Wpisy użytkownika hononey z dnia 18 kwietnia 2018

Liczba wpisów: 2

hononey
 
Planuję, żeby w dzisiaj zaraz po północy wysłać aplikację o mieszkanie ze spłódzielni (wtedy jest nowa lista). Boli mnie myśl, jak się on poczuje kiedy mu powiem, że chcę się wyprowadzić. Ale na prawdę nie chce tu mieszkać. Jak mam sobie wyobrazić, że mam tu spędzić kolejny rok z nim i jego kolegą, albo resztę życia z nim (...i jego kolega...) to aż mnie w żołądku ściska od tego. Widzę siebie starą, żyjącą z nim w stanie wegetacji. To jest, o ile nie miała bym jaj żeby wyprowadzić się wcześniej.

Po prostu psychicznie już tego nie ogarniam. Czuję nerwicę jak mam myśleć o takiej przyszłości. Jest prawdziwym wampirem energetycznym i ja już dalej tak nie mogę. Marzy mi się mieszkanie z Karolkiem, z ogrodem. Chuj, że będzie daleko od miasta - przecież są pociągi. Jakoś się to ogarnie. Wierzę, że Universe is looking after me i pomoże mi znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji.
____________

Niedługo po napisaniu tekstu wyżej, znazłam pchły na Garfildzie!!! Chuj że pchły ale wirusy które roznoszą jebane pchły mogą zabić Karolka (królika) i o to się najbardziej boję. Poszłam od razu do weterynarii po krople, ale poprosili, żebym wróciła z kotami żeby mogli je zważyć po odpowiednią dawkę. Kurna, i znowu pieniądze lecą z konta na je**ne sierściuchy. Wybaczcie, ale kotów po prostu nienawidzę. I to jeszcze jego koty, a nie moje ale on nie ma oszczędności więc cały obowiązek spada na mnie [zła].  Po prostu nie mogę być z tak nieodpowiedzialną osobą jak on. MĘCZY MNIE TO JUŻ!!!

Wróciliśmy właśnie od vet'a. Zgadnijcie kto zapłacił za krople od pcheł? JA! Jeszcze po tym jak przyszliśmy do domu się do mnie przymilał ale k***a nic o oddaniu kasy, czy chociażby zwykłe, chujowe dziękuję. W dupie mu się już poprzewracało, nie jestem jego matką czy babcią żeby na niego zarabiać czy utrzymywać.
____________

A propos wampirów energetycznych to Anthony William polecił książkę Dodging Energy Vampires: An Empath's Guide to Evading Relationships That Drain You and Restoring Your Health and Power - Dr Christiane Northrup. Nie wiem czemu, ale pociągnęło mnie żeby ją kupić. Ma dopiero w poniedziałek przyjść kurierem ale dam radę... I tak teraz będę miała dużo do załatwiania.
____________

Wzięła mnie chęć na jedzenie wrapów na śniadanie. Z racji faktu, że nie mogę jeść glutenu/pszenic i innych chujostw (bo skóra mi się popsuje), to muszę wykombinować takie co się nie rozwalają ale można je szybko zrobić. Przepis już znalazłam, teraz tylko zostało wykonanie. Dam Wam znać jak mi wyszły <3
____________

18.04.2018 _ środa
  • awatar ms moth: Ja teraz z D. jestem na takim etapie, że co prawda rok razem jeszcze mogę sobie wyobrazić, ale resztę życia? Widzę dokładnie tak samo jak ty. Wegetacja. A potem wyrzuty do siebie, że czemu nie zrobiłam tego kroku, co mnie w tym trzymało. Rozgoryczenie i bezradność.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

hononey
 
Nie wiem czy Wam mówiłam, ale będąc w zerówce, dzieci nie chciały się ze mną bawić. Jedna z dziewczyn rozpowiedziała, że moja choroba (atopowe zapalenie skóry) jest zaraźliwa i przez to wszyscy unikali ze mną kontaktu. Nie wiem czemu, ale wywarło to duży wpływ na mojej psychice. Od tamtego czasu czuję się odpychana i nieakceptowana przez dosłownie wszystkich, mimo że są ludzie którzy poprostu mnie lubią (nie mówię tego z powodu ego, tylko stwierdzam fakt). Większe grupy osób po prostu mnie przerażają i nie potrafię się "wtopić". Nie potrafię należeć do grupy. Jest grupa i jestem ja.

Tak było od zerówki. A jaka byłam przed zerówką? Jeśli poszłam gdzieś na plac zabaw, albo do lekarza, zbierałam wszystkie dzieci do kupu i nie było że ktoś się nie bawił. Po prostu nie było mowy, że ktoś odmawiał. Wszyscy się bawiliśmy i nie było lepszego i gorszego. Tak przynajmniej Mama mi opowiadała. Ale czar prysł w zerówce, kiedy zostałam odepchnięta przez wszystkich.

Próbowałam na to patrzeć z różnych stron, żeby pomóc samej sobie wyleczyć tej wielkiej rany w psychice, ale w sumie nic nie pomogło. Nawet zrozumiałam, że to mogło się stać po tym jak dzieci się wszystkie bawiły ze mną a ona poczuła się zagrożona i wszyscy byli potem pod jej "kontrolą" (jej mama była nauczycielką w drugiej grupie w zerówce, więc wyczuli autorytet). Ale mimo wszystko dalej CZUJĘ się "zakompleksiona" mimo, że WIEM że nic ze mną nie jest złego. Po prostu nie czuję się częścią otoczenia. Jestem ja i ono, ale nigdy my.

Ostatnio byłam u Mamy w niedzielę po pracy i rozmawiałyśmy o tym. Zawsze myślałam, że rodzice o tym nic nie wiedzieli. Okazało się, że Mama wiedziała. Powiedziała, że rozmawiała z Mamą (B.) tej dziewczyny (I.) która z resztą była jej koleżanką ze szkolnych lat. Mama powiedziała B. że I. roznosi po grupie opowieści o mojej chorobie, żeby dzieci się ze mną nie bawiły. Mama dodała, że rozumie, że jako matki nie mają wpływu na to co dziecku ślina na język da, ale żeby po prostu porozmawiała. B. powiedziała Mamie, że bardzo jej przykro, że jej własna córka tak robi. Mama powiedziała, że z B. zawsze mieli dobre kontakty i B. była bardzo empatyczna. Nie wiem jak potem I. na to zareagowała.

Co próbuję przez to powiedzieć? Chcę to zakończyć. Chce się wreszcie przestać tak czuć. Chcę zamknąć ten rozdział. Tak jak przeszłam przez depresję, tak przez to nie umiem. A wiem, że powraca całe zdarzenie do mojej świadomości, żebym mogła coś z tym zrobić. Chyba zadzwonię do psychologa w czwartek, żebym mogła to wreszcie za sobą zamknąć. Rozumiem, że to może zająć nawet i rok i dłużej, ale bardzo chcę zakończyć to jak się z tym czuję.
____________

18.04.2018 _ środa
  • awatar Sylwia Lisiewicz15: Wiem jak to jest być "tą odrzuconą"od społeczeństwa. Jestem osobą niepełnosprawną od urodzenia i od zawsze ktoś widział we mnie same kłopoty i przez to często cierpiałam na braku znajomych oraz sama zamykałam sie w sobie i uważałam,że tak musi być,że nie mam prawa do bycia szczęśliwą. Dopiero 4 lata temu weszłam tutaj na Pinger i założyłam bloga,odkryłam,że to mój drugi dom. Poznałam fantastycznych ludzi. Zawarłam niejedną znajomość i otworzyłam się na innych. Dostałam lekcję,którą zapamiętam do końca życia,bo nauczył mnie jej ktoś kto był dla mnie ważny i nadal jest. Poznałam go tutaj i nigdy o nim nie zapomnę,pokazał mi,że świat nie musi być szary, a ludzie nie muszą być źli tylko ja niepochłonięta złymi nawykami zrobiłam okropne świństwo i teraz tego bardzo żałuje. Uśmiechaj sie i nie poddawaj sie mimo,że nie każdego dnia świeci słońce to może właśnie jutro wyjdzie za chmur.Pozdrawiam i zapraszam do mnie
  • awatar Blondyneczka ☆: Na pewno teraz nikt nie myśli, że jesteś gorsza, nie jestes !!! Powodzenia ! :* :)
  • awatar .Miss Independent.: Skąd ja to znam.... Miałam od samej podstawówki to samo... nie akceptowana, traktowana jak gorsza, nie potrzebna, nikt nie chciał się ze mną bawić, zawsze sama. Pech chiał że do samego końca gimnazjum stale z tymi samymi osobami, przez co po gimnazjum w szkole nie mogłam się odnaleźć i wbić w żadną grupę. Uraz i strach przed odrzuceniem mam do dziś. Niestety ale jak jest nam od dziecka coś wpychane, jak mi że za gruba, gorsza, brzydsza to niestety odbija się to na psychice nawet dorosłej osoby.
Pokaż wszystkie (4) ›