• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 60 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 92 649 / 2794 dni
 
hononey
 
Wczoraj byłam nad morzem i nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi tego brakowało. Ale do rzeczy...

Ten wpis dedykuję Karolkowi (mój królik) i jego niewiędnącej zajebistości. Otóż pojechałam nad morze właśnie z królikiem. Za każdym razem mnie zaskakuje jak mało o nim wiem. No więc pakuję nas nad morze - podstawowe sprawy no i spakowana. Idę do Karolka - siedział w moim pokoju. Już wcześniej mu opowiadałam, że będziemy nad morzem więc wiedział co się szykuje. Stawiam przed nim plecak (w którym podróżuje) i zazwczaj ostatnio nie miałam problemów, żeby mu pokazać jak tam wejść (pchasz delikatnie obiema dłońmi, a Karolek robi resztę). No właśnie nie miałam, bo Karolek uciekł od plecaka i pobiegł na górę do kuwety, żeby załatwić sprawy!!! Nigdy wcześniej tego nie robił i byłam pod wielkim wrażeniem (i szokiem), że wiedział, że najpierw trzeba zaliczyć kuwetę, a dopiero potem podróżujemy. Karolek skończył co trzeba i pozwolił sobie wejść do plecaka...

Dobra, idziemy na staję kolejową. Karolek w plecaku, przez ramię torba z najważniejszymi rzeczami, a za sobą ciągnę walizkę z pierdołami na plażę i wystającą parasolką (w sumie to większość i tak była dla niego). Dochodzimy na stację, jeszcze godzina do pociągu - mówię spoko, przynajmniej młody się przyzwyczai i zrelaksuje w poczekalni. Wypuszczam więc go z plecaka do spodu od transportera wyłożonego kocykiem i sobie siedzi grzecznie. Podchodzi starsza kobieta, zafascynowana czarującą osobowością Karolką i lecą pierwsze ohy i ahy jaki to on grzeczy i słodki. Karolek wszystko łyka, jeszcze na dwóch łapkach staje co to nie on, przecież potrafi być jeszcze bardziej czarujący. Gadamy 10 minut, kobieta odchodzi a Karolek marnieje bo stracił zainteresowanie kobiety. Siedzimy sobie tak razem z Karolkiem, aż w końcu przyszła pora na nasz pociąg.

Wychodzimy z poczekalni do pociągu ale wszędzie zapchane, wszędzie madki z brajankami i wózki niczym terenówki ale udaje nam się przecisnąć. Dochodzimy do miejsca a tam siedzi rodzina 500+, wszystkie miejsca pozajmowane, a na moim jest mały brzdąc. No więc wchodzę i przepraszam że taka ze mnie mało kurturarna osoba, no ale booking był i miejsce moje. Oczywiście, problemu nie ma no i z Karolkiem siadamy przy oknie. Starszy pan koło mnie bardzo miły, fajnie się rozmawia, a reszta dzieci. Ponad godzinę podróży kolejne ahy i ohy jaki to on grzeczny, a Karolek się rozłożył w transporterze i mieli zęby bo wreszcie dostał od wszystkich uwagę.

Dojechaliśmy do Cleethorpes, wreszcie upragniona plaża, ale trzeba pójść z dala od ludu bo dzieci piszczą. W końcu znajdujemy nasze miejsce (Karolek dalej w spodzie od transportera, więc wszystkie ręce miałam zajęte), ale schody na plaże zmielone falami z zimy. Dobra, wracamy się na inne schody, znajdujemy miejsce na piachu i ból bo cienia nie ma, a bez cienia Karolek skończy jak pasztet. Więc prosimy w miarę spokojną rodzinę, żeby okiem lukneli na nasz asortyment, a my w tym czasie powędrujemy po wiatrochron. No i wracamy się do budki (jakieś 5 minut drogi i znajdujemy). Pan mówi 3.50 i wracamy z niewygodnym towarem na plażę.

Dziękujemy rodzinie za dopilnowanie towaru i razem z Karolkiem idziemy bliżej morza, gdzie piach jest zimniejszy. Słońce piękne, ale wiart za to w futerko mocno dmucha. Biorę w końcu ten wiatrochron i próbuję całą moją złość przełożyć we wbijanie tych drewnianych włóczni - bezskutczenie. Wiatr tak tym miota, że nie miałabym szans dopóki po jakimś czasie młoda dziewczyna do mnie nie podeszła z młotkiem. Nigdy chyba tak nie byłam szczęśliwa w beznadziejnej sytuacji. Zaraz potem przychodzi jej rodziciel i poprawnie wbija włócznie - efekt? Po 10 minutach poniżającej walki, wreszcie mogłam schować Karolka w cieniu. Dziękuję obojgu i zabieram się w rozkładanie naszego ekwipunku.

