Wpisy użytkownika hononey z dnia 25 marca 2018

Liczba wpisów: 1

hononey
 
Widzę, że ludzie nadal odwiedzają mojego bloga mimo, że rzadziej piszę. To miłe i dziękuję Wam z całego serca <3 dzisiaj dłuższy wpis, bo potrzebuję z sieie wszystko wyrzucić.

Trochę rzadziej wchodzę, bo w sumie takiego stresa mam. Stresa przed samą sobą. Niby wszystko mi się teraz układa - lepiej by być nie mogło. Wreszcie praca mi spadła i już nie muszę zapierdalać codziennie, mam więcej czasu dla siebie. Dzięki temu dom ogarnięty - ba, nawet w ogródku udało nam się odchwaścić dróżkę i wygląda teraz po ludzku można przejść bez większego problemu - tutaj macie zdjęcia, przed i po: tinyurl.com/yac3hevx tinyurl.com/y9zsuxnb tinyurl.com/ybjod5xf tinyurl.com/ya4xv7nc nawet Karolek robił mi inspekcję.

Zabrałam ostatnio Karolka na spacer do lasu. Stwierdziłam, że skoro ładna pogoda to chociaż się trochę przejdę. Nie wiem ile zrobiłam kilosów, ale przyjemnie było się tak przejść. Czułam Bunię z Dżojem obok mnie i szło się jakoś raźniej. Potem położyłam Karolka na górę plecaka i tak sobie siedział na samej górze, o: tinyurl.com/y7cswkjy Najbardziej mnie wkurza to, że na zdjęciach wychodzę jak pół tyłka zza krzaka, ale jak w domu zdjęcie zrobię to już nie jest tak źle [facepalm] tinyurl.com/y9tyq2kw tinyurl.com/y7guyuw3

Co do związku, D przyznał mi rację jeśli chodzi o kolegę. Powiedział, że tamten w ogóle nie ma planu na życie ani ambicji. Przychodzi do nas grać na telefonie i palić fajki. Od kiedy uszkodził sobie rękę w pracy w listopadzie (coś związanego z nerwem), ma płacone chorobowe ale pracę już prawdopodobnie stracił. Teraz jeszcze matka go wczoraj z domu wyrzuciła więc tę noc przespał u D w pokoju (chociaż uważam, że to niesprawiedliwe że go wyrzuciła, bo płaci matce za rachunki a jego bracia nieroby nie robią praktycznie nic). Ja na szczęście w pracy więc z dala od tego zgiełku. Ale nawet D się nie podoba cała ta sytuacja i cały czas tamtemu powtarza, gdzie ma iść i co ma zrobić, żeby załatwić sobie miejsce do spania, itd. Nawet przez telefon koledze powiedział, że nie ma opcji żeby został u nas. Wczoraj tylko mojemu wysłałam wiadomość, że mi nie przeszkadza, że tamten sobie u niego śpi - wiadomo, że w życiu zdarzają się cieżkie sytaucje i każdego może spotkać. Mi tylko chodzi o to, żeby tamten się ogarnął i jak najszybciej znalazł miejsce, a nie że przesiedzi u nas miesiąc bo nic innego się nie znalazło. Dostaje chorobowe, dlaczego nie mógł sobie kasy odłożyć tylko wszystko wydaje na zioło i pizze? Po prostu nie ogarniam tego człowieka. I on jeszcze chciał do mnie startować... Z czym? Bo dobrze zarabiam?

A propos związku... Możecie pomyśleć, że jestem samolubna i pieprzona egoistka, ale... jeśli mam być z Wami szczera to nie uśmiecha mi się opiekowanie niepełnosprawnym wujkiem D, kiedy jego babcia odejdzie. Wujek w ogóle nie chce iść pod opiekę obcych ludzi (czyli takich, gdzie ja pracuję mimo że miałby niebo pod nosem) i babcia D się zaprała, że wujek tam nie pójdzie. Czyli, że całe życie będzie pod opieką najbliższej rodziny. Wujek cierpi na autyzm - nic nie rozumie co się do niego mówi. Nie potrzebuje jakiejś specjalnej opieki z wyjątkiem tego że ktoś musi być w domu. I wiecie co? Nie po to staram się tak o siebie z odżywianiem, nie po to wyleczyłam się z tylu chorób, żeby marnować życie na opiece wujka D tylko dlatego, że nie zgadzają się żeby ludzie którzy się na tym znali i mają za to płacone się nim opiekowali. Dlatego jak wspomniałam, zjebie się sytuacja z D i się wyprowadzam. Do tego jeszcze D nienawidzi ludzi, po prostu się brzydzi ludźmi. Wszystkich nazywa debilami itd. I codziennie mam w koło pierdoło takie śpiewanki i mnie to powoli zaczyna wykańczać psychicznie. Od przeprowadzki z D przytyłam 15kg. Po prostu szkoda gadać...

A teraz uwaga... Obnażę się przed Wami ze wszystkich moich strachów. Nie zależy mi żeby o tym rozmawiać z kimkolwiek ale czuję z jakiegoś powodu wstyd i czuję że muszę się z tym ukrywać (chyba przez rodziców - ale o tym kiedy indziej), więc muszę o tym napisać, żeby wreszcie się przyzwyczaić do tego uczucia i OWN IT. Otóż jem dużo niezdrowego jedzenia, znowu wróciłam na śmieci. Wszystko teraz będę pisała jak mi leci z głowy więc nie wiem czy to będzie miało sens, chodzi o to żeby z siebie to wyrzucić a nie myśleć o czym się pisze.

