• Wpisów: 300
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 5 dni temu, 19:00
  • Licznik odwiedzin: 85 626 / 2619 dni
 
hononey
 
No więc Kochane moje, pora żebym znowu z siebie wyrzuciła kilka myśli...

    Wczoraj wróciłam z pracy, kolegi nie było. D nawet mi powiedział, że kolega nie będzie tak często przychodził. Spakowałam Karolka i pojechałam do rodzciów. Pogadałam z Mamą trochę a potem przed 22 Tata nas zawiózł z powrotem do domu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wchodziłam do domu a kolega w pośpiechu wychodził...

    Mniejsza o to, byłam padnięta ale chciałam poćwiczyć przed spaniem. Muszę Wam się przyznać... Zakochałam się w yodze. Tak jak kiedyś nienawidziłam, bo była dla mnie za nudna i chciało mi się spać, tak teraz się zakochałam. Jak zwykle jestem wybredna więc robię to tylko z filmikami jednej dziewczyny. Żadnej innej nie chcę próbować, ta na mnie działa tak kojąco <3 z każdym ruchem ciała, czuję miłość jaka od niego bije. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że yoga może mieć taki wpływ na psychikę. Nawet łatwiej mi jest teraz medytować...

    Zdałam sobie sprawę, że nie da rady żeby udało mi się schudnąć 30kg do ślubu siostry ciotecznej w sierpniu w Polsce. Musiałabym się zagłodować. Albo chudnąć jakieś 2kg tygodniowo, a to nie jest zdrowe. Co prawda mogłabym przejść na witarianizm i by mi się na bank udało przez ten okres (surowy weganizm) ale wiem, że to by mnie wykończyło psychicznie (i skończyłoby się na jeszcze większym jedzeniu niezdrowych rzeczy).

    Wolę robić to swoich warunkach i kilogram po kilogramie powolutku zchodzić, wyhodować w sobie nawyk (zamiast skakać z kwiatka na kwiatek jak kiedyś). Teraz mam w sobie tyle samozaparcia, że wiem że mi się uda. Wyznaczyłam sobie cel 70kg do sierpnia, myślę że rozsądny. To oznacza, że mogę minimalnie zrzucać z siebie 0.6kg tłuszczu tygodniowo. Nie powoduje to na mnie żadnej presji, czuje że tak jest spokojniej.

    Yoga na prawdę dała mi to poczucie bezpieczeństwa i miłości do samej siebie. Żyjemy w świecie, gdzie cenione jest kiedy człowiek we własnym pocie zażyna się na śmierć po to by być najlepszym. Robiąc to, zapominamy o nas samych, o naszych emocjonalnych duszach, które też muszą być zaspokojone. Mamy duchowe potrzeby i niestety dzisiejszy rozwój cywilizacji sprawia, że nasza dusza jest zagłodzona. Pragniemy kontaktu z innymi ludźmi, pragniemy przyjemności, pragniemy miejsca do którego przynależymy, pragniemy braku poczucia winy za rzeczy których chcemy/chcemy zrobić.

    Na poziomie duchowym, jesteśmy zombie. Nie dość, że większość je martwe ciała zwierząt zabijanych w torturach (nie oceniam nikogo, stwierdzam po prostu fakt), pije płyny które przeznaczone są dla ich potomstwa, siedzi całymi dniami przed komputerami/telefonami szukając tej jednej jedynej osoby z którą mogliby się połączyć, to jeszcze religia za którą ślepo podążamy nie ma nic wspólnego z duchowością. Duchowość nie ma nic związanego z klękaniem przed "bogiem" i proszenie o litość, bo się człowiek urodził z grzechem. To są jedynie stare klapki na oczy założone przez kleryków żeby ludem łatwiej można było kierować. Co próbuję przez to powiedzieć?

    Gdyby religia miała na prawdę COŚ (cokolwiek) wspólnego z duchowością, to nie czulibyśmy takiej pustki w środku mimo tego jak szybko teraz się zmienia świat w którym żyjemy. Duchowość pozwala Ci znaleźć spokój, czerpać radość z małych rzeczy i przede wszystkim nie ma nikogo ponad Tobą. Jesteś tylko Ty i Twoja Dusza i Wszechświat. Nie ma żadnych spowiedników, kapłanów i powierników. Ty masz kontrolę nad własnym losem i sama przerabiasz własne lekcje. Nikt Ci nie mówi jak masz żyć, bo sama to czujesz. Wiesz i ufasz co jest dobre, nie potrafisz skrzywdzić. Pozwalasz żyć drugiej osobie ich własnym życiem, bo Ciebie to nie obchodzi co oni robią. Nikt nie wtrąca się w Twoje i Ty nie wtrącasz się w kogoś. Po prostu żyjecie w spokoju, poszanowaniu i wdzięczności.

    Obojętnie która religia, zawsze są jakieś prawa postępowania i obowiązki których trzeba przestrzegać. Nie ma religii, która akceptowałaby wszystkich. Zawsze musi być jakiś podział. W duchowości po prostu jesteś Ty. I jest druga osoba. I trzecia. I wszyscy jesteście jednością. Nie wtrącacie się we własne życia. Pomagacie nawzajem kiedy to potrzebne, ale nikt nie wchodzi sobie w drogę.

    Powiem Wam na własnym przykładzie, że dopiero kiedy zdecydowałam się odejść od religii (a moi rodzice są zapartymi katolikami), zrozumiałam jakie klapki miałam na oczach. A najgorsze jest to kiedy trzeba postępować wg. czegoś/jakiś zasad. Kiedy Kowalski chodzi do kościoła co niedziele ale już Jankowscy przestali, to wielka plota na całą wieś bo jak to możliwe, że tacy co boga kochają a wg. zasad nie postępują.

    Chyba to mnie tak na prawdę w Polsce najbardziej wkurza. Ta namiętna chęć podążania za głupimi zasadami, obojętnie czy religia, czy przypadkowy błąd ortograficzny, wszyscy Ci od razu wytkną w Polsce. Byleby tylko wytknąć błąd, bo już wszyscy mają ból doopy.

    Szczerze wszystkim polecam wyjazd za granicę na jakiś czas. Człowiek zaczyna nabierać dystansu do siebie, jest mu lżej. Przestaje się identyfikować z fałszywością. Oglądasz polską telewizję i widzisz jakie afery robią, ludzie tym żyją a potem rząd i tak robi po swojemu (tylko po cichu). Wyjazd za granicę na pewno pomógł mi się otworzyć na świat, na prawdę się zmieniłam przez te ostatnie 10 lat. Wam też polecam. Oczywiście do niczego nie zmuszam. Wiem, że to też nie jest realne dla wielu osób. Mówię tylko jako forma rekomendacji, na chorą duszę <3

Na sam koniec życzę Wam, żebyście wszystkie znalazły wewnętrzny spokój *namaste

16.04.2018 _ poniedziałek

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.