• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 94 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 93 361 / 2828 dni
 
hononey
 
Budzik był o 7 ale spałam do 8.20. Wstałam z misją ogarnięcia kuchni i dużego pokoju. Ogarnęłam co się dało, nawet wypiłam litr Smoothie.

W ogóle to zauważyłam że brzuszek mi trochę spadł ale nie będę się ważyć. Póki wiem że chudnę to nie chcę sobie głowy tym zajmować. Wiadomo że stres wcale nie pomaga.

Wracając do dzisiejszej podróży. Kupiłam bilety na pociąg o 11.42 a wyszłam z domu jakoś 11.15. Rozmawiałam z Tatą przez telefon po drodze i się okazało że nagle jest 11.30 a do stacji jeszcze pół drogi... Nagle dostałam rakiety i biegłam ile mogłam. Zdążyłam...

Przy okazji chciałabym zauważyć że piszę bloga od jakiś 16 dni i od tego czasu zaczęłam podejmować lepsze decyzje żywieniowe. Wstaje rano i zamiast cały czas jeść rutynowo to samo po prostu się pytam - na co dzisiaj mam ochotę? Ziemniaki gotowane na śniadanie? Czemu nie. Smoothie na obiad? Czemu nie. Zupa z ziemniaków słodkich? Kto mi zabroni. I mimo że jem wąskie grono pokarmów, zawsze mogę coś wybrać co zaspokoi moje zachcianki. Podsumowując, kiedy biegłam, byłam z siebie dumna że zaczęłam się zdrowiej odżywiać.

Dojechałam do Sheffield i stwierdziłam, że nie będę tyle szła. Poszłam na tramwaj (tym bardziej że po festiwalu chciałam jeszcze na miasto jechać). Dojechałam na miejsce i to przerosło moje oczekiwania. Myślałam że to taka mała impreza, a było na prawdę dużo różnych stoisk.

Zaczęłam oczywiście od jedzenia, no bo czemu by nie, lol. Przy okazji spotkałam ludzi z którymi byłam umówiona. Byli na prawdę bardzo mili ale już od samego początku powiedziałam że chce sama zwiedzać bo nie lubię czuć się jak piąte Koło. Zrozumieli i czasami zwiedzaliśmy razem, ale większość czasu eksplorowałem.

No więc pierwsze byla kuchnia indyjska. Kocham indyjskie jedzenie. Drogo było, na prawdę drogo ale smacznie. Trochę za dużo tłuszczu ale w końcu nie jadłam żeby się najeść tylko po to żeby spróbować.

Więc było tak: indyjskie jedzenie z surówką, 2 baklawy (bardzo, bardzo, bardzo słodkie), Zielona herbata - matcha (pycha) i znowu indyjskie jedzenie ale z innego stoiska. Spotkałam jeszcze Polkę która poznalam na jiu jitsu, jaki ten świat mały.

Obiecałam koledze, że będę na jego przemowie i wysiedziałam tą godzinę ale ciężko było. Cichy głos i monotonność przemowy trochę nie szły na jego korzyść.

Poszłam na drugie przemowienie. Facet fajnie opowiadał. Bym jednym z głównych ludzi siedzących na czele fundacji Viva. Bardzo miło było i że wszystkiego co opowiadał wyszła jedna konkluzja - świat jest skorumpowany.

Mniejsza o to. Przemowa się skończyła. Poszłam znaleźć znajomych. Każdy był zajęty sobą. Pogadałam chwilę ale stwierdziłam że nie ma co przedłużać tym bardziej że szli na pizze a ja chciałam pochodzić po Sheffield.

Spotkałam kolegę który miał przemowę i chciał żebym mu powiedziala prawdę. Wytłumaczyłam, powiedział że spoko.

Poszlam na herbatę z pokrzywy a potem powłóczyłam się po Sheffield. W końcu stwierdziłam, że pora jechać do Meadowhall. Z tatą rozmawiałam przez telefon w tramwaju i trochę mi ciśnienie podniósł a ja już i tak nie byłam w nastroju. Dojechałam i poszłam na burrito i pieczone ziemniaki. W sumie nawet nie mam wyrzutów. Potem zielona herbata. Cały dzień chodzenia robi swoje.

I mimo że przepraszac nie powinnam bo pisze ten blog dla siebie żeby móc to wszystko wyrzucić na zewnątrz, to wybaczcie ze dzisiaj tak długo i tyle szczegółów. Ja nie wierzę że dzień składa się tylko z bilansów kalorycznych. Sa sytuacje i dzień mija różnie. A poza tym chce mieć miejsce gdzie będę mogła spojrzeć z powrotem i przewinąć i pomyśleć - kurna, zaszłam daleko.

Dzisiaj dzień przemyśleń bo na prawdę czuje się gówniano. Zawiodłam się dosłownie na wszystkich i chce mi się ryczeć. Pora przemyśleć kilka spraw...

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego