• Wpisów: 314
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 90 dni temu, 17:43
  • Licznik odwiedzin: 93 256 / 2824 dni
 
hononey
 
Jeszcze nigdy nie byłam tak zestresowana prywatnymi problemami... Ale od początku.

Rano wstałam o 5.30. Leżałam w łóżku przez długi okres czasu. Po moim ogarnięciu, D wstał i leżał w łóżku jedną ręką głaszcząc Karolka a drugą Garfielda. I tak gadamy o pierdołach, aż temat zszedł na mój wyjazd do Grecji. Zaczął się kłócić, żeby udowodnić swoją stronę. Błagam go, proszę, żeby już poprzestał tematu, a ten dalej o tym truje, żeby jego zostało na wierzchu. Jest takim manipulantem, że jeszcze bardziej mnie to utwierdziło w przekonaniu, że podejmuję dobrą decyzję.

Wczoraj wpadłam na link (o tutaj: tinyurl.com/ycd4lvms) i koleś cudownie opisuje wampiry energetyczne i ich 5 podstawowych grup. D idealnie należy do tej pierwszej - do paranoicznych. Przetłumaczę Wam akurat ten fragment, bo opisuje D co do joty:
. . . . . . . . .
Typ Paranoidalny

Poczucie, że ktoś go zdradzi jest głównym problemem związanym z typem paranoidalnym. Ich karmiczny temat w poprzednich wcieleniach był prawdopodobniej związany z zachowaniem wojownika, samoofiary i zwycięstwa w bitwach. W wyniku swoich doświadczeń dowiedzieli się, że na świecie jest dużo wrogów, którzy zdradzili i prawdopodobnie zabili ich w kilku inkarnacjach.

Typy paranoidów to żołnierze wciąż próbujący wygrać wojnę, która już dawno nie istnieje przeciwko wrogowi, który już dawno zginął. Nikomu nie ufają. Wszyscy są ich wrogami, a życie jest ich polem bitwy. Strach jest wszędzie i jest częścią ich osobowości.

Ich pola energetyczne są silniej naładowane w górnej połowie ciała. Są szczególnie bojaźliwi i nieufni wobec członków płci przeciwnej. Agresja jest najczęstszą odpowiedzią na świat. Ta agresja przybiera postać fizycznego zachowania i projekcji energii dla każdego na swojej drodze.

Typy paranoidów nieustannie biorą udział w kłotniach. Są uwodzicielskie, ale nie są zdolne do długotrwałych związków. Ta osoba oczekuje, że wszyscy inni ją zdradzą. Paranoik może zainicjować zdradę jako strajk prewencyjny.

Ludzie tego typu czują, że na prawdę przegrali kiedy się przyznają przed sobą i innymi, że nie mieli racji. Uważają, że jest to niedopuszczalne, więc czują, że muszą wygrywać za wszelką cenę - nie ważne jakim kosztem. Są ciężko pracującymi, obsesyjno-kompulsywnymi ludźmi - zazwyczaj są dość zdrowi fizycznie. Nigdy nie mają dość czasu, aby osiągnąć swoje różne cele.

Typy paranoidów nalegają, abyś się zgodził z ich często zniekształconym widokiem świata. W rzeczywistości chcą, abyś z nimi dyskutował. W ten sposób mogą wygrać kłótnię i udowodnić sobie, że są dobrzy, a ty jesteś tym złym.

Nigdy nie dyskutuj z taką osobą. Powstrzymaj się od kontaktu wzrokowego z nimi. Opuść i złagodzić swój głos, kiedy z nimi rozmawiasz, i zmień temat na coś przyjemnego.
. . . . . . . . .

Ciężko mi było się pogodzić z rzeczywistością, ale niestety tak wygląda życie z D. Dzień w dzień to samo. Kiedy coś jest na rzeczy, jest Kochany. Ale kiedy chcesz z nim normalnie porozmawiać to się po prostu nie da. Jest tak przekonany o swojej racji, że Ci nawet wmówi, że jesteś szalona mimo, że wiesz co mówisz. Ogółem szkoda gadać. Zaczęłam się zbierać.

Pojechałam po zielone dla Karolka. College był zamknięty, więc nie mogłam odwiedzić swojej poprzedniej nauczycielki. Pojechałam do biura turystycznego, żeby odfajkować mnie i Mamę na lot i wszystkie sprawy już załatwione. Stwierdziłam, że skoro to będą moje jedyne wakacje na jakiś dłuższy czas, to chociaż wypadałoby się jakoś ubrać, no i poszłam na zakupy... Kupiłam spódnicę, bluzkę, kapelusz i sukienkę na wesele. Tak, wiem. Miałam nie kupować, ale cóż... I tak jestem dzisiaj wybitnie dobita.

Wróciłam do domu. D tak samo i zrobił nam pizze, którą jemu babcia jego kupiła (tak, kupuje mu jedzenie mimo, że ma 31 lat...). Mniejsza o to. Pizza była nawet pyszna i wcale nie tłusta, no i wegańska. D się zebrał do pracy, a ja kręciłam się z kąta w kąt, co raz to bardziej się stresując nadchodzącą godziną. O 15.45 byłam umówiona z agentem, żeby oglądać mieszkanie po drugiej stronie ulicy. Nerwy mną tak szarpały, że czułam jak żołądek mi się zwija z jednej strony w drugą. Nie byłam w stanie trzeźwo myśleć. Przez 10 minut szukałam kluczy, które leżały na podłodze, na środku pokoju. W końcu zebrałam się do kupy i poszłam.

