• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 33 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 91 736 / 2768 dni
 
hononey
 
Pora znowu z siebie trochę wyrzucić (bo zwarjuję). I broń boże nie wyżalam Wam się jaka jestem biedna, czy narzekam na swój los. Wiem co muszę zrobić i tak zrobię. Po prostu daję upust swoim emocjom, żeby to we mnie już nie siedziało, bo nie wytrzymam...

Zaczynam prawie łapać deprechę przy nim. Naturalnie budzę się z pierwszymi promieniami słońca rano, ale nie chce mi się do tego wszystkiego wstawać. Dosłownie śpię na maksa, tyke ile mogę tylko po to, żeby do tego wszystkiego nie wstawać. W domu już nic nie chce mi się robić, po prostu jestem w takiej czarnej dziurze która zasysa całą moją energię. Nawet gdyby pozbył się kotów, nawet gdyby kolega już nie przychodził codziennie, nawet gdybyśmy mieli zajebiście wielki dom, wszędzie razem chodziliśmy to ja nie chciałabym z nim mieszkać. Było i minęło. Uczucia wyschły, a teraz został ze mnie zwichnięty kwiatek.

Wiecie, nie tak sobie wyobrażałam mieć chłopaka. To znaczy, w sumie to nigdy nie wiedziałam, że tak na prawdę będę go mieć, przez nadwagę i niskie poczucie własnej wartości. No ale mam już chłopaka, żadne z nas nie jest idealne, bo przecież to nie jest hollywood'zki film. I on mnie kocha, a ja jego już nie potrafię. Nie potrafię się nawet zmusić, żeby go kochać. Owszem, przytuli i jest miło, bo przecież jestem już do niego przyzwyczajona, ale to nie to samo co być z kimś w związku kogo na prawdę kochasz - każdego dnia, a nie tylko dlatego, że jesteś przyzwyczajona.

Nie zrozumcie mnie źle. Jest jakaś potwora, dla której jest idealny. Ona może się samorealizować, mieć kupę czasu i spotkają się w domu w korytarzu na 5 minut, zamienią kilka słów i dalej do swojej pracy. Ale ja tak nie potrafię. Owszem lubię wolny czas, ale o wiele milej byłoby go spędzić z kimś wyjątkowym. Nawet kiedy kolega pójdzie do domu, to on i tak siedzi w swoim pokoju, za fortrecą zbudowaną z elektornicznych części, które kiedyś mu się przydadzą do czegoś. Nawet nie mamy tematów do rozmowy. Wejdzie czasami do mojego pokoju, żeby mi powiedzieć, że jego wzmacniacz osiągnął już moc ileś tam watów, że zniekształcenie sygnału osiągnęło już jakieś tam minimum, że musiał coś tam włożyć i teraz jest już lepiej. I tak 24/7, dzień w dzień słyszę o głośnikach, wzmacniaczach, dźwiękach i innych pierdołach i już mnie szlag trafia.

Chociaż i to jest lepsze od tego jak opowiada mi jaki dom kupimy, co w nim zrobimy jak razem zamieszkamy. Patrzy się w moje oczy z wielką nadzieją, że podłapię temat i będę mówiła co chcę i jak chcę. A JA TEGO WCALE NIE CHCĘ! Chcę, ale nie z nim. I widzicie, napisałam to i w tym momencie mi zaczyna być go szkoda, bo już zaczynam sobie wyobrażać, jak to ja bym była na jego miejscu i to by mnie załamało. Ale z kim bym nie rozmawiała na ten temat, to wszyscy mi mówią, że po prostu trzeba to zerwać. Że nie ma sensu. Ja przy nim czuję się taka wycieńczona. Wyobraźcie sobie, że zakuwacie jakiś temat, którego nienawidzicie 24/7 - tak właśnie ja się czuję mieszkając z nim. Jestem energetycznie wycieńczona.

Dlatego wiem co trzeba zrobić. Po powrocie z Polski po prostu, zacznę szukać mieszkania tak szybko jak się da. W zeszłym roku byłam w Polsce miesiąc. Calutki miesiąc kolega D. przesiadywał u niego ile chciał. Praktycznie rzecz ujmując można powiedzieć, że tu mieszkał. Wróciłam z Polski, kolegi u nas nie było, D mnie przytula i się cieszy na mój powrót i biadoli, że bezemnie to już by na pewno umarł, gdybym została następny tydzień w Polsce i takie tam pierdoły. Co się dzieje za dwa dni? Kolega przychodzi jak mu się chce o której mu się chce. Chooj, że mnie nie było ponad miesiąc i przychodził jak chciał. Co za różnica jak wróciłam?

