Wpisy użytkownika hononey z dnia 6 grudnia 2017

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Witajcie Kochane. Wstałam z łóżka przed 9. Tata przyjechał z samego rana odebrać ziemniaki i przy okazji podpompował koło w rowerze.

Ogarnęłam się rano z jedzeniem: 1L sok z cytryny, sok z aloesa, 1L sok z selera, 1L sok z pomarańczy z hibiskusem i dziką różą. 1L smoothie + witaminy i minerały.

D jak zwykle w cudownie chujowym nastroju. Jeszcze się dobrze nie obudził a już cały świat się na niego uwziął. Dobra, trzeba było jechać po banany. Ogarnęłam się i pojechałam. Trochę sprawę spierdzieliłam. Byłam taka padnięta tą jazdą (jeszcze na drogę wziełam smoothie żeby nie było, że nie przygotowana), że chciało mi się czegoś tłustego i solonego. Poszłam więc do wege alejki i kupiłam udawaną 2 x udawaną szynkę i 2 x udawane kiełbaski. Jedną opakowanie szynki zjadłam, drugi rodzaj mi nie smakował. No i zjadłam też te kiełbaski. Ale wiecie co? Od czasy kiedy zaczęłam się lepiej odżywiać, jakoś to wszystko sztucznie smakowało. Poza tym doszło do mnie, że zupy z batatów muszą wrócić do mojego menu, bo znowu mnie ciągnie do tłustego.

Wróciłam do domu, było po 14. Miałam do Mamy jechać żeby pomóc ze sprzątaniem domu przed przylotem dziadków z Polski, ale Mama powiedziała, że zanim przyjadę to już będzie późno, ciemno i takie tam. Po raz pierwszy zależało mi na prawdę z całego serca żeby Mamie pomóc z porządkami. Po pierwsze, dlatego że teraz mieszkam sama nikt mnie do tego nie zmusza i wiem jak to jest. A po drugie, bo na prawdę kocham Mamę i wiem ile to dla niej znaczyło. Powiedziałam Jej że wcale nie musimy tego robić razem (bo Mama zaczęłam sprzątanie już w zeszłym tygodniu), tylko ja przyjdę, Ona sobie odpocznie a ja będę robić co mi powie. Mama się ucieszyła, zgodziła i przed 15 byłam u Mamy. Poprosiłam tylko żeby mi zrobiła zieloną herbatę. Przyjechałam, herbata gotowa. Jak zwykle plotki obgadane, powygłupiałyśmy się trochę.

Wzięłam się za wynoszenie "niezbędnych" rzeczy osobistych Taty do garażu w którym już od tych "niezbędnych" rzeczy nie ma miejsca. Pogadałam trochę z Mamą, potem Mama powiedziała że koniec sprzątania a ja na to że nie. No to jeszcze powiedziała że drzwi wejsciowe. Mama poszła spać a ja ogarnęłam drzwi. Tak mi było fajnie pomóc Mamie wreszcie.

Drzwi ogarnięte, stwierdziłam że dawno nie wyprowadzałam Stelli na dwór. Stella to pies sąsiadów którą często zabierałam na rower żeby się wybiegała, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami no i Bunia żyła. Wzięłam Stellę i poszłyśmy na spacer. Wypuściłam ją na ogrodzony teren. Po jakiś 20 min wołam Stellę (wcześniej ją widziałam) ale nie przychodziła. W końcu zaczęłam się martwić bo ciemno a ona sprytna i myślałam że gdzieś uciekła. Idzie koleś z psem i pytam się czy widział. Nie widział ale jak zobaczy to powie. Chodzę wołam, już na FB miałam pisać że pies zaginął w końcu koleś się wrócił i jego pies przyprowadził Stellę. Wróciłyśmy do domu. Właściciele Stelli zgodzili się żeby rodzice ją co jakiś czas wyprowadzali. W maju mają jechać na wakacje na tydzien i nie beda mieli z kim zostawic a rodzice chca ja przyzwyczaic do siebie zeby szoku nie bylo. Poza tym rodzicom zaczyna brakowac psa w domu. Ja na szczescie mam królika i królik jako tako zawsze ma jakieś zajęcie (z kotami się pobawi albo ktoś go pogłaszcze). A gdyby rodzice wzieli psa to by byla meczarnia. Mama w pracy, tata w pracy i zwierzak 10h sam w domu. Szkoda.

Wróciłam do domu, posprzeczałam się z D i poszłam do siebie do pokoju. Wypiłam smoothie i wzięłam się za pisanie pingera. Popisałam z Siostrą i w sumie tyle. Jutro jadę do Lincoln na cały dzień z pracy więc raczej mnie nie będzie. Kocham. <3
Pokaż wszystkie (3) ›