• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 90 365 / 2736 dni
 
hononey
 
Kochane moje,

Dzisiejszy wpis będzie inny od wszystkich które do tej pory czytałyście. To będzie moje najbardziej prywatne do tej pory wyznanie przed Wami. Nie ukrywam, że już teraz wiem, że kilku osobom może to się nie spodobać i krew może się w Was zagotować. Prawda jest taka, że potrzebuję to z siebie wyrzucić i gotowa jestem na Wasze reakcje. Jednak jak to już przystało na mój charakter - w kłótnie nie będę się wdawać. Każdy żyje swoim życiem, ja piszę jedynie z doświadczenia i wylewam z siebie własne myśli. Każdy ma prawo do własnej opinii. Od razu mówię, że nie próbuję nikogo krytykować - wpis ma celu przybliżyć trochę moje obserwacje. Zapnijcie pasy, bo to może być trochę dłuższy wpis. Zaczynamy...
____________

Wpis 84#, opowiadałam Wam o tym, że nie mam poczucia wartości/pewności siebie. Opowiadałam głównie o tym, jak jedno wydarzenie z dzieciństwa, zmieniło moje życie. Nie wiem czy Wam mówiłam, ale miałam sen ostatnio. Siedziałam, razem z tymi właśnie dziewczynami, które mnie tak traktowały i siedziałyśmy jakbyśmy już obgadały cały temat. Normalnie rozmawiałyśmy o wszystkim, problemy zostały rozwiązane. To był sen z tych prawdziwszych, gdzie masz wrażenie, że tam jesteś, wszystko czujesz i widzisz wszystkie kolory. Obudziłam się z uczuciem, jakby już wszystko we mnie puściło. Tak jakby problem został już rozwiązany i nie muszę się nim martwić.

Ale jak to z naszymi uczuciami/problemami bywa, przypominają one trochę cebulę. Zdejmiesz jedną warstwę i pokazuje Ci się kolejna z głębszym problemem. Mi to nie przeszkadza, bo na prawdę lubię analizować te sytuacje i rozwiązywać problemy (nawet jeśli sama tego nie robię, a pomocą innych Istot Światła - taaa, wiem, czary mary). Kiedy rozwiążesz problem, masz wrażenie, że spadł Ci kamień z serca, czujesz się wolniejsza, masz więcej możliwości i sytaucje które wcześniej przynosiły dużo stresu, teraz Cię przestały dławić.

Wracając do tematu, temat zerówki mam wreszcie zamknięty i już mnie nie nęka podświadomie. Teraz za to wyszedł na jaw głębszy problem (który powoli zaczęłam już "leczyć"). Od jakiegoś czasu, kiedy to nie weszłabym na Amazona, pokazywała mi się książka "WITCH" Lisy Lister. Stwierdziłam, że skoro za mną tak łazi i wszędzie jest, to jest znak (w końcu nic się nie dzieje bez przyczyny). Kupiłam książkę razem z inną o wampirach energetycznych i jak się bronić.

Zaczęłam czytać "Wiedźmę" i to brzmiało tak, jakbym czytała książkę z innej planety. Dlaczego? Otóż nigdy nie czytałam książki, która byłaby napisana z taką pasją i wewnętrzną siłą oraz przekonaniem przez jakąkolwiek kobietę. Dostałam takiego kontrastu między tym jak ja myślę i jak napisana jest ta książka, że doszło do mnie na prawdę, że nie mam w sobie żadnej wiary ani pewności w siebie. Takie uczucie jest prawie druzgocące. Wtedy zorozumiałam jak bardzo się czuję zaszczuta jako kobieta...

Całe życie (w końcu i tak mam tylko 24 lata, a tylko od dwóch nie mieszkam z rodzicami) podporządkowywałam się rozkazom, wymaganim i zasadom utworzonym przez Ojca. Kłotnie były, dużo krzyku... "Nie rób tak, tylko zrób tak", "Gówniara...", "Szczyl..." "Chcesz być inna, to bądź inna w nauce", "Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie", "Ja mogę, ty nie", "Póki mieszkasz w tym domu, będziesz się słuchała mnie, a jak się wyprowadzisz to będziesz mogła sobie robić co chcesz".

