• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 60 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 92 649 / 2794 dni
 
hononey
 
P.S - najnowszy wpis (93#) nie pokazuje mi się na blogu, więc link podaję tutaj: hononey.pinger.pl/m/27935562

Wreszcie się czuję, jakbym miała szansę uwolnić się od D. Byłam u mojego landlorda (który bardziej jest opiekunem domu, niż jego właścicielem) i powiedział, że mimo tego, że jestem dobrym lokatorem i nie ma mi nic do zarzucenia, to jest mało pradopodne, że tak bardzo zaniżą cenę ale nie zaszkodzi zapytać. Odpowiedź dostanę we wtorek/środę. Powiedział, że nawet jeśli się zgodzą (czyli w sumie robią dobrą rzecz) to mogą mieć potem problemy, ze spłódzielnią, że tak mocno zaniżyli stawkę (biurokracja na całego).

Więc zostaje mi agencja i dom po drugiej stronie ulicy. Rodzice powiedzieli, że pożyczą mi kasę więc teraz zostaje mi tylko walka i prawo dżungli o chatę.

Na prawdę wierzę, że wszechświat mnie wspiera (w sumie to nie mam innego wyjśćia). Marzy mi się zamieszkać już samej. Zero chłopaków (nie zaszkodzi z jakimś popisać dla utrzymania jakiś damsko - męskich relacji) i zero związków. Po prostu wreszcie skupienie się na sobie. Według stereotypowych norm, zaopiekowanie się sobą i własnymi potrzebami jest samolubne, ale jak można troszczyć się o innych kiedy samemu ma się nierozwiązane problemy?

Dzięki tej sytuacji zrozumiałam, że chcę być dobrą osobą według norm napisanych przez społeczeństwo (dziwne słowo), a nie przez to jak jest na prawdę. Tak więc pora zdefiniować prawdziwe znaczenie tego co to znaczy być dobrą osobą. Myślę, że da się nią być bez poświęcania wszystkiego jak przereklamowani kinowi herosi. Kompas moralny nie zawsze musi być idealny, a jedynie adekwatny do zaistniałej sytuacji. Więc mimo, że załatwiam wszystko za jego plecami, zrozumiałam że robię to dla siebie. Mam do wyboru - albo żyć wg. norm społecznych i być moralnie dobrą osobą żyjącą w wegetacji, albo stąd spie**alać i wziąć życie wreszcie w swoje ręce.

Zastanawiałam się jeszcze, czy nie zamieszkać z kimś w domu, ale zdecydowałam, że wolę nie. Pora odszukać siebie i tego kim jestem. Może to i będzie wielki dom, ale wreszcie będę miała spokój... Oprócz stresu z kasą, ale jak już wspominałam - koszty podróży tyle samo mnie by wyniosły więc tyle samo płacić tu, ale chociaż mieć tą wygodę. Nawet Tracey mi opowiadała, że kiedyś bała się opłacać samochód, bo jej nie starczy a teraz ona ma jeden i jej mąż tak samo. Więc zamartwianie się tylko spowalnia dobrobyt, który ma do nas dotrzeć. Dlatego ja dzisiaj zaliczyłam chill out w ogrodzie, w pełnym słońcu. To tyle na dzisiaj, kocham <3
____________

27.05.2018 _ niedziela

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Jestem z Tobą kochana!:* dobą decyzję podjęłaś , myślę że tak będzie dla Ciebie najlepiej :)
    Cudowny kot <3 ale chyba nie chciał się ujawniać xd :D
     
  •  
     
    Trzymam kciuki by się udało i i ty byłabyś zadowolona i oni nie mieli z tego żadnych problemów.
    Twoje myślenie to ten zdrowy egoizm. W końcu nikt za Ciebie życia nie przezyje i musisz w końcu postawić na siebie. To nic złego, wszystkim nie da się dogodzic, ale sobie samej już możesz.
    Kocham zdjęcie które dodajesz, bo zawsze są takie klimatyczne, ale te bije na głowę wszystkie inne! Ta zieleń, kociak i chill. No nie potrafię opisać jak mi się podoba! Stawiaj na takie relaksu częściej, bo i ty odetchniesz i pozbierasz myśli, i ja pozachwycam się fotami :D