Wpisy użytkownika hononey z dnia 17 stycznia 2018

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Stwierdziłam, że skoro taka długa przerwa z wiadomych powodów, będę pisała pod kolejnym numerem (zamiat 57 + tyle ile mnie nie było). Postaram się jak najwięcej napisać z tego co pamiętam ale dużo tego nie ma więc najprawdopodobniej będę tylko więszke akcje.

29.12.2017 _ piątek (ten dzień jeszcze jakoś napisałam w telefonie) Wstałam rano ale nie mogłam się ogarnąć. Nakarmiłam koty, zrobiłam soki ale na smoothie już nie miałam siły ale musli zjadłam. Po drodze do pracy zgubiłam zapięcie do roweru... Shit. (dzisiaj tj. 17.01.18 kupiłam nowy, lepszy i tańszy). W pracy szybko pogadałam z koleżanką. Z racji, że śnieg padał nigdzie nie mogłam wyjść z PP więc siedziałyśmy w domu i oglądałyśmy filmy. Czas szybko zleciał i następna osoba przyszła godzinę wcześniej na zmianę żeby mnie zmienić. Tego dnia zjadłam 2 paczki chipsów i ziemniaki. W domu jeszcze lepiej, bo zjadłam kolejne cztery... Potem pojechałam na solarium a w drodze powrotnej poszłam po zakupy do Aldiego płacąc 6.66, lol. Kolega został aż (albo tylko do) 23.00. D miał iść do Babci ale nie poszedł.

30.12.2017 _ sobota Koleżanka zachorowała i musiałam za nią robić tą zmianę (z soboty na niedzielę). No żesz kurr... Nie chciałam pracować w sylwestra i dlatego specjalnie zgłosiłam się żeby pracować w święta, żeby Sylwestra mieć wolnego. Od samego rana wzięłam się za porządki i robiłam sobie soki do picia. Wysprzątałam wreszcie kibel do czystości - nigdy taki biały nie był. Toaleta miała być do zrobienia dla D ale potem on stwierdził, że tej toalecie nic nie było. Nawet nie chcę pisać Wam jego definicji czystości... Pojechałam na miasto kupić jedzenie dla kotów D, żeby starczyło na 4 tygodnie. Nie wiem jak się zabrałam z tym, ale jakimś cudem wróciłam do domu. Przy okazji jakaś kobieta widząc ile mam jedzenia dla kotów, zapytała czy lubię a ja powiedziałam szczerze że nienawidzę ale należą do mojego chłopaka więc mu pomagam. Opowiedziała mi o kocie którego musi oddać. No więc wróciłam do domu, ogarnęłam się i do pracy. To był na prawdę spokojny wieczór. Lekarz miał przyjść do jednego PP ale było już po 22 więc kładłam się spać myśląc, że nie przyjdzie. 22.30 słyszę pukanie no i wtedy się zaczęło... Lekarz przyszedł, musiałam wysyłać o północy PP do szpitala, całą noc dzwonienie do szpitala, uspokajanie go przez telefon... Po prostu noc nieprzespana ale w całej sytuacji załapałam dodatkowe punkty u nowej menadżerki więc się opłacało.

31.12.2017 _ niedziela Pracę skończyłam po 14 a miałam kończyć o 11. Przez ten incydent skończyłam tak późno. Przyjechałam do domu zmordowana, kolegi nie było - o dziwo i był tylko D. Dokładnie nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam że tego dnia dużo rozmawialiśmy. O 18 leżałam już w łóżku, a D stał w sypialni i gadaliśmy. Martwił się, bo do pracy chcieli go zaciągnąć na ostatnią chwilę i wreszcie mu powiedziałam, żeby dał sobie spokój. Że go używają i nie szanują i że gdyby to było takie ważne to dostałby wiadomość i kilka osób próbowałoby się dodzwonić. Uspokoił się trochę. Nieprzytomna przysnęłam i obudziłam się o 22. D powiedział, że kolega próbował się do niego dodzwonić żeby przyjść ale go zignorował (szok). Potem o północy obudziły mnie fajerwerki i D stał w drzwiach więc mu życzyłam wszystkiego najlepszego. D poszedł spać ale nie wiem o której. Ja zaraz potem zasnęłam.

1.01.2018 _ poniedziałek Z tego co wiem kolega tego dnia przyszedł już o 12.30 po południu a poszedł przed północą... Pamiętam że tego dnia chyba pojechałam do rodziców i spędzić trochę czasu z Dziadkami. Oczywiście Karolka wzięłam ze sobą.

Więcej nie pamiętam za dobrze. Ogółem kolega przychodził jak chciał bo mógł i nikt mu nie powiedział NIE WOLNO. Chodzę regularnie na solarium ze względu na skórę i wit D3 ale nie będę ściemniać - opaliłam się delikatnie. Chodzę co drugi dzień na 4 minuty. Powodem dla którego nie mogłam pisać było właśnie dlatego, że cały czas robię oprócz swoich zmian, zmiany koleżanki która jest na chorobowym. Wbrew pozorom to na prawdę dużo roboty i rzadko kiedy miałam okazję wejść na kompa. W zeszłą niedzielę złożyłam papiery do spłódzielni. Jeszcze tylko brakuje informacji od Landlorda, ale po nie idę jutro żeby mi wypełnił.

Więc zacznijmy od ostatnich dni które pamiętam dobrze...

12.01.2018 _ piątek Byłam po pracy, siedziałam na górze. Dzień wcześniej prosiłam D, żeby łóżko pościelał, bo już tak śmierdziało potem że nie dało się wytrzymać więc wrzuciłam do pralki i miał pościelać łóżko. D z kolegą u siebie w pokoju. Praktycznie cały dzień w domu patrząc w laptopa, kiedy może wymienić kryptowalutę. Jedynie musiał iść spotkać się z innym kolegą, żeby kase mu oddał. Zimno mi było, więc poprosiłam D żeby mi zrobił herbatę, no ale że on gra to spoko. Mogę chwilę poczekać. Zrobił mi tą herbatę, dokładnie tak jak lubię i zrobiło mi się miło, bo na prawdę od czasu nowego roku tak jakby nowy człowiek się w nim obudził. Po prostu mi było tak miło. Wrócił do pokoju i powiedziałam, że niedługo będziemy łóżko ścielać (razem szybciej) i będę kładła się spać. W końcu mówię, że pora spać, idę do niego do pokoju, siedzi na fotelu, dalej gra na komórce, kolega obok i przytulam się do D na fotelu i mówię, że pora na ścielanie. A on do mnie z wyrzutami, że dlaczego on musi w tym uczestniczyć (mimo, że mu mówiłam) i cały czas do niego mówię zrób to, zrób tamto (chodziło mu o herbatę) i nie ma nawet 5 minut dla siebie (mimo że grał na komórce z kolegą). Powiedziałam okay i wyszłam. Tak mi się przykro zrobiło. On za mną, że mi pomoże bo potem będę robić mu wyrzuty sumienia, że nie pomaga mi. Mówię mu, że go nie potrzebuję, że zrobię sama. On do mnie, że pomoże (od niechcenia) a ja powiedziałam, że niech sobie idzie. Sama sobie zrobię. Pościelałam łóżko i leżałam po cichu płacząc. Zabrałam Karolka do pokoju, żeby miał dojście do kuwety i zamknęłam drzwi od sypialni. Kolega nie wiem o której poszedł. D wchodząc do łóżka później chciał się we mnie wtulić ale ja już miałam dość i się odsunęłam na swoją połówkę więc ten się odwrócił. Zasnęłam.

13.01.2018 _ sobota Rano po prostu było cicho. Nie rozmawialiśmy. Stwierdziłam, że skoro mam go błagać o pomoc to ja się tak nie bawię. Przestawiłam kosze na śmieci i inne sprawy. D prawie nosiło, taki był wkurzony. Rano piję teraz same soki - aloes, woda + sok z cytryny + pomarańcze, sok z selera, sok z buraka + jabłko + woda, sok z marchewki (jeszcze myślę o soku z ogórka). Broń boże się nie odchudzam na siłe, jakoś samej mi tak przyszło z tymi sokami. Skóra do tego jak szybko zaczęła się goić i opuchlizna z twarzy znikła wreszcie. Pojechałam do pracy, po drodze pogadałam z Mamą. W pracy doszłam do wniosku, że dalej nie mogę tego ciągnąć i będę musiała zerwać z D. Nie dzowniłam do niego (zazwyczaj dzwonię tak po 21 kiedy już wzięłam prysznic). Mniej więcej o tej godzinie wysłał mi serduszko ale nie odpisałam. Potem wysłał mi zdjęcie przesyłki z Amazona. Też nic nie odpisałam. Po prostu chciałam poczekać z rozmową do następnego dnia. Poszłam spać, ale byłam spokojna.

14.01.2018 _ niedziela W pracy szybko zleciało (niestety). Koło 12.00 wysłał mi wiadomość Okay. W sensie, że rozumie że mam focha na niego i ma to konkretnie w dupie. Odpisałam że jestem zajęta w pracy i w domu porozmawiamy. Wróciłam do domu i był wysprzątany na tip top. Destylarka była wypełniona na maxa wodą tak jak prosiłam od kilku dni. Nie było się do czego przyczepić, widać było że mu zależy. D zszedł na dół, nawet kolegi nie było i powiedział niepewnie Hello. Poszłam do kuchni, żeby napić się wody. Poszedł za mną. I mu powiedziałam, że chcę się wyprowadzić i mieszkać sama. Że tyle razy już prosiłam żeby kolega szedł do domu wcześniej, albo żeby w domu coś zrobił. Że jestem już po prostu tym wszystkim zmęczona.

Na więcej nie mam siły. Postaram się dopisać następnym razem. Na koniec Karolek jedzący smoothie. <3

  • awatar Ach2017: Przykro mi, że D tak Cię traktuje. :(
  • awatar ms moth: Im więcej piszesz o D. tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jest jak mój... Zero pomocy, nawet przy drobiazgach, które zajmują dosłownie 5 minut, bo po co, lepiej poświęcić to na granie na telefonie i narzekać potem, że nie ma się na nic czasu, prośby w jego stronę, z których i tak nic sobie nie robi, zero zaangażowania w domu, eh... Doskonale Cię rozumiem, też jestem tym zmęczona i po prostu mam dość. Bo co jak co, ale to bardzo denerwuje, a do tego jak tak długo trwa i nie ma żadnej poprawy (albo tylko chwilowa) to szału można dostać. Trzymaj się, czekam na dalszy ciąg. PS: Dobrze, że masz Karolka <3
  • awatar pingeromania22: Axg problemy z facetami którzy na Nas nie zasługują ;( super się Ciebie czyta ;*
Pokaż wszystkie (5) ›