Nie miałam się prawa kłócić i walczyć o swoje, bo albo dostawałam w dupę, albo robiono mi kary. Jeśli miałam wybór, to tylko taki który by pasował Ojcu, np. kiedy powiedziałam, że nie jem więcej mięsa powiedział "Albo się wyprowadzisz i wtedy będziesz mogła sobie decydować co chesz jeść, albo zostajesz i jesz mięso. Masz tydzień na wyprowadzenie się". Wiedział, że nie mogłam się wyprowadzić, bo jeszcze studiowałam i nie miałam pracy więc przeprowadzka nie wchodziła w grę. Więc nie zostawałam z żadnym wyborem.

Kolejny przykład. W 2012/2013 miałam depresję i nie czułam się na siłach, żeby robić prawo jazdy. Nawet nie chciałam. Tata powiedział mnie "namawiał", że mi opłaci lekcje bo teraz mają na to pieniądze, a później przepadną, więc albo robię albo nie (to nie był wybór, po prostu zostałam znowu podstawiona przed murem przez Tatę). Tata stwierdził, że skoro on płaci, to on wybiera i tak o to trafiłam na "projesjonalną" szkołę jazdy. Nie dość, że byłam w kiepskim stanie psychicznym to gostek/instruktor na prawdę nie umiał uczyć. Jeździłam z takim stresem, że lepiej się czułam na rowerze kiedy TIR mnie mijał niż za kierownicą. W końcu 40 lekcji minęło (w Anglii inaczej wygląda nauka jazdy) i koleś zapisał mnie na test - oblałam. Miesiąc później znowu test - oblałam. Stwierdziłam, że mam tego dość i przestałam zupełnie jeździć. Oczywiście ze strony Taty się poddałam i byłam porażką, pieniądze poszły w błoto, itd, ale w głębi czułam, że nie dam rady tego zrobić będąc w takim stanie psychicznym.

Dla ciekawskich dokończenie historii: Wyszłam z depresji i niedługo potem dostałam od Dziadków pieniądze na dokończenie prawa jazdy (nie dali mi żadnych warunków, życzyli tylko dużo szczęścia). Sama wybrałam kolesia zrządzeniem losu, który miał mnie uczyć (za każdym razem, kiedy myślałam o nauce jazdy, widziałam jego samochód). W ten o to sposób, przejeździłam kolejne godziny z nowym instruktorem. Nie mógł uwierzyć ile błędów popełniam na drodze i musieliśmy całą naukę zaczynać od początku. Przy okazji zaskarżył poprzedniego instruktora do związku, że był choojowy. Niestety kasa zaczęła mi się kończyć, więc musiałam dorabiać w pracy. Znalazłam stałą pracę, ale okazało się, że instruktor przeszedł na wcześniejszą emeryturę i został taksówkarzem ze względów zdrowotnych. Życzył mi jednak powodzenia. Tak więc los mnie zapędził do następnego instruktora, Polaka i powiedział, że niedługo bookujemy test bo praktycznie wszystko umiem. Test zdałam wcześniej niż planowaliśmy. Ba! Dostałam najtrudniejszą trasę do pokonania przez miasto i zdałam tylko z malutkim błędzikiem. Więc historia z happy endem.

Wracając do tematu zaszczutej kobiecości. Opowiadałam Wam już kiedyś, że ogółem z mojego Taty to pożądny chłop i można na nim polegać (zwłaszcza jak się wyprowadziłam), ale dzisiaj nie o tym wpis.

Tak więc rozwiązując problemy z przeszłości, znajdujesz więcej problemów do rozwiązania, ale zaczynasz to robić co raz łatwiej i szybciej bo ciężar z serca spada i zaczynasz czuć lekkość.

