• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 33 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 91 736 / 2768 dni
 
hononey
 
Wyprzedzając wszystkie stereotypowe myśli - nie użalam się nad sobą. Po prostu wywalam to z siebie, żeby łatwiej mi było przemyśleć pewne sprawy.
____________

Pracowanie dzień w dzień, zbiera swoje żniwo. Dzisiaj znowu do pracy na 15.30 i prawie od samego rana chce mi się płakać. Nie chcę mieszkać z D, zaczęłam się rozglądać za mieszkaniami. Dzisiaj zrozumiałam, że nawet jeśli dostanę tanie mieszkanie ze spłódzielni poza miastem, to bilet na pociągi mnie zeżre. Więc wychodzi na to, że tyle samo co wynając mieszkanie w centrum miasta, co ponosić dodatkowe koszty na wsi. A wiadomo, łatwiej w centrum mieszkać... bo bliżej rodziców, znajomych, sklepów, itp.

Po prostu ryczeć mi się chce. Nie dlatego, że będę singielką, ale dlatego, że będę sama z Karolkiem i mnie to przerasta. Te wszystkie koszta związane z podpisaniem umowy, przeprowadzka i najgorsze - załatwianie wszystkiego za plecami D. Nie chce cholera tego robić, na prawdę nie chcę, ale zobaczcie same... On mnie manipuluje emocjonalnie. Powiedziałam mu w styczniu, że chcę się wyprowadzić i nic z tym nie zrobiłam bo jakie to obietnice od niego nie były, co się pozmienia i w ogóle. I co się zmieniło? Nic. Ale nawet gdyby pozbył się kotów, gdyby kolega nie przychodził, zarabiałby miliony i spędzalibyśmy cały czas, to nie chciałabym z nim być. To już dawno się wypaliło. Wiem, że jeśli teraz mu o tym powiem, że chce się wyprowadzić to znowu mi cyrk odstawi, będzie płakanie, manipulowanie, obwinianie, emocje. Po prostu trzeba go postawić, przed faktem dokonanym i się stąd wyprowadzić. Wiem, że to kurwa nie fair ale co mam poradzić? Jeśli tego nie zrobię, to zawsze mnie będzie trzymał w sidłach. A ja już gotowa jestem pójść solo, ale te wszystkie koszta przeprowadzki i opłat mnie po prostu dobijają.

Spróbuję pójść do Landlorda i przekonać go żeby spuścił z ceny do Ł400 (tyle ile kosztuje ten dom po drugiej stronie ulicy) i ja sama tutaj zostanę, albo po prostu wynajmę ten drugi dom i rodzice już mi powiedzieli, że pożyczą pieniądze na opłaty za podpisanie umowy o wynajem (widzicie, mówiłam, że mam spoko rodziców - w poprzednich postach pisałam tylko o dzieciństwie i braku zrozumienia, co poskutkowało tym jak teraz się czuję, ale ogółem rodziców mam spoko).

Dobra, to tyle na razie Kochane, zaraz będę się zbierała do pracy. Na samym dole zdjęcie z dzisiejszego poranka, jak koty z Karolkiem czekają na mnie jak się już ubieram, żeby zejść na dół je nakarmić. Najbardziej mnie rozkleiło, jak blisko Sal siedziała koło Karolka (im bliżej są, tym mocniejsza więź, bo Sal ceni sobie prywatną przestrzeń). <3
____________

24.05.2018 _ czwartek

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    To nie jest nie fair. Tamta rozmowa była swego rodzaju ostrzeżeniem. On nic sobie z tego nie zrobił, więc teraz nawet nie będzie miał co udawać zdziwionego. Nie masz obowiązku się mu tłumaczyć po raz kolejny i trzymać się go na siłę w swoim życiu.
    Ale z tymi kosztami to jednak trudna sprawa, mam nadzieję, że jakoś się z tym uporasz. Powodzenia :*
     
  •  
     
    Co do wynajmu mieszkania/domu to też Cię rozumiem. Czasami nawet nie chodzi o siłę, żeby po prostu odejść, a o sprawy organizacyjne, które wiążą się z kasą. Nie jest łatwo samemu się utrzymać, niezależnie w jakiej części świata się mieszka. Ale dobrze, że chociaż masz rodziców którzy w razie czego mogą Ci pomóc.
    Dasz sobie radę. Po prostu wszystko sobie dokładnie wylicz, zoorganizuj i (co ja sama mogę polecić) codziennie przeglądaj market z wynajmem mieszkań/domów, bo on zmienia się jak w kalejdoskopie. Codziennie możesz zobaczyć coś nowego i bardzo często też te nowe miejsca znikają w jednym dniu. Bardzo często wszystko schodzi na zasadzie 'kto pierwszy ten lepszy'. Musisz być wytrwała i też starać się o pozytywne nastawienie, a wtedy dasz radę :)
     
  •  
     
    Po prostu, jak większość kobiet, za bardzo się przejmujesz nim i jego uczuciami, gdzie on sam Cię nie szanuje. Nie oceniam Cię za to negatywnie, bo po prostu my kobiety tak mamy, że czasami 'za bardzo chcemy' i pomimo, że wydaje się do słodkie i szlachetne, to niszczy nas to od środka. Nie mówię, że masz być oziębłą suką i traktować go tak, jak on Ciebie potraktował, ale zadbaj o swoje zdrowie psychiczne.
    W życiu dochodzimy do pewnych momentów, gdzie zdajemy sobie sprawe, że nie wiadomo jak byśmy się starali, albo ta druga osoba, to po prostu nie da się wymazać tego co było i zachowywać się jakby wszystko było okey. I dlatego po prostu lepiej jest odejść.
     
  •  
     
    Nikt nie przeżyje życia za Ciebie, pamiętaj, że w życiu trzeba myślę o sobie i być trochę egoista:)
    Dobrze, że masz wsparcie w rodzicach :)
     
  •  
     
    Jego manipulacje są o wiele bardziej nie fair, a skoro nic się nie zmienia to możesz mieć pewność, że on nawet nie wierzy, że chcesz naprawdę odejść. I spokojnie, dasz sobie radę ;)
     
  •  
     
    nie fair? on sie zachowuje nie fair :0 pamietaj ze Ty jestes najwazniejsza:)