• Wpisów: 313
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 6 dni temu, 14:02
  • Licznik odwiedzin: 89 586 / 2710 dni
 
hononey
 
Okay, stwierdziłam że będę spisywała sny na pingerze. Jeśli Was nie interesuje to spoko - rozumiem. Zawsze możecie przeskoczyć do następnego akapitu. Spisuję sny dlatego, że od kiedy zaczęłam to robić sny stają się bardziej realne, mają więcej szczegółów. Myślę, że może być ciekawie.

Pierwszy był taki, że nagle siedzę w szkole podobnej do tej w naszym świecie. Siedzę koło kolegi i z tego co zrozumiałam dopiero się dostałam do tej klasy. Dostałam jakieś etui na małe urządzenie (coś w rodzaju małego komputerka), które miałam oderać po lekcji. To była lekcja była angielskiego. Miałam przed sobą ćwiczeniówkę - w połowie wypełnioną przez samą siebie. Okazało się, że kiedyś sama próbowałam prowadzić lekcję, ale mi się nie udało. Teraz sama miałam się uczyć. Jakimś cudem komputerek miałam już w etui i po wpisaniu informacji drukował przezroczyste naklejki z tekstem i autoamtycznie tłumaczył na inne języki. Po lekcji miałam zostać oprowadzona po całym "uniwersytecie/budynku". Lekcja się skończyła, weszłam na dziwną platformę która była antygrawitacyjna i spokojnie mnie wiozła przez budynek, przez recepcję aż na zewnątrz. Teraz focus przeszedł na jakiegoś kolesia ciemnej karnacji z dredami, który wyglądał trochę jak Heimdall z Thor'a (w sumie to możemy go tak nazwać na potrzeby snu). Miał w telefonie kamerę ustawioną na cały akademik i rozmawiał z kimś o mnie. Ktoś zapytał czy rozpoznałam się z miejscem. Heimdall odpowiedział, że właśnie platforma mnie wywiozła poza budynek i nagle spostrzegł mumię idącą w kierunku mojego pokoju w akademiku (chciałabym tylko zaznaczyć, że nigdy nie mieszkałam w akademikach, więc sen tym bardziej dziwny). Pobiegł w kierunku tego pokoju. Jakimś cudem ja wróciłam na plan i jedynym sposobem żeby zabić mumię, było wypuszczenie karaluchów/chrząszczy, które te mumie zamieniały w proch jednocześnie same ginęły. Przybiegłam do Heimdall'a, wypuściłam karaluchy, zjadły mumię i został tylko jeden chrząszcz. Heimdall się na mnie patrzy i za chwilę się okazuje, że nie ma już robali a skądś idzie cała grupa mumii. Jakimś sposobem się ich pozbyliśmy i skończyłam u niego w pokoju (wiem, dwuznaczne). Nie pamiętam dokładnie, ale on też chyba jakoś zginął. Więcej z tego snu nie pamiętam.

Potem był drugi. Była jakaś mała wyspa niedaleko poza stałym lądem. Była tam jakaś fabryka i dziewczyna miała wysłać wiadomość do swojej siostry która była na stałym lądzie. Ja również byłam na stałym lądzie, na plaży ze znajomymi i było ciepło. Był najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziałam i za każdym razem kiedy próbowałam zrobić zdjęcie, ktoś mnie tykał łokciem i wszystko wychodziło rozmazane. Siostra wysłała wiadomość w szklanej butelce ale wiadomość nie doszła na czas i przez to wybuchła bomba atomowa na tej wyspie. Wtedy zrobiło się ciemno, ja ze znajomymi w szoku ale z jakiegoś powodu chmura się zatrzymała, nie szła do góry jak po wybuchu tylko tak jakby ktoś ją zatrzymał. Nagle pojawiło się cudowne różowe światło koło chmury po wybuchu. Nikt nie wiedział o co chodzi. Wybuch praktycznie nie miał jakiegokolwiek wpływu na wyspę a różowe światło zaczęło się do nas przybliżać. Okazało się, że to statek kosmiczny i odleciał w niebo. Zadzwoniłam do mamy żeby jej o tym powiedzieć i niedługo potem się obudziłam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Okay, no więc wstałam rano, soki wypiłam ale nie chciało mi się smoothie robić i zjadłam musli (wiem nie powinnam, bo od tego psuje mi się skóra ale byłam na serio głodna). Ogółem wiele nie zrobiłam rano. Chciałam iść na solarium i pojechać po zakupy do Aldiego. Stwierdziłam, że obiecałam Karolkowi, że pojedziemy do jego lasu a była 14 (niedługo miało się ściemniać) więc spakowałam Karolka i pojechaliśmy.

Karolek zadowolony, udało mi się zrobić kilka zdjęć (nawet nagranie) ale tak mi zmarzł, że kiedy wskoczył na ręce to aż się trząsł. Zawinęłam go w kocyk, włożyłam do plecaka i wróciliśmy do domu. Jezu, jak ja zmarzłam! Karolek cały i zdrowy. Poczekałam aż mi zrobiło się cieplej i pojechałam na solarium na 3 min (tam to dopiero mnie rozgrzało!) a wracając zahaczyłam o Aldiego. Muszę się pochwalić bo kupiłam tylko to co potrzebne. Przechodziłam obok zamrarzarki z udawanymi nuggetsami i kiełbaskami i nie kupiłam!!! Jezu jaka jestem z siebie dumna! Wróciłam do domu i zjadłam ciastka od Babci D i trochę czekoladek wegańskich. Oj za słodko mi było...

A co potem? Nie za wiele. Kolega codziennie przychodzi więc nie ma już sensu nawet tego pisać bo to oczywista oczywistość. Poszłam do łóżka koło 20 ale znowu nie mogłam zasnąć. Byłam tak wkurzona na D za ten pseudo-związek w trójkącie, że nie mogłam spać. Na sam koniec zdjęcia Karolka z naszej krótkiej wycieczki. <3

27.12.2018 _ środa

26177540_1654301217924187_1626365316_o.jpg

26142655_1654301211257521_776791498_o.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego