Wpisy użytkownika hononey z dnia 28 grudnia 2017

Liczba wpisów: 3

hononey
 
No więc poniedziałek. W poniedziałek wstałam w sam raz żeby zająć się PP. Zrobiłam śniadanie dla PP, zjadłam trochę zupy z selera i nerkowców, ogarnęłam dom i powiedziałam PP, żeby zabrała mnie gdzie chce sama iść (ona nie komunikuje się werbalnie, ale wszystko rozumie). Zabrała mnie na ciastko i kawę (czyt. ona jadła to ciastko i kawę), a ja w tym czasie próbowałam odpisywać komentarze na pingerze.

Po jakiejś godzinie, wróciłyśmy do domu, ogarnęłam chatę, przyprawiłam zupę z batatów i zjadłam. Przed 16 przyszła znajoma, wróciła z chorobowego, ale stwierdziła, że jeszcze będzie potrzebowała kilku dni (kurna, no...). Z jednej stronu super bo mogę za nią pracować (bo ktoś musi pokryć zmiany) ale z drugiej to cały czas zapierdzielam jak bury osioł.

Po drodze do domu zahaczyłam o sklepy spożywcze (zależało mi na przecenionych sałatkach dla Karolka). Kupiłam 3 pęki bazylii świeżej po 10 pensów (p) i główkę kapusty za 10p. Potem zajechałam do Tesco, dokupiłam co mogłam i były po przecenie moje ulubione wege kiełbaski (udajcie, że tego nie napisałam). I tak, zjadłam je w domu...

Po powrocie do domu zaczęło mi się strasznie nudzić. W sumie to nawet nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Większość by narzekała bo nudy, ale mi tak dobrze było. Praktycznie od czasu kiedy przyleciałam z Polski cały czas w pracy jestem (z wyjątkiem kiedy miałam urlop) i już czasami nie wyrabiałam. Także takie nudy dobrze mi zrobiły. Wytuliłam Karolka za wszystkie czasy. Koło 19 zrobiłam się senna, poszłam do łóżka. Karolek do mnie po raz pierwszy przyszedł do łóżka i położył się kołomnie. Do tego jeszcze przewrócił się na bok (flopped) zrelaksowany i po prostu myślałam że się rozryczę ze szczęścia.

Niestety przed spaniem wypiłam zieloną herbatę i za nic nie mogłam zasnąć... Może dopiero o 23 ale potem D wszedł do łóżka i znowu mnie obudził. <3

25.12.2017 _ wtorek
Pokaż wszystkie (2) ›
 

hononey
 
Okay, stwierdziłam że będę spisywała sny na pingerze. Jeśli Was nie interesuje to spoko - rozumiem. Zawsze możecie przeskoczyć do następnego akapitu. Spisuję sny dlatego, że od kiedy zaczęłam to robić sny stają się bardziej realne, mają więcej szczegółów. Myślę, że może być ciekawie.

Pierwszy był taki, że nagle siedzę w szkole podobnej do tej w naszym świecie. Siedzę koło kolegi i z tego co zrozumiałam dopiero się dostałam do tej klasy. Dostałam jakieś etui na małe urządzenie (coś w rodzaju małego komputerka), które miałam oderać po lekcji. To była lekcja była angielskiego. Miałam przed sobą ćwiczeniówkę - w połowie wypełnioną przez samą siebie. Okazało się, że kiedyś sama próbowałam prowadzić lekcję, ale mi się nie udało. Teraz sama miałam się uczyć. Jakimś cudem komputerek miałam już w etui i po wpisaniu informacji drukował przezroczyste naklejki z tekstem i autoamtycznie tłumaczył na inne języki. Po lekcji miałam zostać oprowadzona po całym "uniwersytecie/budynku". Lekcja się skończyła, weszłam na dziwną platformę która była antygrawitacyjna i spokojnie mnie wiozła przez budynek, przez recepcję aż na zewnątrz. Teraz focus przeszedł na jakiegoś kolesia ciemnej karnacji z dredami, który wyglądał trochę jak Heimdall z Thor'a (w sumie to możemy go tak nazwać na potrzeby snu). Miał w telefonie kamerę ustawioną na cały akademik i rozmawiał z kimś o mnie. Ktoś zapytał czy rozpoznałam się z miejscem. Heimdall odpowiedział, że właśnie platforma mnie wywiozła poza budynek i nagle spostrzegł mumię idącą w kierunku mojego pokoju w akademiku (chciałabym tylko zaznaczyć, że nigdy nie mieszkałam w akademikach, więc sen tym bardziej dziwny). Pobiegł w kierunku tego pokoju. Jakimś cudem ja wróciłam na plan i jedynym sposobem żeby zabić mumię, było wypuszczenie karaluchów/chrząszczy, które te mumie zamieniały w proch jednocześnie same ginęły. Przybiegłam do Heimdall'a, wypuściłam karaluchy, zjadły mumię i został tylko jeden chrząszcz. Heimdall się na mnie patrzy i za chwilę się okazuje, że nie ma już robali a skądś idzie cała grupa mumii. Jakimś sposobem się ich pozbyliśmy i skończyłam u niego w pokoju (wiem, dwuznaczne). Nie pamiętam dokładnie, ale on też chyba jakoś zginął. Więcej z tego snu nie pamiętam.