Wiem, że tak ładnie mi szło ale mam w głowie ideał tego jak powinnam się odżywiać - wiem, że to głupie. Magazyny i inne pierdoły sprzedawane w gazetach dają nam uczucie idealizmu - tak wygląda idealny świat a jeśli nim nie podążasz to nie będziesz się tak czuła. I tak w głowie mam wielki ideał tego jak powinnam jeść. Zaburzeń odżywiania się pozbyłam (binge eating, anorexia, bulimia, itp) ale nadal zostały okruchy tego jak mam jeść. Mi by nie przeszkadzało, żeby jeść szejki i soki cały dzień - na serio nie, ale idziesz do sklepu i kurna zaczyna Tobą rzucać i nim się obejrzysz wychodzisz ze sklepu z paczką czipsów i tym podobne. Poza tym nie mogę jeść niektórych rzeczy - jak chleb czy tłuste rzeczy a jednak fajnie byłoby móc jeść rzeczy które wszyscy jedzą. Po prostu się czuję jakbym nie należała do stada, do żadnej grupy. Czuję sie po prostu taka samotna. Całe szczęście, że mam Karolka bo chyba bym bez niego zwariowała. Tak kochane, jem niezdrowe rzeczy, żeby poczuć się częścią stada (grupy, że przynależę). Wiem, że to głupie ale nie wiem jak inaczej to opisać. Na żadne dodatkowe zajęcia nie mogę się zapisać, bo praca a znając życie i tak pewnie są płatne. Do siłowni za chiny nie pójdę - juz to przerabiałam. Poza tym za dużo marnowania czasu. Wolę w domu godzinkę. Więc no ten, jestem samotna. Czuję się, jakby nikogo nie było oprócz mnie i smutek/pustkę zajadam niezdrowym jedzeniem. Czuję wstyd, że muszę to ukrywać dlatego, że jako dziecko nie mogłam jeść cukierków, czekoladek itp bo stan mojej skóry by się pogorszył. Kiedy rodzice się dowiadywali o tym, miałam na prawdę przesrane w domu i dostawałam po dupie. Nie dziwię się bo rodzice wydawali wszystkie oszczędności na leki nie znając prawdziwej przyczyny, a mnie ciągneło do wszystkiego. [właśnie się rozryczałam, czyli powoli zaczynam stare rany z siebie wyrzucać]. Teraz już rozumiem dlaczego nie mogę się zdrowo odżywiać dłużej niż kilka dni a potem znowu wracam na śmieci. Po prostu próbuję zastąpić przynależność do grupy jedzeniem. Dlatego jeżdżąc do pracy na wakacje, nigdy nie miałam problemu z jedzeniem zdrowego jedzenia - miałam znajomych i codziennie wieczorem siedzieliśmy przy herbacie i rozmawialiśmy. Mimo, że teraz z internetem jest łatwiej się porozumieć z drugą osobą, to jednak nic nie zastąpi tej obecności drugiej osoby. Dlatego tak dobrze mi się zawsze z Pandzią na naszych podróżach po Warszawie gada, bo wreszcie możemy z siebie wszystko wyrzucić. Nawet z Mamą tak nie mogę pogadać kiedy u nich jestem, zazwyczaj przyklejona do telewizora albo cała rozmowa spada na jej temat. Z Tatą może jeszcze by się dało, ale on z kolei za dużo ma drażliwych tematów i lepiej nic na ten temat nie mówić. Więc jak same widzicie, brakuje mi po prostu żywej przyjaciółki, tu na miejscu żeby kilka razy w tygodniu można było się spotkać. Czuję się sama jak palec. I wiem, napisałam już to multum razy ale tak właśnie słowa lecą mi z głowy. Nawet nie przeczytałam jeszcze tego co napisałam. Po prostu jestem samotna i chyba wreszcie na to narzekam. Zawszie siedziałam cicho - ktoś mnie nie akceptuje, to trudno. Przecież nie wszyscy muszą mnie kochać. No ale niestety teraz wychodzi na to, że samotność jednak mnie dopadła i nadal nie zależy mi na tym, żeby komuś imponować. Po prostu chcę być częścią jakiejś małej grupy - robić coś razem. Pamiętam jak z dziewczynami z dzieciństwa spotkałam się w zeszłym roku i jak przyjechałam do domu i czułam że wreszcie odżyłam. Po prostu jestem samotna...

25.03.2018 _ niedziela
  • awatar Blondyneczka ☆: Jaki fajny króliczek :)
  • awatar .Miss Independent.: ja tez się czuję samotna, szczególnbie teraz po tej wyprowadzce od eks.
  • awatar ms moth: Kawał dobrej roboty :) btw zazdroszczę ogródka! Rzeczywiście ten kolega ma kiepską sytuację, ale to go też nie usprawiedliwia... I w życiu nie wzięłabym Cię za egoistkę. Nie dziwię Ci się, że nie uśmiecha Ci się opiekować wujkiem D., masz swoje przejścia, zmartwienia, obowiązki i życie, poza tym nie jesteś Matką Teresą. Dobrze, że to wszystko z siebie wyrzuciłaś. Przykro mi bardzo, że tak się czujesz, ale pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie. Nie potrafię jakoś "sensownie" Cię pocieszyć, bo właśnie jak napisałaś co innego znajomości w internecie a co innego te w "realu", jedyne co mogę zrobić to po prostu z całego serca życzyć Ci wszystkiego dobrego. Zmian, by samotność zastąpili ludzie i zniknęły problemy z jedzeniem i z tym myśleniem.
Pokaż wszystkie (4) ›