niewiadomo której w nocy na nogach z tym całym bajzelem na głowie i że w ogóle po co ja pojechałam na imprezę.

To nie pierwsza jej taka akcja. Kiedyś pracowałam od 9 do 16 ale Diane powiedziała, że się zajmie obydwoma PP i jak chcę do mogę iść do domu (czytajcie między wierszami - ja mam wszystko pod kontrolą, Ty już w sumie nie masz co robić więc jedź do domu). Problem jest tylko taki, że umowę mam na 20h tygodniowo. Jeśli zrobię 16h to 4h zabierają mi z przyszłego miesiąca (bo co miesiąc mamy płacone tyle samo, chyba że mniej pracujemy - lub więcej). Więc mówię do niej, że nie mogę jechać bo godziny a i tak jest coś do roboty. No to ta idzie na podwórko bo gadała z pracowanicą o której już Wam wspominałam i zaczyna jej gadać (że niby miałam tego nie słyszeć), że jak jedna PP poszła do domu, to ona też musiała iść i nie rozumie czemu ja jeszcze jestem bo przecież ona trzyma rękę na pulsie. Wchodzi do domu jakby nigdy nic. Diane poszła do domu bo skończyła pracę o 15, ja do 16. Przychodzi pracownica o której wspominałam, gadka szmatka i do mnie z tekstem co ja dzisiaj robiłam... Nosz kur... Więc jej wymieniłam, że pozbierałam liście, umyłam podłogę, wywiesiłam pranie, wyprasowałam... Ale przecież tamta ma wszystko na pulsie, co nie?

Wracając do dnia obecnego, poniedziałku. Aptetka przywiozła tego dnia leki, wszystkie zalogowałam do papierów oprócz paracetamolu bo przywieźli 86 zamiast 100. Dzownię do Diane ale nie odbiera. Godzina 19.30 oddzwania z imprezy. Tłumaczę co się stało, no spoko, udajemy że kłotni nie było chociaż na bank słowo poszło w świat. I ona do mnie z tekstem od niechcenia - no to możesz się już zawijać do domu (jej się wydaje, że ja nic nigdy nie robię). A ja do niej wywaliłam jej całą ewangelię tego co trzeba jeszcze zrobić zanim wyjdę. Cisza w telefonie. Życzę jej udanej imprezy. Dobra skończyłam pracę dwudziesta dziesięć. O 20.22 wyjeżdżam zpod domu, spakowana, zawinięta w 3 warstwy ubrań (bo rowerem do domu jadę) i Diane wychodzi z samochodu i szok na twarzy co ja jeszcze robię... Noż kur...

Wróciłam do domu, nawet nie słuchałam muzyki po drodze bo musiałam ochłonąć. Poszłam do dużego pokoju, D zszedł na dół, opowiedział czemu on jest wkurzony. Ja opowiedziałam mu swoją historię a potem wzięłam się za pisanie niedzieli na pingerze. Karolka utulałam i tyle. <3

18.12.2018 _ poniedziałek
 

hononey
 
Dzień zaczął się od przypomnienia dlaczego związek w którym jestem nie ma dłuższego sensu... Wysłałam Mamie takiego smsa:

“Sytuacja sprzed chwili. Jest 8.58. Mówię do D dzień dobry. Oboje w lozku. On do mnie też ale odwrócony plecami. Mówię żeby się odwrócił bo chce się poprzytulać. A on już stęka bo musi iść do pracy i nie ma czasu. Marudzi ale w końcu przekręca się na plecy. Mówi że do pracy musi iść a ma na 9.30 tam być no to mu mówię żeby szedł (mnie już gardło boli od powstrzymywania łez) a on do mnie ze chciał iść tylko go Poprosiłam żeby się odwrócił (nosz kur...). Wychodzę łóżka, idę do toalety, wracam. Zabieram rzeczy do ubrania. Jest 9.21 a ten dalej w łóżku. Niech się kurwa Pierdoli. Mam Już go tak w chuju że niech sobie żyje jak chce. Może mnie w dupe pocałować. JesCze się mnie zapytał o co mi chodzi. Niech sobie znajdzie kurwa jakąś larwę co będzie z niego sączyła jakieś marne grosze i niech mnie mocno w dupe pocaluje bo ja się nie dam tak traktować.”



No więc to tak z samego rana, ale potem było już tylko lepiej. D poszedł do pracy, więc mimo głupiego humoru miałam go z głowy. Wypiłam rano sok z cytryny + pomarańczy z herbatą z dzikiej róży i hibiskusa (taka mega dawka naturalnej wit C). Mi za to zachciało się sprzątać. Skóre mam w takim stanie, że mogę wykonywać więcej czynności i tak bardzo mi się nie sączy z niej płyn. Wiedziałam, że jeśli zjem coś gotowanego to zaraz się rozleniwię dlatego pilam same soki rano, żeby ogarnąć się z pracą.