Cieszę się, że wreszcie wyszło to na jaw, to jak się z tym czuję. Teraz dopiero doszło do mnie to wszystko. Dlatego jestem taka dziecinna w zachowaniu, bo w ogóle nie czuję się jak kobieta. "Trauma" dzieciństwa, wszystkie zakazy i nakazy dalej we mnie siedzą i to sprawia, że nie mogę "dorosnąć". Dalej czuję się mała (dosłownie i metaforycznie) przy Ojcu. Mimo, że podejmuję już tyle decyzji, zarabiam, sama się utrzymuję itd. to nadal czuję się jak nieporadne dziecko. Ciało migdałowate w mózgu zapisuje wszystkie nasze emocje i próbuje nas bronić. Więc, jeśli tych emocji nie przetrawiliśmy, one nadal w nas siedzą i nie możemy się rozwijać. Teraz kiedy to wszystko napisałam, zaczęło coś we mnie pękać. Dobrze by było wreszcie poczuć się kobietą a nie dzieckiem.

Myślę, że "trauma" wychowawcza, to nie jedyny problem z dzieciństwa. Dochodzi problem lekarzy, leków i efektów ubocznych (traktowanie mnie jak królika doświadczalnego). Nadwaga niestety również odbiła swoje piętno. Mimo wielkich chęci Mamy, żeby mnie godnie ubrać, niestety wielki brzuch i wielka dupa sprawiały, że wyglądałam jak kawał boczka. I nie, żebym nie wiem jak po prostu tego nie dało się ukryć. Jak masz czuć się kobietą, kiedy czujesz się jak beczka z której wszyscy się śmieją?

Tak więc zaczęłam czytać książkę i powoli zacznam odnajdować pewność siebie i rozumieć co to znaczy być kobietą. Podoba mi się ta stanowczość i siła, żeby się nie poddać. Myślę, że ćwiczenia pełne potu, też dużo mi dają.

I tutaj od razu chciałabym zaznaczyć, że nie jestem feministką, ani nie chcę Nią zostać. Uważam, że kobiety muszą odzyskać głos ale feminizm to jest dosłownie ekstremalna wersja poglądów na temat tego co kobiety powinny robić / jakie być. Są zawody które po prostu przerastają kobiece możliwości (chociażby, ze względu na różnice anatomiczne/fizjologiczne między kobietą i mężczyzną), ale są kobiety które to uwielbiają, czerpią z tego mega radochę i chwała im za to. Uważam też, że kobiety które czują się cudownie w roli matki / Pani domu, niech sobie siedzą w garach, gotują pięć potraw, a facet przynosi do domu kupę kasy. I nie ma nic w tym poniżającego, jeśli oboje są zadowoleni.
____________

Dziękuję, jeśli przeczytałaś wszystko i doszłaś do tego momentu. To wszystko na dzisiaj. Zaraz będę ćwiczyć, a jutro do pracy znowu. Myślę, że nie jest to takie męczące jak przypuszczałam, zwłaszcza, że kończę wcześnie rano a nie po południu. Szkoda mi tylko Karolka, bo już tak się zżyliśmy ze sobą, że rozłąki są bolesne i na prawdę za nim tęsknię. Dobranoc <3

21.05.2018 _ poniedziałek

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

 
  •  
     
    A nie możesz zrobić czegoś by zawalczyć z otyłoscią/ nadwagą? Ja też mam ten problem więc wiem o co chodzi. Ogólnie przez całe dzieciństwo byłam odrzucana przez wagę, potem w gimnazjum zaczęłam ekstremalnie się odchudzać i byłam aż za chuda do urodzenia dziecka, ciąża rozwaliła mi tarczyce, wyniki na TSH mam bardzo w normie w granicach 2 dopiero na prywatnym badaniu usg wyszło. Może przebadaj sie wtedy walka z wagą będzie bezproblemowa, ja odkąd postawiono mi diagnozę schudłam już prawie 8 kg :) Po prostu dowiedziałam się co robiłam źle :)