Potem był drugi. Była jakaś mała wyspa niedaleko poza stałym lądem. Była tam jakaś fabryka i dziewczyna miała wysłać wiadomość do swojej siostry która była na stałym lądzie. Ja również byłam na stałym lądzie, na plaży ze znajomymi i było ciepło. Był najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziałam i za każdym razem kiedy próbowałam zrobić zdjęcie, ktoś mnie tykał łokciem i wszystko wychodziło rozmazane. Siostra wysłała wiadomość w szklanej butelce ale wiadomość nie doszła na czas i przez to wybuchła bomba atomowa na tej wyspie. Wtedy zrobiło się ciemno, ja ze znajomymi w szoku ale z jakiegoś powodu chmura się zatrzymała, nie szła do góry jak po wybuchu tylko tak jakby ktoś ją zatrzymał. Nagle pojawiło się cudowne różowe światło koło chmury po wybuchu. Nikt nie wiedział o co chodzi. Wybuch praktycznie nie miał jakiegokolwiek wpływu na wyspę a różowe światło zaczęło się do nas przybliżać. Okazało się, że to statek kosmiczny i odleciał w niebo. Zadzwoniłam do mamy żeby jej o tym powiedzieć i niedługo potem się obudziłam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Okay, no więc wstałam rano, soki wypiłam ale nie chciało mi się smoothie robić i zjadłam musli (wiem nie powinnam, bo od tego psuje mi się skóra ale byłam na serio głodna). Ogółem wiele nie zrobiłam rano. Chciałam iść na solarium i pojechać po zakupy do Aldiego. Stwierdziłam, że obiecałam Karolkowi, że pojedziemy do jego lasu a była 14 (niedługo miało się ściemniać) więc spakowałam Karolka i pojechaliśmy.

Karolek zadowolony, udało mi się zrobić kilka zdjęć (nawet nagranie) ale tak mi zmarzł, że kiedy wskoczył na ręce to aż się trząsł. Zawinęłam go w kocyk, włożyłam do plecaka i wróciliśmy do domu. Jezu, jak ja zmarzłam! Karolek cały i zdrowy. Poczekałam aż mi zrobiło się cieplej i pojechałam na solarium na 3 min (tam to dopiero mnie rozgrzało!) a wracając zahaczyłam o Aldiego. Muszę się pochwalić bo kupiłam tylko to co potrzebne. Przechodziłam obok zamrarzarki z udawanymi nuggetsami i kiełbaskami i nie kupiłam!!! Jezu jaka jestem z siebie dumna! Wróciłam do domu i zjadłam ciastka od Babci D i trochę czekoladek wegańskich. Oj za słodko mi było...