Mimo, że kolega mi powiedział, że chciałby być ze mną gdyby nie D, to szczerze powiedziawszy mam akurat to konkretnie w dupie. Widzi łatwy wyzysk, bo widzi jak zapierdalam i ile za to zarabiam i po prostu myśli, że głupią gąskę sobie załatwił. A ja już po prostu się nie dam. Mam dość tego, że żaden z nich nie bierze mnie na poważnie. Powie sorry i myśli, że sprawa załatwiona. Ile razy już mu mówiłam, że pora gości wyprosić? Jednemu i drugiemu po tyle samo. Kolega siedzi cały czas w telefonie i mówi, że nawet nie zauważył jak czas zleciał? TO SĄ KPINY! A z D jest po prostu tchórz, bo nie potrafi koledze powiedzieć, że czas powiedzieć dowidzenia. Dlatego cały szacunek do kolegi straciłam. Jestem miła, ale go straciłam. Jedyne co mnie trzyma przy D, to to, że nie mogę znaleźć dobrego domu, jest mi go szkoda no i niedługo wakacje w Grecji i Polsce, a wiem że Karolek najlepiej czuje się w domu.

Ale przyżekam, że jeśli kasę na Karolka (którą mu zostawię) wyda nia zioło, to nie ręczę za siebie...
____________

No więc to było tak z grubsza. Po prostu musiałam z siebie to wylać, bo znowu chodziłabym cały dzień wkurwiona i wszystkim by się dostało. A teraz trochę pozytywniej... Zaczęłam ćwiczyć, ale tak hardkorowo, że ledwo oddech łapię i jeśli ćwiczyłam to można mnie złapać późnymi porami na insta @yolofruit , gdzie dodaję relację już po treningu. Taka mała motywacja dla mnie.
____________

Wczoraj stwierdziłam, że skoro pogoda ładna, to zabrałam Karolka do rodziców do ogródka. Ja czytałam książkę, a Karolek zwiedzał wszystkie kąty ogródka (łącznie za domkiem z narzędziami). W końcu się uspokoił po szczekaniu psa sąsiada i stwierdził, że najlepsza miesjcówa jest na moim barku. I tak sobie o to siedział, a ja czytałam książkę.
____________

13.05.2018 _ niedziela

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Tak przykro mi to czytać, bo wiesz dobrze, że po części wiem co czujesz... Nie potrafię Ci prawić morałów czy dać rady, które skupiają się na tym byś go zostawiła i ułożyła sobie życia sama/z kimś innym, bo byłabym wtedy hipokrytką.. Dlatego po prostu życzę Ci odwagi jeśli chciałabyś wykonać ten krok albo dużo cierpliwości do D.. Trzymaj się, słońce.
     
  •  
     
    Dlatego ważne jest by w życiu stawiać tylko na siebie. Nie o to chodzi by być egoistą. Ale robić to co Cię uszczęśliwia. Bo z kimkolwiek nie będziesz zawsze będziesz sama, a gdzie kolwiek nie uciekniesz zawsze spotkasz siebie, dlatego trzeba mieć delikatnie w dupie partnera i żyć pełnią życia bo inaczej za kilka lat zrodzi się z tego toksyczny żal do niego. A wiedz że nikt nie będzie wyjątkowy dla Ciebie całe życie... jak się poznacie i tak czy tak będzie rutyna. Ważne są takie rzeczy jak przyjaźń, to czy możesz na niego liczyć, jakim jest ojcem, czy jest odpowiedzialnym człowiekiem, reszta absolutnie się nie liczy.
     
  •  
     
    Powiem Ci że ja z perspektywy czasu chyba już nie wierzę w "miłość" "jako taką w "wyjątkowych" ludzi. Naprawdę. Byłam w 3 związkach. Mam męża i zawsze jest tak samo. Najpierw zauroczenie, wszedzie razem, tematy do rozmowy on się stara w mig łapie to co mówisz, tęsknisz za nim itp a potem on zaczyna olewać Twoje zdanie, nie chce mu się nic nawet Cię przytulać i powoli uczucie gaśnie. Zostaje przyzwyczajenie. Taki koleżeński układ. Dziwny jakiś rodzinno-koleżeński gdzie żyjecie obok siebie ale już nie razem. On nie zdradza bo wie że straci wszystko na co pracował, bezpieczeństwo, rodzinę i dom, ty nie zdradzasz bo to samo, no i dziecko jak macie dziecko pozamiatane dziecko wiąże bardziej niż ślub i wspólny kredyt... Ciesz się że nie ma dziecka. Możesz odejść kiedy tylko zechcesz ale wiedz że i tak będzie to samo, delikatnie inaczej ale to samo... w końcu będziecie żyć razem ale osobno.
     
  •  
     
    Ej no masz przystojnego Karolka przecież :)

    Nie męcz się w związku z facetem, z którym nie widzisz przyszłości.
     
  •  
     
    Życie trzeba sobie ułożyć tak, żeby było nam dobrze :) powodzenia Ci życzę i dużo szczęścia:):)
     
  •  
     
    Ja Ci powiem ze szkoda czasu na tego pana...