Wpisy użytkownika hononey z dnia 16 marca 2018

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Hey Kochane. <3

Trochę mnie nie było, ale to wcale nie oznacza, że uciekłam. Jak wspomniałam, byłam zajęta. Niedługo kładę się spać, więc postaram się wszystko jak najbardziej streścić.

Dużo się u mnie podziało i dlatego nie mogłam pisać. No więc jak zwykle najważniejsze sprawy. Karolek wylądował u Vet'a. Miał zastój jelit a to u królików bardzo niebezpieczne - mogą umrzeć. Niestety przez to, że Karolek zmienia sierść na wiosenną, dużo się liże, sierść staje w jelitach i jest blokada. Gdybym w niego mogła więcej wepchnąć siana, to jeszcze dałby radę, ale z racji że Wać Pan jest humorzasty i lubi wybrzydzać, to cholera mała je sianko tylko z ręki... No i weź tu siedź z nim cały dzień, żeby sianko jadł. Raz już mu zmieniłam, to tak się oblizywał bo jakie to sianko ładnie pachnie i jakie zielone, i ah i oh a teraz konkretnie ma na nie wyjebane. Wracając do tematu, Karolek cały i zdrowy. Kupiłam mu kolejne sianko i ma teraz 3 do wyboru (rozpuściłam sierściucha na maksa, no ale tak go kocham, nooo...).

Druga sprawa, wreszcie mam prawie wyremontowany własny pokój - D zrobił mi u mnie półki. Do tego sypialnia też już wreszcie pomalowana. Ba! Nawet firankę kupiłam, lol (Mama nawet nie mogła uwierzyć z tą firanką). Więc wreszcie zaczynam czuć, że to jest dom.

Na spotkanie z medium nie udało mi się pójść, bo Karolek był u vet'a tego samego dnia, ale to nic. Naważniejsze, że pogadałam z Tracey. Cały czas Tracey słyszała od moich Opiekunów, że mają dla mnie wielkie plany ale nic nie chcieli powiedzieć. Jedyne co powiedzieli w wakacje, to że powoli będą podwyższać moje światło i ogółem moja sytuacja się poprawi. No i że czeka mnie zmiana pracy. Za jakieś kilka lat będę musiała się przeprowadzić do innego kraju. Będzie mi trudno, ale jeśli się zdecyduję to będzie mi o wiele lepiej.

No więc zawsze pod koniec naszej rozmowy się pytam, czy moi Opiekunowie mają jakąś dla mnie wiadomość. No i Tracey dostawała jakieś wskazówki, słowa kluczowe ale nie chcieli jej nic powiedzieć, jedynie tylko że to będzie związane z pomaganiem ludziom i odżywianiem. No więc powiedziałam Tracey o moim planie otworzenia kliniki dla ludzi z problemami odżywiania, że to da się wyleczyć bo w mózgu zalegają metale ciężkie które są odpowiedzialne za takie i nie inne myśli i że to nie jest choroba psychiczna, którą można zaleczyć zmuszając takie osoby do jedzenia niezdrowego, tuczącego jedzenia. I dopiero wtedy Tracey mogła więcej powiedzieć, bo Opiekunowie chcieli, żebym sama to powiedziała własnymi słowami. Powiedziała, że pierwsza "klinika" (nie lubię tego słowa - za bardzo brzmi szpitalnie) musi powstać w Polsce i dlatego będę musiała się tam przeprowadzić. Więcej Wam nie zdradzę, bo sama muszę dużo przemyśleć i po prostu, ogółem, także, ten...

A właśnie, a propos myślenia. Ostatnio przestałam pisać na pingerze i się to odbiło na moim jedzeniu. Do tego jeszcze doszło to, że nie miałam dostępu do pożądnego jedzenia i wszystko poszło w las. Wczoraj jadłam praktycznie same czipsy (piszę o tym dlatego, żeby to z siebie wyrzucić - skoro wszyscy o tym wiedzą, to nie muszę się z tym ukrywać i przez to czuć winna). Dzisiaj za to miałam swoją pierwszą zmianę od 8 rano do 16 po południu i nie miałam czasu niczego przygotować do jedzenia. Jedyne co w domu wypiłam sok z pomarańczy z moimi domowymi dodatkami o których wspominałam kilka razy. Zapomniałam wspomnieć, że mam zapalenie pęcherza a bakterie nienawidzą wit C - to działa na nie jak trucizna. Z racji faktu, że nie miałam żadnego jedzenia ze sobą w drodze do pracy pojechałam po smoothie sklepowe i wydałam za 4 szejki niecałe 9 funa (to dużo) ale powiedziałam, że walę to - przynajmniej pomoże mi z pęcherzem i nie będe na okrągło wpierdzielała czipsów i innych schorzeń.

