• Wpisów: 305
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: wczoraj, 18:37
  • Licznik odwiedzin: 86 793 / 2646 dni
 
hononey
 
14.01.2018 _ niedziela .... Ostatni wpis skończyłam na tym, że powiedziałam D, że chcę się wyprowadzić. Stałam w kuchni, on stał w drzwiach w progu. Oboje staliśmy w ciszy. Nie wiedział co powiedzieć. Pomiędzy słowami leciały mi łzy. Powiedziałam, że jestem szczera i podjęłam decyzję. Oczy zaczęły mu się czerwienić. Poszedł do dużego pokoju, usiadł na sofie i zaczął płakać. Zaczęłam się szykować do rodziców, bo Dziadki jeszcze w Anglii i miałam brać Karolka ze sobą. Zapytał się czy muszę iść, powiedział że nie chce żebym odchodziła, żebym została. Powiedziałam, że już wcześniej im powiedziałam że będę. Ogółem był płacz z mojej strony i jego strony, prosił żebym została ale szczerze mi się nie chciało. Chciałam jechać do domu rodziców. Powiedział, że czuje się jakbym już nigdy nie miała wrócić. Powiedziałam, że wrócę. Powiedziałam, że to głupie ale jeśli chce to mogę się do niego przytulić jeśli to coś da. Kiedy wychodziłam niepewnie się do mnie przytulił, bojąc się że go odtrącę i zaczął płakać a ja razem z nim. Pojechałam do rodziców z Karolkiem. Karolek grzecznie siedział między Babcią a Mamą na sofie, dopóki nie zaczęłam płakać przez D (bo powiedział, że pakuje swoje rzeczy bo i tak nie ma już to po co mieszkać). Posiedziałam jeszcze trochę u rodziców ale potem zaczęłam się zbierać. Czułam się taka pusta w środku. Po przyjściu do domu, pakował swoje rzeczy a mi dosłownie leciało z oczu. Poszłam spać do łóżka, ale i tak buczałam. Wziełam Karolka do siebie żeby miał dostęp do kuwety i płakałam w łóżku. D przyszedł i wreszcie mieliśmy normalną rozmowę. Powiedział, że on tego po prostu nie rozumie. Dla niego wszystko było z nienacka i jednego dnia wszystko okay a drugiego chcę się wyprowadzać. Ogółem zaczął opowiadać jak bardzo mnie kocha i jak próbuje rozśmieszyć i że to wszystko co robi jest dla nas. Byłam tak wymęczona płaczem, że nie mogłam spać. Zasnęłam koło 2 w nocy a obudziłam koło 7. D spał na sofie. Powiedział, że nie ma już łóżka...

Ogółem te kilka dni było okropnych. Byłam tak wymęczona płaczem, że po prostu nie miałam siły więcej płakać. Raz próbował na mnie winę zwalić, było też że do gardeł sobie raz skoczyliśmy.

Stanęło na tym, że on chce spróbować jeszcze raz. Przez kilka dni był na prawdę uczuciowy, tulił mnie całą w łóżku na krok nie odstępował, tylko... No właśnie, tylko że we mnie już coś umarło. Ja już tego nie czuję. Tyle razy go prosiłam, tyle czekałam i płakałam, że po prostu to już we mnie umarło. Do tego dochodzą obowiązki. Jak mogłabym zostawić z nim dziecko? Jak mielibyśmy się utrzymywać z mojej pensji? (on ledwo co zarabia - co prawda ma chłop łeb bo buduje własny sprzęt do sprzedaży ale czuje się jak skarbonka dla niego).

No więc tak wygląda sytuacja. D mnie przytula, próbuje całować w usta ale automatycznie głowa mi się odkręca i nastawiam policzek. Raz nawet widziałam jak w łóżku płakał bo nie chciałam zostać dłużej (czuł się odtrącony i od tamtej pory już się nie przytula). Szkoda mi, na prawdę mi go szkoda ale ja chcę czegoś innego od życia. Potrzebuję zamieszkać sama i wreszie zadecydować o wszystkim w moim życiu. Być swoją własną skarbonką.

Co poza tym? Zabookowałam bilety do Polski na sierpień (19 - 30 Sierpnia). Kilka dni spędzę z Pandzią w Wawie, potem do Radomia do Dziadków, ślub siostry ciotecznej, air show. Potem jeszcze kilka dni w Radomiu i z powrotem do Anglii. Nie chcę zostawać dłużej, wolę na maksa spędzić czas i wrócić do Karolka niż się nudzić.

Do tego dopadła mnie grypa - tak gdzieś środa/czwartek. W czwartek do pracy, w piątek na prawdę ciężko było, 38 stopni. Zwolniłam się, chorobowe na weekend wstawione. W sobotę calutki dzień przeleżałam w łóżku - nie miałam siły na nic. Dopiero pod wieczór wreszcie odżyłam. Co brałam? Nic, tylko starałam się zdrowo odżywiać (smoothie, zupy + suplementy) Wieczorem sprzątnęłam co mogłam. W niedzielę pojechałam z rodzicami nad morze do Cleethorpes (moje ulubione miejsce) i wzięłam Karolka. Niestety Karolek nie pobiegał, bo teraz plaża jest otwarta dla psów... Poczekamy do maja. W Cleethorpes otworzyli wreszcie knajpę wegańską bio/organiczną zaraz przy plaży! No już lepiej się nie da. A przepraszam, do knajpy zwierzęta mogą wchodzić jak u siebie! Już nie jestem skazana na same frytki! No żyć, nie umierać.

Na razie tyle. Z Siostrą znowu gramy partyjki w makao na Kurniku. Teraz jeszcze wciągnęła w to swojego narzeczonego, haha.

Trzymajcie się Kochane. <3

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nie wiem czemu ale pinger zjadł mi wpisy wczoraj. Żaden się nie pokazuje na mojej stronie mimo dodania. Tutaj macie link:

60# _ posłuchaj intuicji...
hononey.pinger.pl/m/27892452

61# _ nie daj sobą pomiatać, tylko dlatego, że jesteś do tego przyzwyczajona...
hononey.pinger.pl/m/27892911

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego