• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 60 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 92 649 / 2794 dni
 
hononey
 
Dawno mnie nie było. Powiem szczerze, że ciężko mi jest tutaj skrobnąć i wyrzucić z siebie co się ostatnio stało. Nawet nie wiem od czego zacząć... Myślę, że najlepiej od najgorszego, a potem będzie już tylko lepiej. Przygotujcie się na dłuuugi wpis. <3

No więc ostatni raz tutaj byłam kilka dni przed pogrzebem PP. Wtedy czułam się całkiem spoko, ale pogrzeb na prawdę mnie dobił. Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie pogrzeb był odprawiany (nie znalazłam lepszego słowa). Skromne pomieszczenie, na końcu sali trumna i wtedy we mnie pękło. Doszło do mnie, że to koniec i więcej Jej już nie zobaczę fizycznie. Czułam się, jakbym była na pogrzebie siostry/przyjaciółki/rodziny. Uczucie na prawdę nie do opisania. Kilka dni wcześniej zostałam poproszona przez rodziców PP, żebym napisała coś ogólnego o PP, żeby ksiądz wiedział jaka była, co mógłby o niej powiedzieć. Jaka była, co lubiła, itp. No i napisałam, kilka zdań ładnie splecionych, ale nic specjlanego. Okazało się, że przeczytali to na mszy. To było na prawdę miłe. Potem stypa, ale widać było po mamie PP, że ledwo się trzymała i chciała mieć już to za sobą - jak każdy z nas.

Pogrzeb był w czwartek. W piątek jakoś się trzymałam, ale w sobotę po prostu mnie rozwaliło. Od samego rana, coś we mnie siedziało, jakiś emocjonalny ból, którego nie można było się pozbyć. Siedział we mnie, a D wcale nie był lepszy z jego humorami jescze bardziej mnie dobił. Próbowałam się dodzwonić do Taty - cisza. Do Mamy - chyba z pięć razy ale mi się udało. Rozpłakana opowiadałam jej, że najpierw Bunia w zeszłym roku odeszła, a teraz PP i kto następny? Babcia ledwo co się trzyma na ostatnim włosku, z Dziadkiem wcale nie jest lepiej. No i Mama powiedziała co mogła, pogadałyśmy chwilę i niedługo potem mnie zabrali na swoje zakupy. Z Mamą poszukałyśmy butów i tyle w sumie w temacie.
____________

Jeśli chodzi o ostatni post - o moim problemie z grupami. Udało mi się wreszcie porozmawiać z psychologiem. Powiedział (mniej więcej), że nie mam się czego obwiniać, bo to nie jest moja wina. Mój mózg się po prostu tak rozwinął. Zostałam odepchnięta przez rówieśników/stado, kiedy jest to najważniejsze (bo dzieci się uczą od siebie nazwajem, itp.) i teraz po prostu mózg mnie "broni" przed odrzuceniem, przed tym bólem i dlatego nie czuję się komfortowo w grupach. Pogratulował mi, że jestem wierna sobie, że nie próbuję na siłę przypodobać się innym, tylko dlatego, że czuję się samotna i że robię kawał dobrej roboty, skoro potrafię się zająć PP jak to było w przypadku tej jednej osoby, która odeszła. I broń boże nie próbuję się tutaj wychwalać w niebiosa, po prostu dzielę się z Wami moją prywatną rozmową.
____________

D znowu przegina... Zaczęłam w kalendarzu zaznaczać kiedy kolega przychodzi i jak długo zostaje. Stawiam czerwony krzyżyk kiedy przyjdzie za wcześnie, albo zostanie za długo. Kalendarz ma już wszędzie czerwone krzyżyki. Już nie mam sił, ale szukam mieszkania ze spłódzieli. Wszystko wygląda na to, że dostanę poza miastem, ale może jest nadzieja, że sąsiadka która ma królika przygarnie mnie na jakiś czas (o tym za chwilę).
____________

Pamiętacie Beth? Beth do mnie przychodziła na babskie pogaduchy po pracy, potem dołączała jej Mama i tak sobie siedziałyśmy. Ostatnio u niej cicho było i nie wiedziałam o co chodziło. Okazało się, że też Jej Babcia odeszła i niedługo potem jej wujek. I mnie też to dobiło. Wiem, ciężki jest ten dzisiejszy post, ale teraz będziej już tylko lepiej.
____________

No więc teraz trochę o Karolku. Zabrałam go wreszcie na pokaz małych zwierząt organizowany przez schronisko świnek morskich i zajął pierwsze miejsce!!! Taki był z siebie dumny! Z D się śmiejemy, że oszukiwał. Już tłumaczę. Z racji faktu, że to był bardziej pokaz dla świnek morskich, to królików było tylko 4 w ciągu całego dnia. Na szczęście króliki miały własną kategorię - Beautiful Bunny. Królika należało przynieść, włożyć do koszyka na stolik i sędziowe przechodzili i oceniali. Z racji, że praktycznie dopiero co przyszliśmy z Karolkiem, nie miałam w co go włożyć i z posłaniem dałam go do koszyka. Karolek cały czas wyglądał łepkiem gdzie on jest i nie było go za bardzo widać. Wywróciłam więc go z posłania i zostawiłam w skrzynce. Karolek przestraszony, nie wiedział co mu jest. Odwrócił się w moją stronę i stanął na dwóch łapkach z chęcią wspięcia się na moje ramię no i go wzięłam na ręce. Zobaczyli to sędziowie i powiedzieli, że nigdy czegoś takiego nie widzieli. Po cichej naradzie, przystąpili do ogłoszenia zwycięzców. Będąc całkowicie szczera, nie sądziłam, że Karolek coś wygra. Bardziej chciałam, żebym trochę się zsocjalizował z innymi zwirzętami. No ale wygrał i zajął pierwsze i jest z siebie na prawdę dumny.
____________

A propos królików. Opowiadałam Wam chyba kiedyś, że poznałam dziewczynę która miała samiczkę królika i chciała (tak samo jak ja), żeby młoda miała przyjaciela. Młoda na imię ma Nala. Umówiliśmy ich więc na randkę, ale żadne nie było zainteresowane. Tamta była trzymana w klatce kiedy Karolek przyszedł w gości. Podszedł bliżej do klatki, warknął tupnął łapkami i uciekł za mnie. Potem to Karolek był w klatce i on próbował zaatakować Nalę. Nie pomaga fakt, że jej właścicielka jest bardzo przewrażliwiona na jej punkcie dlatego, że jej poprzedni królik odszedł (traumatyczne przeżycie). No cóż... Robiłam to jedynie dla Karolka, żeby miał zajęcie i z kim się pobawić.

Drugą okazję miałam na pokazie zwierząt, zabrałam go do królików które były za klatką, żeby Karolek mógł się przywitać, ale warczał i uciekał z powrotem do mnie. Po tym "incydencie" stwierdziłam, że nie ma co go zmuszać, skoro nie chce, to nie. Najwyraźniej jest szczęśliwy. Nawet Tracey powiedziała, że jest bardzo zazdrosny o inne króliki i nie chce mieć z nimi nic wspólnego xD

No dobra, umówiliśmy się znowu na kolejną "randkę" z Nalą. Straciłam już wszelką nadzieję na jakiekolwiek łączenie Karolka w pary. Przyszliśmy bardziej z powodu Naly, która nie czuła się najlepiej bo miała kolejną wizytę u weterynarza. Z tego jak króliki reagowały widać było, że Nala jest bardzo terytorialna i nie podobała jej się kolejna wizyta Karolka. Karolek też uciekał za mnie, tupał i chował się za bluzę. W końcu tamta chciała ugryźć Karolka. Właścicielka nie mogła uwierzyć.

Najbardziej ubaw mam z Karolka. Powinien jeść sianko praktycznie cały dzień (a ma go wszędzie). Ale on je tylko w sumie rano i wieczorem i jeszcze na siłę muszę mu podsuwać to sianko pod nos. Dlatego wzięłam go wtedy do weterynarza a wet na to, że królika rozpuściłam. No właśnie... Ale zawsze jak z Karolkiem idziemy w miejsce, gdzie są zwierzęta sianko-żerne, to od razu się bierze za jedzenie sianka! Nigdy nie chce jeść, jak podróżujemy. A tu bam! Poszliśmy na pokaz zwierząt, wszyscy jedzą sianko to i on! Jesteśmy u Nali, Nala cały czas je sianko, to i on! I wtedy do mnie doszło, że koty są karmione dwa razy dziennie (mają główny posiłek - mokre jedzenie) i Karolek je podobnie do nich. Po prostu nabrał od nich nawyków. I teraz to wszystko tłumaczy. Przynajmniej teraz wiem, że tak do końca nie jest teraz rozpusczony xD
____________