Domek trochę mniejszy od obecnego ale dla mnie samej idealny - nie muszę się gnieść w 2 małych pokojach. Kobieta wszystko mi ładnie wytłumaczyła, wszystkie koszta (za cenę wynajmu spokojnie mogłabym jeszcze w Grecji posiedzieć 4 tygodnie...). Najważniejsze, że Karolek będzie miał ogródek i ma pozwolenie na mieszkanie ze mną. Tutaj możecie sobie obejrzeć domek: tinyurl.com/ybwlmbu4

Dobra, domek obejrzałam, wróciłam do siebie, w pośpiechu zabrałam oszczędności przeznaczone na takie sytaucje i pojechałam do agencji. Po drodze ryczałam jak bóbr... Tak mnie wzięły emocje. Czułam, że wyrządzam mu krzywdę. Czułam się na prawdę źle ze sobą. Wszystko się we mnie kłóciło. Bardzo chciałam wrócić do domu, zamknąć drzwi na knebel i się nie ruszać, ale COŚ mnie pchało dalej żebym jechała do biura. W środku czułam się bardzo źle, bo robiłam wszystko wbrew tego co wierzę i zostałam nauczona. Czułam się jakbym wbijała nóż w plecy najlepszej przyjaciółce. W głowie słyszałam tylko myśli: "Jesteśmy z Ciebie dumni, tak trzymaj".

Dojechałam do biura, byłam zestresowana i potrzebowałam trochę czasu żeby zebrać myśli. Sprawy załatwione, wywalczyłam połowę wynajmu za pierwszy miesiąc i oficjalnie mam się wprowadzić 18 czerwca... Nie wierzę, że to już tak szybko. Jeszcze gorzej zaczęłam się czuć. Całe ciało drgało mi z nerwów. Z oczu leciały mi łzy po cichu i tylko agent (na imię ma A) zapytał czy chcę wody do picia. Sprawy załatwione i pojechałam do sklepu, żeby zobaczyć co mają wegańskiego w ofercie. Znalazłam kotlety mielone. Zadzwoniłam do D sprawdzić kiedy wraca do domu. Powiedział, że niedługo. Jako przykrywkę, że mnie nie ma, powiedziałam, że skoczyłam po kotlety do Iceland'u bo widziałam że mają nowe.

Przyjechałam do domu, D jeszcze nie było ale za to kolega czekał już przed domem na niego. Wpuściłam i niedługo potem przyszedł D. Byłam roztrzęsiona, a do tego jeszcze Mama zalewała mnie pytaniami co zrobię w tej sytuacji z Karolkiem. Na szczęście mogę Go (chyba) zostawić z Lynn. W domu siedziałam załamana. Podzieliłam się z kotletami z D - w końcu dał mi połowę pizzy. Kotlety jak do tej pory najsmaczniejsze jakie jadłam. Koło 19.00 kolega poszedł do domu a ja siedzę i stukam w klawiaturę relację z dzisiejszego dnia.

Dalej nie mogę uwierzyć, że wszystko się tak potoczyło, ale z drugiej strony Wszechświat na prawdę się o mnie troszczy. Tyle czasu szukałam domu dla siebie i Karolka, a tu proszę. Przyszedł odpowiedni czas i mam domek po drugiej stronie ulicy. Do tego jeszcze agencja w miarę rozsądna, nie nabija kasy za byle gówno i landlord podobno jest też w dechę. Mimo, że czuję się jak czuję i wszystkie stare skorupy przyzwyczajenia we mnie pękają, to jednak jakby nie patrzeć mam prawdziwe szczęście. Dziękuję Wszechświatowi i Wszystkim Opiekunom i Istotom, że tak cudownie wszystko dla mnie synchronizują, żebym mogła być taką szczęściarą.
____________

Na sam koniec zdjęcie z przymierzalni. Powiem Wam, że w sumie jeszcze nie jest ze mną tak źle. Buziaki <3
____________

30.05.2018 _ środa

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Podoba mi się to mieszkanko. Bardzo fajnie, że udało Ci się je dostać i to z ogródkiem ;)
     
  •  
     
    E tam, nie po to zarabiasz pieniądze żeby sobie raz na jakiś czas odmawiać przyjemności. Zresztą, że ten kapelusz skradł mi serce, sama planuję taki na lato, do tego białe, delikatne ciuszki <3 Tak jak Ty na zdj, swoją drogą świetnie wyglądasz :)
    Domek cudowny! Uwielbiam te domki w Anglii, mają swój urok. <3
    Mogę się domyślać jak się czułaś, dobrze, że się wypłakałaś. Ale pamiętaj, że wszystko jest przejściowe, nikt nie mówił, że będzie łatwo i czasami musimy podjąć ciężkie decyzje, by ruszyć do przodu. Eh, prawie Ci morały, a sama pewnie w takiej sytuacji nie potrafiłabym się pozbierać. Staram się tylko dodać otuchy i podziwiam za odwagę. Byle do przodu! Pięknie sobie radzisz. :*
    Ile czasu już jesteś w UK? Nie tęskno Ci za Polską?
     
  •  
     
    Super, że się udało z mieszkaniem :) Będzie ciężko na początku, ale pozniej może być tylko lepiej :)

    A kapelusz mistrzowski:)
     
  •  
     
    Nie wierzę w karmiczne bzdury, raczej D potrzebuje diagnozy psychiatry i psychoterapii. Kiedyś też umierają z zazdrości, miałam dzikie wybuchy itd przeszło właśnie po psychoterapii.
     
  •  
     
    oh wow ale super z tym mieszkaniem, ja musialam za pokoj sporo wiecej placic xD