A co potem? Nie za wiele. Kolega codziennie przychodzi więc nie ma już sensu nawet tego pisać bo to oczywista oczywistość. Poszłam do łóżka koło 20 ale znowu nie mogłam zasnąć. Byłam tak wkurzona na D za ten pseudo-związek w trójkącie, że nie mogłam spać. Na sam koniec zdjęcia Karolka z naszej krótkiej wycieczki. <3

27.12.2018 _ środa

26177540_1654301217924187_1626365316_o.jpg

26142655_1654301211257521_776791498_o.jpg

  • awatar absolutelynot: Ze ja dopiero zalapalam, ze Karolek to krolik...
  • awatar Ach2017: @absolutelynot: U mnie też długo trwało, zanim odgadłam, że to królik. :D
  • awatar Ach2017: @hononey: Następnym razem skorzystam z Twojej podpowiedzi, by ominąć czytanie snu. Robaki brrr! :/
Pokaż wszystkie (5) ›
 

hononey
 
Obudziłam się o 8. Śniły mi się konkretne pierdoły, szkoda pisać. Czytałam coś na iPadzie, D spał obok - nawet nie spał w sumie. Przytuliłam się do niego. Proszę, żeby się odwrócił, bo chcę się przytulić i widzieć jego twarz a on do mnie "Po co?" z pretensjami. Powiedziałam, że nie ważne. Zaczęłam się ubierać i tylko oglądał.

Nakrarmiłam koty, wytuliłam Karolka. Wypiłam soki i zabrałam się za sprzątanie chaty. D też wyczuł o co chodzi i odkurzył. Wypiłam smoothie. Dzwoni telefon. Julia znowu na chorobowe przeszła i Diane się pyta czy przyjdę na weekend do pracy. No mówię, że tak mimo, że 30 na 31 i Sylwester. Ale podobno rodzice mają przyjechać po PP o 11 i mogę do domu wracać, ale i tak będę miała płacone do 16. I to jeszcze podwójnie dlatego, że to są specjalne holiday'e.

Jeszcze się mnie zapytała czy firma mi nie zalega z godzinami i powiedziałam, że sprawdzę. Okazało się, że menadżerka znowu mi zalega z godzinami. Tym razem 40 godzin za Listopad. Ahh... Wdech i wydech. Ugotowałam zupę z batatów. Posiedziałam na laptopie i potem jeszcze ugotowałam dwa ziemniaki.

Na koncie zostało mi trochę kasy i stwierdziłam, że je wypłacę i schowam do skarbonki. Poszłam do bankomatu. Mieszkam w trochę głupiej dzielnicy więc miałam stracha. Poszłam do TESCO bo tam bankomat jest cały czas. Zaczepia mnie bezdomny, że chce kilka groszy na herbatę. Mówię, że nie mam bo mam tylko kartę a kasy ze sobą nie noszę. Do tego na nodze miał wielką ranę od wstrzykiwania sobie narkotywków (tak, ja nazywam rzeczy po imieniu). Szkoda mi go było, bo na prawdę dzisiaj zimno było ale kurna już tyle razy pomogłam bezdomnym i nie nawidzę czuć się wykorzystywana, zwłaszcza że nie wiem na co je konkretnie wyda. Poszłam do TESCO, przeprosiłam ochroniarza, że nie chcę walić stereotypów i żeby miał na mnie oko przy bankomacie. Bankomat nie działa...

Wróciłam do domu (nie chciałam, żeby tamten szedł za mną) i miałam po rower iść ale stwierdziłam, że za szybko zmarznę. Rzadko chodzę na spacery, to poszłam na spacer. Nadal nie wiem jak udało mi się do domu wrócić bez rabunku, ale nawet policja koło mnie przejeżdżała (dziękuję Wszechświecie) i nawet zwolniła. Doszłam do domu, napisałam pingera i zaraz kładę się spać bo jutro do pracy od 9 do 16... <3

28.12.2017 _ czwartek
  • awatar Ach2017: To miałaś nieprzyjemne przeżycie. :/ Współczuję!
  • awatar ms moth: Ta sytuacja z D. z przytulaniem - znowu tak jak z moim D., ale za to to że Twój widział jak sprzątasz i sam się wziął za odkurzanie - u mojego D. nie do pomyślenia! Jego trzeba prosić się i MOŻE po tygodniu to zrobi. xD Btw dziękuję za miłe słowa ostatnio u mnie pod wpisem. Powiem Ci, że u Ciebie też coraz bardziej mi się podoba. <3
  • awatar Ach2017: Gdzie się podziałaś? :)
Pokaż wszystkie (5) ›