Wpisy użytkownika hononey z dnia 27 lutego 2018

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Dzisiaj napiszę trochę wcześniej wpis bo akurat mam się ochotę wygadać a przez kilka dni nie będę miała dostępu ani możliwości, żeby się wygadać.

Jutro rano muszę wyciągnąć kasę z konta na wynajem, kupić ziemniaki i pojechać na małe zakupy. Potem do pracy na 16.00 aż do następnego dnia (czwartek), kończę o 9.30, szybko do domu i znowu do pracy na 15.30 i dopiero w piątek kończę o 16.00. Weekend na szczęście będę miała wolny, ALE w sobotę muszę porzygotować pokój na malowanie a w niedzielę zabieram Karolka na pokaz zwierząt o którym wcześniej psiałam. W Poniedziałek będę miała kolejną sesję z Tracey (4 godziny) bo muszę się wypytać kilka rzeczy. Dopiero wtorek, środa będę miała na prawdę wolny. W czwartek do pracy na spotkanie z menadżerką i piątek znowu praca. Po pracy spotkanie z nowym medium, które będzie organizowane blisko miejsca gdzie pracuję i potem w weekend znowu do pracy. Także same widzicie, że u mnie przez pewien okres będzie cisza.

(Dla tych, dla których przycinanie pazurków u zwierząt jest mało ciekawe, polecam w tym momencie skończyć czytanie, bo tylko się zanudzicie, a ja i tak potrzebuję się wygadać.)

Poza tym, piszę bo dzisiaj udało mi się Karolkowi przyciąć pazurki. Co prawda robiłam to wcześniej, ale nie z takim sukcesem. Od początku... Karolek zawsze bardzo się stresował całym obcinaniem, wiadomo bo nie rozumiał i takie tam no i ja nie miałam wprawy. Zwłaszcza, że Buni mogłam robił cały manicure maszynką, kiedy ta spokojnie leżała na boku. Ale z racji faktu, że pazurki u Karolka nie były już dawno robione więc powiedziałam mu wczoraj: "Karolek, jak nic jutro pazurki przycinamy i już nie ma wymigiwania się. Przycinamy i już." No i dzisiaj rano, zjadłam śniadanie i mówię do Karolka, że będziemy przycinać. Jakoś specjalnie go to nie przejęło, ale kiedy wzięłam klatkę żeby go złapać (Karolek nie lubi być podnoszony, ale lubi sam wejść do klatki i klatkę wtedy można podnieść) to zrozumiał że nie żartowałam. Wyjęłam matę gumową na blat w kuchni i Karolek sobie wyszedł. Tętno podwyższone ale jakoś był bardziej wyluzowany niż zwykle.

Cały czas do niego mówiłam, jaka jestem z niego dumna i że nie wszystkie zwierzaki tak pozwalają właścicielom a on mi tak ufa i wogóle. I ładnie dał mi łapkę (to znaczy sama wzięłam, ale mi jej nie wyrywał) i podzięłkowałam. Przycinanie pazurków jest o tyle trudniejsze, że Karolek ma ciemne paznocie więc u niego bez podświetlenia nie widać gdzie ma wrażliwszą część paznokcia, albo potocznie mówiąc "mięso". Także starałam więc podcinać o wiele wyżej, ale największy problem miałam z "kciukiem". I tu na ratunek przyszedł D! Powiedział, że pomoże (szok).

Przycięliśmy pazurek ale z racji, że Karolek nie dawał ruszyć tylnych łapek (chował je pod sam pempek), poprosiłam D, żeby go potrzymał tak żeby było widać tylko dolne łapki. No i lewe górne i dolne paznokcie przycięte. Zaczynałam czuć mokro przy kuperku więc chyba chciało mu się do toalety i go wypuściliśmy. Zagoniłam go na piętrze do króliczej toalety i był taki bida "zmordowany" a aż na boku się w kuwecie położył i stres z niego wychodził. Stwierdziliśmy z D, że damy mu czas ochłonąć. D poszedł na fajkę, a ja w międzyczasie opowiadałam Karolkowi jaki był dzielny i że sprawił mi tyle szczęścia tym że tak bardzo mi zaufał bo nie wszystkie zwierzaki sobie pozwalają.

D wrócił z fajki, ja dokończyłam jedzenie i poszłam po Karolka. Nie opierał się, żeby wejść do klatki kiedy ją przyniosłam i znowu ładnie wszedł na stół. Przednia prawa łapka poszła bez problemu, ale kiedy D go wziął na ręce cały czas się przekręcał żeby mu podciać pazurki u lewej więc było trochę zamieszania. Z mojego iPada leciała miła klasyczna muzyka więc też wierzę ze trochę mu pomogło. Pazurki w końcu podcięte (na szczęście króliki nie mają "kciuków" w tylnych łapkach). Zaniosłam Karolka do naszego łóżka i wypuściłam.

Karolek zszedł i usiadł w drzwiach i zaczął się myć i już nie oddychał stresowo. Był bardzo spokojny. Znowu zaczęłam mu dziękować i prawić komplementy, jaki był dzielny, itd. Buzi nawet mi dał! Całą twarz mi wylizał, więc chyba zrozumiał o co chodziło z pazurkami. Wygłaskałam go i wycałowałam, jeszcze futerko trzeba było wczesać bo przecież niepoukładane po takim zabiegu i Karolek w siódmym niebie zaczął "mielić zęby" (to jest taki rodzaj króliczego mruczenia). Usiadłam na samej górze schodów i Karolek podbiegł, zawinął się przedemną w bochenek i "głaszcz mnie Mama bo grzeczny byłem, jeszcze raz posłucham jaki jestem dobry królik". Ba! Nawet niedługo potem na dół zeszłam i on zaraz za mną.

Widać pazurki jednak za długie były, ale ja nadal się uczę i Karolek sam się przyzwyczaja, jednak za każdym razem lepiej. Zdecydowanie uważam, że to był sukces. Wierzę, że są profesjonaliści którzy potrafią przyciąć pazurki w 5 minut, ale my z Karolkiem nadal jesteśmy na etapie nauki. Tym bardziej, że we wtorek planuję wziąć go do weta na sprawdzenie, czy moje przycinanie jest na szóstkę.

Dobra Kochane. Tym miłym akcentem kończę wpis i nie wiem kiedy z powrotem się odezwę ale bloga nie zamykam, także na pewno napiszę. <3
  • awatar ms moth: Rzeczywiście masz napięty harmonogram na najbliższe dni. Poza tym bardzo dużo godzin naraz pracujesz! Nie męczy Cię to? Podziwiam. Ale kochasz i dbasz o Karolka, bardzo to widać. :) Świetnie trafił <3 No i może rzeczywiście D sobie coś przemyślał? Teraz ta pomoc, wcześniej te przytulenie się i rozmowa, co prawda po wcześniejszych humorkach, ale jednak. Szczerze mam nadzieję, że będzie częściej się wykazywał i Cię zaskakiwał, bo jak wiesz wiem co czujesz i mimo wszystko dalej trzymam za was kciuki. Kończę mój wywód, dużo energii w najbliższym czasie życzę, zapewne się przyda :*
Pokaż wszystkie (1) ›