Karolek rozłożony w piachu jak bagietka, ja walczę z kocykiem który pod wpływem wiatru zaczął mieć dodatkową funkcję latania. Na szczęście buty go trochę uziemiły. Okazało się, że parasolka również nie była na marne bo wiatr wiał z dwóch stron. Co było dla mnie największym zaskoczeniem, to to, że kiedy Karolek wreszcie się zrelaksował, zaczął jeść sianko!!! I to nie, że przez przypadek wziął jedno źdźbło, nie! On zjadł praktycznie wszystko co z nami było. Nidgy wcześniej nie jadł podróżując ze mną. Zawsze musiał dostawać przysmaki, ale nigdy sianka nie tknął.

Dumna z siebie i z Karolka, rozłożyłam się plackiem na kocyku, wtulona w parasolkę broniąc się przed zimnym wiatrem. Nawet słońce nie mogło mnie rozgrzać. Karolek zadowolony, bo siedzi w cieniu, łapki rozłożone wzdłuż i szerz. Zamykam oczy, żeby nacieszyć się krótkim dniem nad morzem. Otwieram oczy, patrzę, że Karolka nie ma ani w transporterze, ani w plecaku, ani w walizce, no nigdzie. Zaczynam pluć sobie w twarz, że zdjęłam mu te szelki z medalikiem i zaczynam się rozglądać, w którą stronę mógł uciec. Ale przecież królik na plaży wywołałby sensację, a wszędzie cisza, więc chyba nie wyprował skoro w cieniu grzecznie siedział? Odpowiedź była pod parasolką. Karolek spierdzielił przed wiatrem. Może i jestem chujową panią domu, ale za to królik na prawdę mi się udał. Wiedział, że jak ucieknie to ciężko będzie wrócić, więc jak bochenek skulony siedział pod pampelą (tak wołałam na parasolkę jako dziecko). Emocje ochłonęły. Karolek wrócił do transportera, a ja przypięłam górną część, żeby go broniła przed wiatrem. I tak sobie siedział, a ja leżałam na kocyku nieświadomie piekąc sobie ramię na słońcu.

Mimo, że Karolek był zrelaksowany i nie wołał do mnie, to jednak było mi go żal, że on tam a ja tu (bo w końcu na wycieczce razem) i przyszurałam kontener z królikiem do siebie. Ręcznikiem owinęłam opakowanie, żeby Karolka nie smażyło w środku i tak sobie dwie godzinki leżeliśmy. Z Siostrą zamieniłam kilka słów na messengerze, a potem była pora na zbieranie się. Karolek grzeczny, ale nie podobało mu się, że w plecaku musi siedzieć. Nie miałam wyboru bo włócznie trzeba było odnieść, a nie było mowy o powrocie do rzeczy zostawionych na plaży. Tak więc tułając się powoli w końcu doszliśmy do budki, żeby oddać ten nadbagaż. Poszliśmy z Karolkiem po ciepły napój i rozsiedliśmy się wygodnie przy stole na zewnątrz.

Niestety plaże w Anglii mają to do siebie, że przciągają całe rzesze idiotów, którzy myślą, że głośna muzyka, łokieć na drzwiach i podkręcone obroty w samochodzie czy zdjęty tłumik z motóra, sprawi że będą kul. Zmuszeni hałasem, przenieśliśmy się na molo, gdzie było więcej spokoju. Przesiedzieliśmy tam jakiś czas, bo wiatr nie dawał spokoju i udaliśmy się w stronę wegańskiej knajpy, którą mieliśmy nadzieję, że będzie otwarta. Czekaliśmy na ławkach przy plaży z wielką nadzieją, ale knajpa była zamknięta.

W końcu udałyśmy się po ostatni napój, a potem już tylko do pociągu. Znowu 500+ zajmowało nasze miejsce, ale nie było problemów z przejęciem. Niedługo potem wysiedli. Karolek dostał miejsce z widokiem na okno i znowu była rozmowa o królikach i innych takich różnych. Po całym dniu łażenia, w końcu złapała mnie chęć skorzystania z toalety i biorę Karolka pod pachę. Miła rodzina, która opowiadała o swoich świnkach morskich, mówi że mogę zostawić z nimi (następna stacja za 30 min, a tyle na pewno mi nie zajmie). No dobra, więc tłumaczę Karolkowi, że idę do toalety i ma być grzeczny (kiedyś jak poszłam na plażę, to mu się nie podobało i zaczął uciekać rodzicom z koszyka), bo nie wiem jak zareaguje. Wracam, a Karolek rozłożony w swoim miejscu i je sianko jak królewicz! No naprawdę nie mogłam wyjść z podziwu. Taki był dzisiaj grzeczny, że przeszedł wszystkie oczekiwania. Spakowałam go do plecaka, bo niedługo wysiadamy, wszystko przygtowane i do domu.

W domu jak tylko poczuł, że jest u siebie to od razu do toalety. No więc takiego mam mądrego królika. Teraz tylko musimy pogadać o załatwianiu spraw, żeby mi nie zachorował od trzymania tego wszystkiego w sobie jak podróżujemy. Jeszcze jak wrócilismy do domu, to jakimś cudem koło Karolka był ślimak. Z D się śmieliśmy, że Karolek załatwił sobie zwierzaka xD To tyle na dzisiaj kochane, mam nadzieję, że pogoda dopisuje <3
____________

08.05.2018 _ wtorek

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.