No i znowu temat królików. Mam sąsiadkę, P. P zawsze widziała Karolka i po prostu rozpuszczała się. Zawsze się jej podobał. Wczoraj puka do mnie do drzwi i mówi, że dostała królika od chłopaka, Lucjan się nazywa xD No i prosiła o wszystkie porady, itp. Niestety do pracy się zbierałam, ale coś czuję że chyba Karolek będzie miał nowego kolegę, zwłaszcza że tamten ma dopiero 13 tygodni xD
____________

Zmiana tematu. Dokładnie nie pamiętam kiedy ale w pewną sobotę w kwietniu, stwierdziłyśmy z Mamą, że zabieramy się do Sheffield na kawę i schadzkę. Mama wie jak bardzo lubiłam z PP tam jeździć no i zaoferowała, że pojedziemy. Było na prawdę przyjemnie, wreszcie miałam Mamę tylko dla siebie (z wyjątkiem jak zadzwoniła do Dziadków i komentowali moją wagę - a chooj ich to obchodzi?).

No ale chodzimy, sobie chodzimy. W końcu powiedziałam Jej, że przeglądałam te broszury odnośnie wycieczek w sieprniu, ale nic ciekawego nie znalazłam w Anglii. W Sierpniu minie 10 lat jak z Mamą przeprowadziłyśmy się na stałe do Anglii i chciałyśmy to uczcić jakimś wypadem na weekend. Tylko nas dwie, gdzieś w Anglii żeby się odprężyć. No i w końcu mnie oświeciło. Mówię do Mamy, żebyśmy poszły do biura podróży, żeby zobaczyć co mogą nam zaoferować. Mama, że nie bo mamy godzinę do pociągu i takie tam. No to ja, że idziemy pospacerować ale jak trafimy na biuro podróży to wchodzimy. No i się trafiło xD

Wchodzimy, mówimy, że najtańsze, żeby było ciepło i żeby można było pochodzić po mieście i zwiedzać. No i nam pokazuje cenę, a nam szczena opadła! Pytamy się czy to za jedną noc, a ona że za cały tydzień!!! Łącznie z samolotem, dojazdem autobusem z lotniska do hotelu, hotelem, śniadaniem i powrotem! Wyszło nam jakieś 350 funtów od osoby. No i siedzimy z Mamą przed tym monitorem, uśmiechamy się jak te głupie. Mówię do Mamy, że nie musimy kupować, bo oni mają remont, jeszcze do Polski jadą ale przynajmniej teraz wiemy, co możemy zrobić i ile to kosztuje. W końcu wychodzimy z biura, a Mama mówi: "Żartujesz, przecież jedziemy" xD

No więc tak Kochane, o to po raz pierwszy będę na wakacjach za granicą. Wylot 6 czerwca, powrót 14 i z Mamą będziemy szaleć w Grecji xD

D zajmie się Karolkiem przez tydzień i będzie miał szansę udowodnić, że da radę jak polecę do Polski na 2 tygodnie w sierpniu.

Tata nazywa Karolka "chomikiem" co jest umyślnym umniejszeniem jego króliczej godności i powatarza to tak często, że zaczęłam mu wierzyć, że na prawdę go nie lubi. Mój Tata został trochę inaczej wychowany w stosunku do królików - on je jadł jako dziecko (na obronę, w tamtych czasach nie było nic innego?). No i ostatnio Tata komuś odpisał na komentarz "Moja córka ma wspaniałego królika..." - no normalnie aż mi w oczach świeczki stanęły <3 jeszcze do Mamy powiedział (ale to między nami), że myśli żeby odwiedzić Karolka kilka razy jak mnie z Mamą nie będzie, żeby "sprawdzić czy ma sałatę". No po prostu brak mi słów. Dziękuję Tato <3
____________

Dzisiaj już chyba nie mam nic więcej do opowiedzenia. Wpis i tak jest już długi, dziękuję jeśli wytrwałaś do samego końca. Na prawdę doceniam zaangażowanie. Mam nadzieję, że Wy również macie udany weekend. Ja za to zmykam na tydzień wolnego od pracy. Buziaki! <3
____________

06.05.2018 _ niedziela

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.