No i przez to że cały dzień byłam zajęta, piłam butelkę co godzinę i muszę powiedzieć że to było na prawdę miłe uczucie tak po prostu pić gotowce. W pracy zjadłam tylko ziemniaki (bo tam trzymam worek w garażu) i w czasie powrotu do domu ogarnęło mnie jakieś dziwne uczicie - nawet nie wiem jak to opisać. Wiatr był bardzo silny, ale na szczęście popychał mnie do przodu na rowerze. Przez to nie musiałam tak bardzo pedałować, nie słuchałam nawet muzyki i wpadłam w trans zamyślenia. Tak mi się organizm wyciszył, że nawet nie miałam ochoty ust otwierać. Po prostu czułam się tak spokojnie, błogo, cicho, zbalansowana, itd.

Przyszłam do domu i nie miałam ochoty wydać jakiegokolwiek dźwięku. Nawet pisać nie miałam ochoty, po prostu w głowie panowała istna cisza. Wszystkie myśli się uspokoiły, panowała cisza. D dwoił się i troił dlaczego nie chcę rozmawiać, dlaczego leżę na łóżku i patrzę się w sufit, a ja czułam jakby mój mózg leciał na mega dawce endorfin.

Jeszcze w drodze do domu na rowerze zaczęłam mieć dziwne myśli. Zadłam sobie sprawę, że z kolegi D jest taki zakurwiały pasożyt. Pasożytuje na życiu/czasie innych bo nic nie może zrobić ze swoim. Nawiązując do tematu myśli, mój kolega z college'u który bardzo, ale to bardzo mi się podobał z czasów kiedy to ja byłam mega szczupła, zaczął pracować w Coscie. Zawsze miał taką mega energię, zawsze uśmiechnięty. Bardzo dawno go nie widziałam, ale teraz właśnie tam pracuje i zdałam sobie sprawę z tego, że D i jego kolega wyciągają ze mnie całą moją energię. Dosłownie ściągają ze mnie całe światło. Porównałam siebie w takim prowizorycznym związku z osobą pełną energii i siebie w obecnym "związku" z D i jezu chryste, ja się tu marnuje... Ja jestem prawie w stanie depresyjnym. Nieważne, jak ładnie urządzę mieszkanie, nie ważne jak D będzie się starał mocno za nas dwoje żeby ten związek odbudować - ja nigdy nie będę z nim szczęśliwa... Możesz kochać jego, on może kochać Ciebie ale to nie oznacza, że jesteście dla siebie stworzeni - taka myśl do mnie przyszła.

I to jest właśnie najtrudniejsze. Szkoda mi go, tak bardzo mi go szkoda. Wiem jak się stara i wiem ile go to kosztuje i że za każdym razem ryzykuje odepchnięciem... A to kurwa boli najbardziej. Z resztą przy tym jak mu powiedziałam, że chcę się wyprowadzić powiedziałam mu, że ostatnia szansa nie będzie szczera z mojej strony (ale i tak ją wziął wiedząć, że go już nie kocham, bo to też mu powiedziałam).

Wiecie co jest najgorsze? Że myślicie o takich sprawach jako osoby trzecie, czasami czwarte i myślicie, że własnie tak byście postąpiły - moralnie, bezboleśnie byście odeszły i byłoby po sprawie. Ale życie nie jest takie proste i dopóki nie staniecie przed takim samym wyborem, to do tego właśnie momentu, same nie wiecie co podejmiecie.

16.03.2018 _ piątek
  • awatar .Miss Independent.: To egoistyczne podejście ale twoje szczescie się liczy.
  • awatar hononey: @.Miss Independent.: być może i egoistyczne, ale to dlatego mam siedzieć w związku, dlatego że druga osoba mnie kocha? Kochałam go jak mogłam, najmocniej jak potrafiłam ale spierdolił sprawę na maksa. Tyle przepłakłam, aż w końcu coś we mnie umarło. Nie czuję się jakby można to było już odbudować - po prostu jest martwe. Stara się jak może, ale we mnie jest pusto. I cóż mogę poradzić...
  • awatar goal digger: Trzecia część od dołu - doskonale Cię rozumiem, idealnie to ujęłaś. No i pod ostatnim akapitem też mogłabym się podpisać, to może się wszystko wydawać takie proste, ale jednak chodzi o uczucia...
Pokaż wszystkie (4) ›