Stwierdziłam, że ofiarą sprzątania padnie nasza sypiania. Zaraz po wyjściu D, wrzuciłam całą pościel do pralki a między czasie ogarnęłam sypianię. Ba... Wzięłam nawet szczotkę z szufelką i całe futerko (kocie/królicze) wyciągnęłam z dywanu. Zajęło mi jakiś czas ale byłam z siebie dumna. Śmiać mi się chciało z Karolka bo robił mi inspekcję i wszystko co mu się nie podobało. Zresztą na dole wkleję filmik jeśli mi się uda.

Dobra dom ogarnięty, ugotowałam ryż brązowy + jedzenie z puszki. Spakowałam Karolka i pojechaliśmy na miasto kupić kasztany - mmm... pychota. Potem z miasta do domu rodziców, bo Mama miała urodziny. Mama nie lubi drogich prezentów więc kupiłam jej ciastka które były ładnie zapakowane. Mama ucieszona, Tata zamówił Mamie kwiaty na urodziny. Zaniosłam Karolka na górę do małego pokoju i tam sobie siedział grzecznie.

Dziadek poprosił, żebym pomogła mu podetnąć włosy. Nigdy fryzjerką nie byłam, ale jeszcze nikomu źle nie podcięłam. No więc zaczęło się szukanie golarki Taty... W wielkim skrócie mówiąc i omijając szczegóły - cieszę się, że tam już nie wrócę. Wolę jakoś zaoszczędzić kasę niż tam wracać na miesiąc. Mimo że z D mam przesrane... to w domu miałabym jeszcze gorzej. Tym bardziej, że teraz już nie boję się postawić komuś - no z wyjątkiem D, bo z nim to nawet nie ma sensu. Znajdzie sobie jakiś powód dlaczego ma rację i weź z takim gadaj.

Dobra, Dziadek obstrzyżony. Babcia z Mamą siedzą na dole a z Dziadkiem zdecydowaliśmy, że zostaniemy na górze. Otworzyliśmy drzwi od pokoju w którym Dziadki tymczasowo śpią (bo wracają do Polski pod koniec stycznia) i pogadałam z Dziadkiem o starych polakach. Tak nawiasem to jest pokój w którym ja kiedyś spałam jak mieszkałam z rodzicami. Karolek się rozbrykał i biegał po całym pokoju. Nawet lustra się nie przeraził.

Mama zawołała Dziadka na obiad i wreszcie ja mogłam swój wstawiać. Karolek został na górze a ja zeszłam na dół. Pogadaliśmy, obiad się ugotował i zjadłam ryż z jedzeniem puszki po raz drugi. Zatęskniło mi się za Karolkiem i go wzięłam na dół. Był taki wyluzowany, że nawet w koszyku zaczął się myć. Puściłam Go żeby sobie pobiegał po kuchni. Gary zmyte, wszyscy najedzeni, poszliśmy do dużego pokoju.

Dziadek ogląda jakieś filmy na jednej sofie a ja z Babcia i Mamą na drugiej. Karolek w koszyku i zaczął sobie wychodzić na oparcie. Ubaw miałam bo po raz pierwszy taki wyluzowany był. Babcia cały dzień na niego cmokała (dalej myśli, że króliki mają mentalność psów). W końcu doszło do tego, że Karolek do niej poszedł, żeby po Babci zejść na podłogę (ubaw mieliśmy). Potem na Babcię wskoczył, z Mamą w szok ale Babcia chciała go przytulić i czar prysł (hahaha). W końcu Karolek się rozwalił pod stołem i taki zrelaksowany sobie leżał orzełek oglądając TV.

Zaczęłam się o niego martwić, bo stół zasłaniał twarz a Karolek od czasu przyjazdu nie był w toalecie (mimo, że wzięłam ze sobą). Ruszył się na całe szczęście. Mi się zrobiło trochę miejsca w żołądku to poszłam dojeść ziemniaki z kuchni. Mama jeszcze powiedziała, że marchewka jest. Powinnam była sobie odpuścić, ale cóż... Człowiek uczy się na błedach. Jak zjadłam to nie mogłam się ruszyć...

Dobra, była 19.30 mówię do Mamy, że muszę się zbierać. Powoli zaczęłam się ogarniać i tu wielkie zaskoczenie bo chyba nawet Karolkowi było nudo i nie miał większych sprzeciwów żeby wejść do plecaka.

Wróciliśmy do domu, Karolek od razu do toalety poleciał a ja ogarnęłam siebie - raczej próbowałam, bo czułam się jak beczka. Poprosiłam D, żeby pomógł mi zaścielić łóżko bo pościel wyschła. Mieliśmy ubaw z D ścieląc łóżko - dlaczego nie może być więcej takich momentów w naszym związku? Dlaczego wszystko musi się sprowadzać do jego priorytetów i kolegi? Po ścielaniu zachciało mi się spać. Nie miałam już siły na pisanie pingera.

Na samym końcu Karolek. Jak siedział na oparciu sofy, jak leżał pod ławą i oglądał filmy i nagranie jak mi robi inspekcję w pokoju. <3

19.12.2017 _ wtorek




25637002_1647186898635619_597127128_o.jpg
 

hononey
 
Jedzenie tego wszystkiego wczoraj pod wieczór dało się we znaki i o 3 w nocy obudziła mnie wątroba - ah, bidulka.

Obudziłam się o 8 ale wstałam o 10. Tak mi dobrze było wreszcie po prostu poleżeć bo nigdzie nie trzeba było iść, ani praca, ani do Mamy. Po prostu tylko ja i to co sama chcę robić.

Stwierdziłam, że skoro wczoraj tyle pojadłam to dzisiaj dam sobie trochę odpocząć. Z samego rana sok z cytryną. Zachciało mi się sprzątać. Po 10 kolega już przyszedł do D, mimo że ten w łóżku spał. Rozumiecie? Jeśli ja chcę obudzić własnego chłopaka z rana, żeby z czymś mi pomógł to nie wolno, ale jeśli kolega przychodzi to trzeba wstać jak najszybciej... Odechciewa mi się związków. Zaczynam tracić w ogóle wiarę w szczęśliwy związek.

Zaczęłam dom ogarniać. Zgłodniałam i zrobiłam smoothie. Wypiłam połowę i ugotowałam zupę ze słodkich ziemniaków, żeby była na potem po sprzątaniu (gotowane jedzenie mnie rozleniwia, ale też daje mi ten rodzaj komfortu po pracy przez cały dzień).

Wybaczcie Kochane, że to mówię publicznie, ale nienawidzę kotów. Żadnego nie skrzywdzę. Nawet jeśli mogę to nakarmię jakiegoś, pogłaskam obcego jeśli się da, ale sama nigdy w życiu nie będę mieć kota. D nie kupił im jedzenia i musiałam dzielić saszetkę na 3 koty. Dorzuciłam im trochę suchej karmy, żeby było bardziej sycące. CAŁY DZIEŃ KOTY ZA MNĄ CHODZIŁY I MIAUCZAŁY A MOGŁY MIEĆ SUCHEJ ILE CHCIAŁY. MYŚLAŁAM, ŻE ZACZNĘ ODPRAWIAĆ JAKIEŚ EGZORCYZMY BO JUŻ NIE WYTRZYMYWAŁAM. Jedną wypuściłam na dwór, zmarzła trochę, dała mi spokój. Drugiego zamknęłam w klatce. Jak zrozumiał o co chodzi to też mi dał spokój. Trzecia najwięcej rozumiała, ale dawno nie byłam taka wkurzona. Po przeprowadzce będzie tylko Karolek i ja. Żadnych innych zwierzaków.

Dobra, sprzątnęłam ile mogłam. Jutro zostanie mi podłoga w kuchni i łazience, duży pokój do ogarnięcia i toaleta.

Co dzisiaj zjadłam? Sok z cytryny 1L, sok z aloesu, 2L smoothie, 2L zupy ze słodkich ziemniaków i chyba tyle. Nie czuję się głodna ani że czegoś mi się chce. Zobaczymy jak jutro... Mam zamiar piec kasztany. <3

A no i zapomniałam. D poszedł do pracy koło 16. Razem z nim kolega. Już się nacieszyłam wolnością jak wrócił z pracy D i o 21.10 puka kolega do drzwi. Otwieram drzwi i mu mówię, że nie chcę być niemiła, ale czy nie uważa że jest za późno na odwiedziny. Na co on że nie będzie długo. Ta... jasne. Jest już prawie 22... Nienawidzę go. Za to że zniszczył mój związek z D. Za to że się cały czas wpierdala. I na D też jestem wkurwiona, że nie umie mu powiedzieć nie. Pora ztąd wypierdalać. Niedługo chyba będę składała papiery do spłudzielni. Mam dość tego pseudo-trójkątnego związku.

20.12.2017 _ środa
  • awatar Blondyneczka ☆: Dalej myślisz nad wyprowadzka ? Ja bym nie wytrzymała z tym kolegą jeszcze .. Jakby ciągle przesiadywal i to jeszcze nocami to bym chyba sie spakowala i spierdzielala .. A ty siw nie przejmuj poznasz kogoś kto Ci uświadomi, że ten związek nie byl dobry:) ZASŁUGUJESZ NA COŚ WIĘCEJ- NA COŚ LEPSZEGO:*!
  • awatar Ach2017: Czy ten Twój D. to w ogóle bawi się ze swoimi kotami?
  • awatar absolutelynot: Powiem Ci szczerze, ze ja jestem tak samo to kotów nastawiona jak i Ty! Współczuje sytuacji z D.
Pokaż wszystkie (9) ›